środa, 30 listopada 2016

Kilka historii od Czeczenów z Brześcia

POstanowiłam zebrać historie od Czeczenów z Brześcia. W polskiej prasie rzadko się coś o nich  pojawia. Jeżeli już to tylko pobieżne informacje, że siedzą na dworcu. Dlaczego uciekają z Czeczenii, o tym się praktycznie nie mówi. 
Mnóstwo osób zainteresowało, że chcę spisać to co mają do powiedzenia. Praktycznie każdy na wstępie zaznaczał "tylko nigdzie nie podawaj, że ja to ja. Przecież mnie znajdą i zabiją!", "Już Bielsat pokazał ze mną wywiad. Nie mogę w tej sytuacji NIGDY wrócić do Czeczenii"
A potem powoli, powolutku... Wybuchał istny potok słów. Zatem bez personaliów. I Wy poznajcie te opowieści. Niektóre są bardzo brutalne - przepraszam, po prostu takie są. Wielu nie zamieszczę. Za dużo brutalności znieczula.


Śnieg 
Skrzypienie śniegu zawsze przypomina mi o torturach. Idę przez Brześć i o tak wali mi serce. Mam gęsią skórkę. Mój kuzyn działał dla Dudajewa. Tak uznali. Więc przychodzili co wieczór. Związywali mi oczy i prowadzili tam do swoich. Nie wiedziałem gdzie mnie prowadzą ale słyszałem śnieg pod butami. Powrotów nie pamiętam bo byłem tak zbolały, nieprzytomny, że mnie wlekli a może wieźli. Nie wiem dlaczego nie wsadzali od razu do auta. Może żebym się bardziej bał. To trwało kilka miesięcy.

Dziecko
Ty jesteś w ciąży? Jak na ciebie patrzę to mam łzy w oczach. Bardzo bym chciała dziecka. O niczym tak nie marzę jak poczuć zapach główki niemowlęcia. Móc kołysać dziecko. Jakby płakało, to też bym się cieszyła - bo by było moje. One (pokazuje na swoje koleżanki z dworca) nie są tu same, mają się o kogo troszczyć. A ja potem co się wydarzyło w Czeczenii nigdy nie będę mamą. Już dziesięć lat jestem mężatką.
Włącza się inna pani:
Aj ty, tak mówić to grzech. Mi umarł syn jak miał 9 miesięcy. Tak się tym przejęłam, tak cierpiałam, że przez następne siedem lat nie zaszłam w ciążę. A teraz mam piątkę dzieci. Jeszcze i ty będziesz mieć. Pojedziesz do Polski, ochłoniesz trochę po tym wszystkim i jeszcze będziesz matką.

 

Brat
W Czeczenii kłopoty możesz mieć za wszystko, np. za wchodzenie na  nie takie jak trzeba strony w internecie. Mój brat dużo czytał po angielsku o Kadyrowie. Zaczęli go nękać. W końcu podali w pracy, że niby był bojownikiem. Zwolnili go, ciężko się dziwić. Mówiliśmy mu, żeby się pokajał a on był taki, że nie. Był butny. W końcu zniknął. Dwa miesiące czekaliśmy. Gdy odesłali nam ciało było tak zmasakrowane, że nie mogliśmy go rozpoznać. Ale uznaliśmy, że on nasz. Pochowaliśmy zgodnie z prawem, niech sobie spoczywa w spokoju. Myśleliśmy, że koszmar się skończył. Jemu nic już życia nie zwróci, więc, że trzeba samemu żyć dalej. Ale nic się nie skończyło. Zaczęli nachodzić mnie, siostry, jego żonę i dzieci. I pytają "gdzie on jest". My na to " przecież nie żyje". A oni, że nie, że w górach spiskuje. Ciężko to wszystko pojąć.

Straty

Moją żonę na przesłuchaniu pobili tak, że straciła słuch w lewym uchu. Więc sprzedaliśmy dom, maszyny, meble. Wszystko żeby tu przyjechać i dostać się tam gdzie bezpiecznie. A teraz nie chcą mnie wpuścić i będzie trzeba wrócić. Tutaj jest niebezpiecznie - tu ta sama władza co w Rosji, nie ma się co łudzić. To wrócimy. Chyba tylko po to aby L. całkiem ogłuchła.

Szczęście
Od szczęśliwego życia nikt nie ucieka.
Mam trójkę dzieci - same córeczki. Średnia ma celiakię, nie może nabiału, mąki. One są całym moim życiem. I bardzo bym chciała mieć jeszcze z dwie córki, bo córki to sama radość! Ale w takiej sytuacji to nawet jedno dziecko to szaleństwo. Oleczka, kochana... Powiedz komu możesz, że ja bardzo chcę pracować. Jestem księgową ale mogę robić wszystko. Wiem co o Czeczenach, w ogóle o uchodźcach mówią.Że wierzymy w Allacha więc terroryści. Że chcemy żyć na wasz koszt. Ale to nie jest prawda. Mamy taką samą krew, włosy, zęby... A w środku takie same marzenia - godnie żyć. A godnie to znaczy spokojnie i przydać się innym. Ja się bardzo źle czuję jak nic nie robię. Nawet jak tu siedzę to szukam sobie zajęcia. Czuję w duszy, że naprawdę się w Polsce przydam.

wtorek, 29 listopada 2016

Lale od pań z Czeczenii w Brześciu

"Z tymi rzeczami chcecie wjechać? Do uchodźców? A po huj coś dla nich robicie? A niech zamarzną! Niech wracają na Kaukaz" - taką mową, jeszcze bardziej uroczą i jeszcze dłuższą powitał nas białoruski pogranicznik. I stwierdził, że ze 150 kilowymi torbami pełnymi ciepłych rzeczy (zebranymi dla Czeczenów przez MIH) wrócimy sobie do Polski. Robiło się już mało wesoło, w końcu nas puścił. 

"Czeczenii, a to to prymitywne, dzikie plemię z Rosji. Po co wam to." - zaczął wymądrzać pan wyrabiający wizę kiedy nieopatrznie wspomniałyśmy w jakim celu jedziemy na Białoruś.

O sytuacji w Czeczenii (tak samo jak o wielu innych miejscach na świecie, gdzie źle się dzieje - również o Jemenie, Korei Północnej czy Erytrei, o Syrii ostatnio więcej ale generalnie też) ciężko coś znaleźć w polskich mediach. Troszkę wspomina się o tym, że są (niezgodnie z międzynarodowym prawem) przetrzymywani od jakiegoś czasu na granicy w Brześciu.

Ale dlaczego? Ale czemu tam dotarli?

 fot. Michalina Kupper


Zatem kilka suchych faktów z raportu HRW (Human Rights Watch) :

  • W ciągu ostatniego roku prorosyjskie władze Czeczenii spaliły ponad dwa tuziny domów. Zrobiły to by ukarać rodziny osób podejrzewanych o przynależność do oddziałów rebelianckich. Podejrzany może być każdy.
  • Obrońcy praw człowieka udokumentowali nasilającą się falę porwań i przypadki stosowania tortur, o które oskarżane są bojówki wspieranego przez Kreml prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa.
  • Na Kaukazie istnieje również system obozów koncentracyjnych. – Czernokozowo. Można je spokojnie porównać do Oświęcimia - takiego zdania jest rosyjski dziennikarz Andriej Babicki, który przeżył tam pobyt.
  • Czerenokozowo to przede wszystkim tortury - można je podzelić na fizyczne i psychiczne. Wśród tych pierwszych wyróżnia: torturowanie prądem organów płciowych, uszu, nosa, potylicy, pod pachami. Do tortur bardziej wymyślnych należy „jaskółka”, czyli podwieszanie na związanych ze sobą rękach i nogach (bóle w stawach nie ustępują nawet po długim czasie).
I chyba na tym na razie skończę bo nie specjalizujemy się w sytuacji w Czeczenii tylko pomocy tym którzy już z tego piekła wyszli.

Dziś zaczęłyśmy robić z panami lalki. 

Najpierw z obu stron było sporo onieśmielenia ale i życzliwości. Na dworcu koczują całe rodziny. Większość osób wynajmuje jakieś klitki (a pieniądze topnieją...) ale dnie spędzają tu. Są już przyzwyczajeni do wolontariuszy bo od początku działa z nimi Marina z MIHu. Prowadzi dla dzieciaków dworcową szkołę demokratyczną. Wraz z Marią Książek dostarcza rodzinom odzież i inne najpotrzebniejsze rzeczy. I robi wiele innych pięknych rzeczy, o których możecie poczytać TU
Przywitałyśmy się z paniami, wyciągnęłyśmy szmatki i zaczęłyśmy opowiadać o idei. O tym, że robiłyśmy już laleczkową akcję w Jordanii z uchodźczyniami z Syrii. Że wtedy panie zarobiły 5000 zł. Ucieszyły się, że są ludzie, których interesuje ich los, więc chcą pomóc. Ale mocno mamy nadzieję, że lale znajdą nabywców nie tylko dlatego, że ich autorki są w ekstremalnej sytuacji ale też dlatego, że to po prostu bardzo piękne lalki.

Przysiadłyśmy i zaczęłyśmy dziergać. Po chwili wszędzie latały szmatki. Powstawały kolejne laleczki, najpierw niepewne "oj, ja chyba nie potrafię"... A potem lale z koczkami, z wymyślnym przepasaniem i tp.
Jutro stworzymy album z lalami do kupienia. Znowu zebrałyśmy marzenia od autorek. Nie potrafimy pomóc paniom w ich spełnieniu. Nawet znalezienie spokojnego domu nie jest teraz w naszej mocy. Ale możemy (wspólnie z Wami!) sprawić, by trochę zarobiły, poczuły się potrzebne i sprawcze.

piątek, 25 listopada 2016

Zmiany, zmiany i Kanary

CzujCzuj nam się rozrasta. A dokładniej do mojej rodziny (trzymajcie kciuki by bezproblemowo!) przybędzie nowy członek. Tańczę z radości a wraz ze mną bliscy i przyjaciele, choć zdarzają się i nieco inne, bardzo ciekawe historię. Ta dała mi sporo rozkmin i chyba trochę mówi o świecie, więc ją tu przytoczę (ze zgodą bohatera - uściski Jasiu!)

Jadąc tramwajem spotkałam Jasia. Poznaliśmy się sto lat temu na kursie z pedagogiki cyrku i wiem, że on ciągle w tym temacie działa. Jaś jest ratownikiem medycznym. Ma złote serce i gigantyczne oczy ale hasła, które z lubością rzuca, zawsze mnie powstrzymywały cobym nie zatapiała się w tych oczach nazbyt długo. Np.
"Ludzie, którzy decydują się na dzieci to egoiści - jest takie przeludnienie, że najlepsze co można zrobić to nie zakładać rodziny. Jedyna ewentualna opcja to adopcja."
Nie uważam też tej tezy za specjalnie głupią ale jest strasznie radykalna co zawsze budzi niepokój. Cóż odpowiedzieć. Nie jestem najlepsza w ripostach (szczerze mówiąc najlepsze odpowiedzi przychodzą mi około pół roku po odbytej rozmowie). Na szczęście jakiś czas temu kumpel przypadkiem podpowiedział, że "nigdy nie wiesz czy to właśnie twoje dziecko nie zmieni na lepsze losów świata"
Bardzo uradowana czekałam więc, aż rozmowa zejdzie na drażliwy temat przyrostu naturalnego. Wszystko potoczyło się jednak zupełnie inaczej.
- Oleczka!  Ale się cieszę, że cię widzę! Wracacie z CzujCzujem do Jordanii? Słyszałem, że was ktoś zaprosił z Ugandy ale moim zdaniem powinniście wrócić do Jordanii i zabrać tam mnie. Mam fajny pomysł cyrkowy. No i chcę uczyć pierwszej pomocy.
- Nie... Bardzo bym chciała zobaczyć co u naszych dziatek z Rusajfy ale tak się składa, że jestem  ciąży. Więc mamy plan jechać do hipisowskiej osady na Wyspach Kanaryjskich. Chcemy się po prostu trochę pobyczyć. Ale co do uchodźców i cyrku to jest świetna grupa w Kurdystanie...
-  Jak to nie wracasz do Jordanii???
- No wiesz, zrobimy sobie taki czas, żeby się tylko cieszyć się z bycia rodziną, oswoić Rocha z Fasolką. Będziemy pracować na farmie i odpoczywać, ładować baterie. Wiem, że to niezły luksus, że możemy sobie na to pozwolić ale czemu nie?
- Ale w ciąży z Rochem pojechałaś do ośrodka dla uchodźców w Iraku... I jakoś mu to nie zaszkodziło.
- Ale teraz się zmieniłam. - Mój głos coraz bardziej przypominał sopran myszki Miki.
- No spoko. Jak już musi być jakieś kolejny człowiek to niech, że ma ciebie za mamę. Ale moim zdaniem to egoistyczne. Zawsze są jakieś ciąże, jakieś kredyty i tak dalej. I ludzie ciesząc się swoim szczęściem zapominają, o tych, którzy nie mieli przywileju urodzić się w Europie czy Stanach.


Mhm. I pewnie kiedyś bym się pokornie skłoniła i stwierdziła "święte słowa". A teraz ze zdziwieniem pomyślałam "ale bzdury" (sorry Jasiu, wiesz, że Cię lubię!). 
Na prawdę nie wierzę, że świat  można zmienić na lepsze jadąc po bandzie, zatracając siebie i poświęcając bliskich. Myślę, że najwięcej zmienimy pomalutku, po kawałeczku. Małymi decyzjami. Prostymi działaniami. 
I nie sądzę aby Wielkie Sprawy to tylko to co spektakularne i daleko. 
No i jeszcze (ostatnio strasznie tu się wymądrzam, to chyba hormony, wybaczcie) myślę, że mamy prawo być szczęśliwi i dbać o swoje szczęście. Jeśli tacy będziemy to wysokie prawdopodobieństwo, że i ludzie w naszym otoczeniu będą spokojni i radośni. I, że wtedy będziemy mieć pomysły i siłę by robić owe "pomalutku, po kawałeczku".
Istnieje też opcja, że są różne sposoby na zmianę - rewolucyjne i takie od Ciotek Dobra Rada (jak ja). I oba są dobre.

Ps. Pierwszą fotę zrobiła Pat Mic a drugą bodaj Kasia Komorek. Na obu jestem ja i Roch a na drugiej jeszcze wspaniałe dzieciaki z Duhok.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Zapiski o pomocy

Kilka zapisków apropo pomocy. Z szukania i (głównie) błądzenia. Chyba się strasznie mądrzę ale większość to  wnioski po popełnionych błędach



            Och, jak słodko, słodziutko - te dzieciaczyny mnie uwielbiają

1. Stanik i godność
Moja przyjaciółka w latach 80- tych była uchodźczynią z Polski w Niemczech. Różne rzeczy były w tej sytuacji trudne ale, że była wówczas nastolatką, najtrudniejsza była kwestia ciuchów. Chodziła do zwykłej szkoły, dzieciaki lansowały się zgodnie z ówczesną modą. A M. ciągle w szarych, powyciąganych rzeczach z darów. Jest bardzo inteligentna, więc szybko nauczyła się języka. Fantastycznie opowiada, więc i z tej trudnej sytuacji mogła by zrobić niezłe schow ale... Na dzień dobry przylegała do niej łatka gorszej. Od pierwszego wejrzenia ludzie wiedzieli, że coś jest z nią nie tak.
Wiele lat później M. się usamodzielniła, została tłumaczką. Wybuchła wojna na Bałkanach i zaczęto organizować rozmaite akcje pomocowe. Jedna wywołała wyjątkowo duże kontrowersje - zbierano bieliznę i kosmetyki dla uchodźczyń. Krytykowano, że to nie są rzeczy pierwszej potrzeby, że potrzebujący powinni się cieszyć z koców i mleka w proszku a nie myśleć o zbytkach. "Natychmiast kupiłam karminową szminkę i wyjątkowo piękny stanik. Przecież jakiejś Vesnie może się podobać jakiś Luka z namiotu obok."
 

2. Myśl, dopytuj, działaj z rozwagą (Uwaga! strasznie się wymądrzam, więc spokojnie można ominąć)

Kiedyś złożyliśmy odpowiednik Historii Kuchennych z dużą organizacją romską. Chcieliśmy by Romki i Romowie uczyli w szkołach gotowania swoich potraw i przy okazji opowiadali o kulturze. Projekt przeszedł, dostaliśmy kasę... Ale organizacja się wycofała. Chyba przestraszyli się, że jako gadzie ich wykiwamy. Więc cały projekt przepadł. 
Czy byłam zła? Oj, na początku strasznie. Ale potem zdałam sobie sprawę, że za mało wysiłku włożyłam by poznać ludzi z tej fundacji. Po prostu założyłam, że projekt jest super i nawiązałam z kimś od nich kontakt. A Romowie mają prawo się obawiać, że ktoś znów chce zbijać na nich kasę. 
Myślę, że generalnie "wykluczeni" mają prawo się tego obawiać. A co za tym idzie nie przyjmować pomocy czy działań, które im jakoś nie pasują. 
Trochę z innej beczki ale jest mnóstwo mód na obiekt pomagania, przelotnych fascynacji. Teraz mówi się o uchodźcach. Dlatego jak grzyby po deszczu wyrastają  fundacje czy projekty, które działają dla nich ale bez znajomości problemu. Nie twierdzę, że świeża krew jest nie potrzebna ale zaufajmy tym, którzy robią kawał dobrej roboty od lat. Np. w przypadku uchodźców takie zaufanie mam do fundacji Ocalenie czy Strefy Wolnosłowej
Kwestia "mód" ma jeszcze jedną stronę. Teraz wszyscy pomagają uchodźcom (lub po prostu biadolą o nich na fejsie). Mnóstwo się mówi o Syrii. Tam się dzieje niewyobrażalnie straszne rzeczy, więc słusznie ale... Na ile nasze poruszenie Syrią jest spowodowane wybiórczością mediów? Tym, że o Syrii mówi się więcej niż o obozach śmierci w Korei Północnej, reżimie w Gwinei Równikowej czy dramatach Erytrei? Byłam świadkiem sytuacji, kiedy śmiano się, że osoba z Erytrei domaga się statusu uchodźcy. "Przecież uchodźcy są z Syrii, Ukrainy, Kurdystanu".
Nie chodzi o to aby pomagać całemu światu bo się zwyczajnie nie da. Tu powódź, tam wojna a sąsiadka ma niepełnosprawne dziecko. Chyba najlepiej gdy pomaganie to kwestia "zasady podania ręki" - pomagamy tym, którzy są nam jakoś bliscy (kraj, który odwiedziliśmy, dzieciaki z domu dziecka w naszej dzielnicy i tp.) i o ile to możliwe stopniowo poszerzajmy działania. Nie kierujmy się tylko tym co mówią media.

3. Wymiana
Kiedyś takie opowiadanie przeczytałam, bodaj u Musierowicz. Nigdzie nie mogłam potem znaleźć tego fragmentu ale bardzo zapadło mi w głowie.
"Pewien mężczyzna wszedł do wielkiego domu. Zaczął się przechadzać korytarzami i zobaczył wiele drzwi. Uchylił pierwsze i zajrzał do środku. Ujrzał gigantyczny gar z zupą, która pachniała wyjątkowo smakowicie i zachęcająco bulgotała. Dookoła naczynia siedziało wielu ludzi. Mimo, że byli blisko smakowitości wydawali się bardzo smutni. Ciężko było również nie dostrzec, że byli wychudzeni, niektórzy dosłownie słaniali się z głodu. Człowiek szybko dostrzegł przyczynę - wszyscy trzymali w dłoni łyżkę, która miała bardzo długą rączkę przytwierdzoną do ich dłoni. Każdy mógł sięgnąć łyżką do naczynia, ale nie mógł nasycić się jedzeniem, gdyż rączka łyżki była dłuższa, niż ręka. Umierali więc z głodu, mimo, że jedzenie było tak blisko.
Człowieka przeszły ciarki na widok tego cierpienia i nieszczęścia. To było piekło.
Oddalił się więc przerażony i postanowił nigdy nie wracać do dziwnego domu. Jego uwagę przykuły jednak kolejne drzwi i dochodzące zza nich mlaskanie.
Pokój wyglądał dokładnie tak samo, identyczne naczynie pełne wyśmienitej zupy. Nawet łyżki ludzie mieli równie długie. Wszyscy jednak byli weseli, najedzeni, prowadzili ożywioną dyskusję. Pokój promieniał radością i dobrobytem. Ci szczęśliwi ludzie karmili siebie nawzajem. To było niebo."

4. Smok
Przyjeżdżamy rano stawiamy smoka w Łąkowej Czytelni w Sorokach. Wybywamy na obiad. Wracamy - smoka nie ma. Okazało się, że Babaj go zabrał, bo "tam ukradną". 
I ok. Czasem trzeba po sto razy wkopać tego smoka. A przede wszystkim sprawdzić czy więcej z niego pożytku czy kłopotu.
Nasza praca w Sorokach często przypomina walkę ze smokiem ziejącym ogniem. Nie ze strony dzieciaków - one są niezmiennie super. Ze strony dorosłych. Głównie Mołdawian. Ciągle gadają jaki to bezsens pracować "z cygańską hołotą". I czasem ze strony Romów, kiedy się wściekają, że stawiamy "biblioteczkę" a nie przywieziemy ciuchów.
Smoka można ujarzmić. Przede wszystkim ograniczyć oczekiwania. Nie wszyscy muszą kochać naszych przyjaciół i rozumieć sens naszej pracy. Warto też wytatuować sobie na czole, na rękach, gdzie popadnie "ciut ciut", "powolutku".

5. Tobias 
W ośrodku dla dzieci z ulicy w Gruzji poznałam Tobiasa. Przyjechał do Tybilisi na wolontariat europejski. Jego zadaniem było prowadzenie zajęć kulinarnych. Miał 18 lat, pochodzi z Niemiec, a jego jedyne doświadczenie z młodzieżą to były protestanckie obozy letnie, na których był wychowawcą. A w ośrodku dzieci, które przez kilka lat żyły w kartonowym pudle. Większość doświadczyła potwornej (nierzadko seksualnej) przemocy. Tobias ciągle stoi mi przed oczami, bo kiedy go poznałam cierpiał na silną depresję. Szczerze nienawidził Gruzji, dzieciaków, i nie wierzył w możliwość zmiany. Po prostu wrzucono go (za europejską kasę) na bardzo głęboką wodę. Za głęboką. Jest mnóstwo fantastycznych EVSów ale istnieje też wiele zupełnie nieprzemyślanych i szkodliwych. Dla wszystkich stron. 

6. Koliber
W pewnym lesie wybuchł pożar. Zwierzęta zaczęły panikować i tylko mały koliber podfruwał do źródła i przenosił w dzióbku po kropelce wody na ogień.
- Aleś ty głupi, tak nic nie zmienisz.
- Oczywiście, że sam nie zmienię, ale gdyby tak każdy przelał kilka kropel, to szybko uporalibyśmy się z tym pożarem.

7. Główne problemy projektów pomocowych
1. Efektowność nie efektywność
2. Pomaganie według własnych wyobrażeń a nie faktycznych potrzeb
3. Kreowanie się przez pomoc (więcej jest pomagającego niż samego działania)
4. Zrywy, krótkie terminy, brak ciągłości
5. Nieznajomość adresatów pomocy, traktowanie ich przedmiotowo
6. Rywalizacja z innymi projektami zamiast współpracy
7. Spalanie się w pracy, nie myślenie o swoich potrzebach
+
8.Fotografowanie się z biednymi dzieciaczkami, z chudymi Murzynkami, z chorymi jak składają ręce z wdzięczności i td. Czyli robienie z nich maskotek. Czasem trzeba zrobić zdjęcia do dokumentacji. Ale i umiar trzeba znać.

niedziela, 13 listopada 2016

Listy od pań z Rusajfy

Wkrótce jedziemy na Białoruś robić laleczki z uchodźczyniami z Czeczenii, które utknęły w Brześciu. Teraz małe wspomnienie, listy od Pań z Rusajfy, które zapoczątkowały "laleczkową akcję". Przetłumaczyła nam je z syryjskiego niezwykła Jasmin Kawecka (na spółkę z bratem). Bardzo dziękujemy!!!!
A TU więcej zdjęć "syryjskich" laleczek. 
Hello I am Noha , a mother for 5 children ( Reem, Raed , raghed, rafaat, and Mohammad ). We lived a beautiful days in Syria. We grew up in our land, we used to live in Syria that has Hope, Secure, Loyalty.
Syira, the land that gives Tender, love and Pleasure, unfortunetly that didn't last too much long, because there were some kind of pressures from Al Assad's goverment's party. That those didn't let us lives our normal life style, and it's not allowed for us to expose our thoughts and feelings in any kind of means, So , there was tottaly a big abcense of freedom , but we are pretty sure that a Day will come and will split those fears away and break the silence .
                                                            fot. Zosia Stopa

And here comes the REVOLUTION, and it started to take the path toward freedom. The story goes on at daily basis , therefore the Assad's Regimen started to use weapons, torture, air_bombings and Chemical force against everyone who stand in their way, and he took the way of using poverty to stop the revolution, but , there was nothing usefull to stop the REVOLUTION in anyway means on neccessary.
AT a silently cleared night, and we were in our warmy beds , the tanks started to attacking our nearby neighborhood , we immediatly awake from our warmy beds at the sound of bullets over our heads, they have done a raid on our house , and they were monesters doesn't know mercy.
We lived in fear, poverty and starvation. They have arrested our family members and killed them all using torture, and when we saw there corps our mind had lack, we were weary of life , shocked and fear. then we ran away using a secure path to escape , and then we saw our nearby village , but unfortunetly that nieghborhood didn't find the peace and quiet that we hope we can see, we lived 2 years moving from one area to another, the situation was tottaly hard for us , so then we decided to flee to Jordan, we crossed the syrian borders toward Jordan that took one day marching on our feets , the fear and saddness were our only friends who decided to take the journey with us until we arrived to the Jordan borders. And after we provided our syrain offical documents, we arrived to ( Zaa'tary Refugees camp ) , and it's only a tents that were made of silk , that were not securing us from cold , we lived those hard days in that camp for about 4 months straight , we didn't had anyone that were ralated to us , and all of them had decided to flee to Germany, using the only path from Turkey to Europe using the sea path. and after months later we decided to go to (Al Zrka"a) area , and leave behind us those camps and that suffer from sickness , poverty, and lack of education . Noone used to secure us a descent water to drink , the Zarka"a was a new place for us , and it was not suitable for us at all ways, and we didn't feel comfprtable in Jordan, but this is the only way of life that was provided for us at those times. I hope at one day , our mighty home get backs to it's reality which gives a new smile and hope to our faces , and live a descent normal life like any Citizen outthere.


I am Farida Zamel , A widow , I used to have work at agriculture , This is why because I wanted to raise my children , I have 8 children , 6 boys and 2 girls. 

My situation is not that alright . And in Jorden I live in Zarka'a, we dont have from the monthly payments from the rent of the house what is enough for the rest of the week . And I am sick and I need to make an urgent surgery for the backpain, I ask kindly for you guys to buy the toys that I create, that I work it for living . I hope oneday that we will return to our Homeland.


I am Nohad Abdulrahman Al Zohby, from Daraa | Syria 
I have three children , two girls and one boy. The oldest one of my children tunred 8 , the boy olded 5 years , and the youngest girl turned 2 years . I live in pain , my husband got me divorced by force , and we flee'd away from Syria because of the bombs and the war , that provided us only fear .
we decided to move to a Camp that at least will secure us at peace , but sadly that peace turned out to poverty and coldness .
We misses our beloved ones in my country . I hope oneday we will return back to our country in peace and quiet . 
 

Hello , I am Salwa Mohammad Al waked from Syria, I was born and raised Syria. And I am mother of 9 children , 8 daughters and 1 son, and all of them are orphans , and thier father passed away while my children were youngs. At that times, when my husband passed away , my oldest child was 12 years old , and my youngest one was 6 months. 
We were Farmers, and our job was so hard for us, but we were happy about it , because I was working to raise my children and get them feed.
My job time was from the morning to the evening, and then I make dinner for my children, and clean the house, and takecare of thier education.
At the first days, thier was protests , and noone ever knew what was going on, we were never knew that one of the days we will escape from our Homeland because of the fear of the war that noone know it's results, and when the situation got worst, and the fear was our only friend, we were living in the fear that our only roof will be abandoned on our heads, and my childrens was on a young age, so I decided to take my childs and escape to any peaceful place that has no fear and pain. Since then, we was searching for a saftey, so I grabed my children and we went with those poeples that was escaping everyday from the war, we never knew what will happen for us, will we arrive in peace ! or we will die in the way ! noone ever knows, throughtout the pain on the road, the fear , poverty, and cold we finnaly arrived to Jordan, to the Za'atary's refugees camp, the living was so hard for us, there was no enough food for us, and we have lack of water. And everynight, the fear was our only friend, and we stayed in Za'atary for about 8 months, my children was getting sick everyday because of the dirty atmosphere, and the sun in summer, the cold in winter.

czwartek, 10 listopada 2016

Brakuje mi w słowniku

Na co dzień pracuję z emocjami, często też o nich rozmawiam z przyjaciółmi. Często mierzę się z tym, brakuje nam słów na określenie niektórych stanów np.
  • Słodka obojętność, którą odczuwamy gdy coś co nas wzburzało, już nie ma na nas wpływu. Albo kiedy już nic nie czujemy do kogoś, kogo kochaliśmy bez wzajemności.
  • Ten moment kiedy już został przekroczony jakiś limit, kiedy zostanie powiedziane o jedno słowo za dużo by można było pozostać obojętnym.
  • Emocja towarzyszące potrzebie zaimponowania komuś konkretnemu (np. uczucie z którego wynika strojenie się, kiedy wiemy, że zobaczy nas były chłopak). 
  • Wyczerpanie przeżywaniem intensywnych emocji.
  • Słowo na określenie emocjonalnej zdrady (nie w przypadku kiedy nasz partner zakocha się w kimś innym, tylko gdy bliski jest wobec nas nielojalny).
  • Chwilowa jedność dusz, co to ją możemy czuć w sumie z każdym o ile będziemy się nie oceniać i się na siebie otworzymy.
  • Pomieszanie irytacji i ciężaru, że nie wyraziliśmy wszystkiego co nam leży na wątrobie.
  • Rodzaj poczucia winy po dniu, którego się dobrze nie wykorzystało.
  • Słowo określające rytuały, które ma się z najbliższymi albo z samym sobą, gdy nikt nie widzi.
  • Radość wywołana surrealizmem tragicznej sytuacji. Tak strasznie i dziwnie, że aż śmiesznie.
  • To co czujemy gdy wszyscy zachwycają się czymś co naszym zdaniem jest strasznie płytkie i głupie.
  • Dojmująca tęsknota za naturą.

    I tak dalej i dalej... Mogłabym tak w nieskończoność ale to w sumie dość osobiste. Samo zastanawianie się nad takimi nienazwanymi stanami bardzo polecam.


    Niektórzy robią nawet krok naprzód i tworzą słowniki takich słów


    A mój ulubiony Balthus je w moim odczuciu malował:




środa, 9 listopada 2016

Nieprzetłumaczalne

Jedni zbierają znaczki, inni miejsca, na które się wspięli by krzyknąć "Viva Espania!".

Ja zbieram nieprzetłumaczalne słowa, najchętniej dotyczące emocji. Zbiorek jest już całkiem pokaźny. Ale wciąż brakuje okazu z Polski. Macie jakieś typy?

Mój kumpel Mateusz Morawiec uważa, że takim słowem jest Frajda "Frajda! Odmiana przyjemności, charakteryzująca się krótkotrwałością, wymagająca uczestniczenia w czymś (przyjemna może być wiadomość, że za tydzień zagramy w warcaby z ciocią, ale dopiero sama gra sprawia nam frajdę), głównie przypominające nam lata młodości.
Frajda tłumaczona na inne języki zawsze daje nam wynik odpowiadający tłumaczeniu zwykłego "przyjemność".

Niby Ukraińcy mają kajf...

Po co w ogóle zbierać takie słowa?

Czy większa liczba pojęć przekłada się na to, że więcej czujemy? To skomplikowane. Ale słowa dają nieme przyzwolenie. Poczucie, że inni też mają dojście do tego stanu.


A tutaj troszkę ze zbiorów:



Kuebiko (japoński)
Stan zmęczenia wywołany zetknięciem z bezmyślną przemocą.

Viraha (hindi)
Zrozumienie, że się kochało już po rozstaniu jak również zrozumienie, że chwilowo trzeba się rozstać jednocześnie utwierdzając się w swojej miłości do partnera.

Amae (japoński)
Radość i poczucie bezpieczeństwa wynikłe z całkowitego zaakceptowania przez drugą osobę.

Wabi-sabi (japoński)
Sposób życia, który koncentruje się na szukaniu piękna w jego niedoskonałościach i pogodnym akceptowaniu cyklu życia i śmierci.

Natsukashii (japoński)
Tęsknota za starymi, dobrymi czasami w zetknięciu z czymś co je przypomina (podobne jak saudade).

Ki (japoński)
Pojęcie z estetyki japońskiej. Pojęcie które mnie intryguje, z racji, że jest
nieprzekładalne nie tylko językowo, ale i filozoficznie. Oznacza "pustkę" ale,
nie ma nic wspólnego ze znanymi zachodniemu światu definicjami pustki. w
architekturze oznacza przestrzeń niewypełniona pomiędzy dwom przedmiotami,
tyle, że jest ona niewypełniona fizycznie, natomiast filozoficznie jest pełną
zamkniętą całością, którą wypełniamy my sami, oraz energie, za pomocą których
dwa elementy oddziałuja na siebie.

Tsundoku (japoński)
Nie do końca emocja...Kupowanie książek, odkładanie ich na ciągle rosnącą górę, a potem nieczytanie ich.

Ikigai (japoński)
Coś co nas nakręca do życia. Powód dla którego budzimy się rano:

Ariga-meiwaku (japoński)
Uczucie kiedy ktoś zrobił nam przysługę z której wynikło więcej szkody niż pożytku.

Taijin kyofusho (japoński)
Japońska choroba przypominająca zachodnią fobię społeczną, objawiająca się lękiem przed związkami z innymi ludźmi lub przed znalezieniem się w sytuacjach towarzyskich. Chory obawia się, że swoją niezdarnością, przykrym zapachem czy innym wyobrażonym defektem fizycznym urazi lub zrani innych

Itadakimasu (japońska fraza)
Wdzięczność wyrażana przed posiłkiem,do wszystkich, którzy przyczynili się do powstania jedzenia, które mamy na talerzu: uprawiali, polowali lub przygotowali, a przede wszystkim do zwierząt i roślin.

Yugen (japoński)
Świadomość wszechświata, która wyzwala emocje zbyt trudne do opisania reakcje.




Pa-leng (chiński)
bardzo nasilony lęk przed zimnem i śmiercią spowodowaną utratą sił witalnych prowadzi człowieka do wkładania na siebie wielu warstw ubrań. Ma miejsce niekoniecznie w zimie, osoby cierpiące na pa- leng noszą zimowe okrycia również w czasie upałów. Zaburzenie może prowadzić do śmierci spowodowanej wycieńczeniem organizmu.

Hsieh-Ping (chiński)
Stany transu, w którym osoba utożsamia się ze zmarłą osobą, którą obraziła za życia.




Weltschmerz (niemiecki)
Zespół nastrojów i emocji typu: depresja, smutek, apatia, melancholia wynikających z myśli o niedoskonałości świata. Dokładniej ze zderzenia chęci działania i niemożności jego realizacji. Również poczucie dysonansu pomiędzy własną wrażliwością a otoczeniem.

Heimat (niemiecki)
Miejsce pochodzenia i przynależności, takie które jest unikatowe, bo widziane z osobistej perspektywy, z całym ładunkiem emocjonalnym jakim je darzymy. To wspomnienie z dzieciństwa, poczucie bezpieczeństwa i pragnienie powrotu do tego, co minione.

Schadenfreude (niemiecki)

Przyjemność czerpana z cudzego nieszczęścia bądź niepowodzenia.

Fernweh (niemiecki)
Pragnienie podróży, tęsknota za czymś odległym, również miejscami, w których się nigdy nie było.

Geborgenheit
(niemiecki)
Poczucie bezpieczeństwa, w wyniku obecności bliskiej osoby.

Waldeinsamkeit
(niemiecki)
Uczucie towarzyszące samotnemu pobytowi w lesie.

Torschlusspanik (niemiecki)

Strach przed tym, że nie zdążymy z czymś bardzo ważnym.

Dosłownie można przetłumaczyć jako „strach przed zamkniętymi drzwiami”. Określenie najczęściej odnosi się do samotnych kobiet, które boją się, że nie zostaną matkami

Reisefieber
(niemiecki)

uczucie zdenerwowania, podniecenia, zaniepokojenia wywołanego zbliżającą się podróżą.

Hassliebe (niemicki)

Połączenie miłości i nienawiści.




Glädjedödare (szwedzki)
Zabijacz radości.

Allemansrätten (szwedzki)
Niepisane prawo, obowiązujące w Norwegii (norw. Allemannsretten), Szwecji (szw. Allemansrätten) i Finlandii (fiń. Jokamiehenoikeus) mówiące, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą.

Fika (szwedzki)
Spotkanie znajomego przy filiżance kawy lub herbaty, delektowanie się smacznym kęsem.




Hygge (duński)
Radość i spokój wywołany przytulnością, rodzinnością, prostotą. Chwila w której nic nie przeszkadza.




Forelsket (norweski)
Euforia, jakiej się doznaje kiedy się człowiek właśnie w kimś zakocha. Sam początek zadurzenia.




Sisu (fiński)
Braterstwo ponad wszelkie przeciwności.




Bromance (angielski)
Bliska, emocjonalna, nieseksualna relacja pomiędzy dwoma lub więcej mężczyznami, głębsza i bardziej intymna niż przyjaźń.




Cwich (walijski)
Uścisk, kochającej osoby, który tworzy "strefę bezpieczeństwa" dla obiektu swojej miłości.

Hiraeth (walijski)
Uczucie tęsknoty za domem albo powrót myślami do konkretnego, nieco idealizowanego okresu z życia.




Saudade (portugalski)
Słodka melancholia.




Lutalica (serbsko-chorwacki)
Poczucie, że nie mieścimy się w szufladkach, do których nas włożono, jakaś część naszej osobowości do nich nie pasuje.





Merak (serbsko - chorwacki)
Poczucie jedności ze wszechświatem, które przechodzi poprzez najbardziej proste przyjemności w życiu.




Naz ( urdu)
Duma i pewność, z wiary, że jesteś kochany bezwarunkowo.





Firgun (hebrajski)
Czysta i bezinteresowna radość, że komuś innemu wszystko idzie dobrze.

Trepverter (hebrajski)
Cięta riposta, która przychodzi do głowy poniewczasie.





Mamihlapinatapei jęz. Yaghan (Ziemia Ognista)
Znaczące spojrzenie, wymieniane w milczeniu przez osoby, które chciałyby coś zacząć, ale się boją.





Ikisuarpok (innuicki)
Uczucie oczekiwania, które prowadzi do wyjścia na zewnątrz i oczekiwania na przyjście kogoś niespodziewanego.








Windigo (odżibwe)
Zaburzenie spotykane u koczujących kanadyjskich Indian Ojibwa (rzadko u Eskimosów i Cree), głodujących w okresie zimy. Zaczyna się depresją, tendencją do odosobnienia, silnym lękiem, brakiem łaknienia, nudnościami, wymiotami i biegunką. Później chory nabiera przekonania urojeniowego, że pod wpływem czarów został zamieniony w windigo, tj. zimowego potwora w postaci olbrzymiego szkieletu z lodu, pożerającego ludzi. Identyfikując się z nim, odczuwa przymusową potrzebę jedzenia ludzkiego mięsa i czasem rzeczywiście rzuca się na kogoś z bliskich krewnych, zabija go i zjada.




Ponorka (czeski)
Uczucie, kiedy jest się zbyt długo z tymi samymi ludźmi i ma się ich dość.


Litost (czeski)
Stan męki spowodowany nagłym spostrzeżeniem własnej nędzy, beznadziejności.




Duende (hiszpański)
Przeżywać jakąś czynność bardzo emocjonalnie, jak np. flamenco. Tworzenie aż do zatracenia.

Sobremesa (hiszpański)
Czas spędzony przy stole po posiłku, delektowanie się wspólnym jedzeniem i przyjaźnią.




Onsra
(etiposki)
Słodko-gorzkie przeczucie, że miłość nie potrwa długo
.


 

Retrovuailles (francuski)
Radość odczuwalna przy spotkaniu po długiej rozłące.

Depaysement (francuski)
Poczucie obcości w nowym kraju.

la douleur exquise
(francuski)
Głęboki ból, który wynikaja z sytuacji w której nie możesz być z osobą, którą kochasz. Miłość do kogoś o kim wiemy, że nigdy nie będzie nasz.

L’appel du vide
(francuski)
Nagły, niewytłumaczalny impuls do skoku w momencie znalezienia się na wysokości

Flâner (francuski)
Osoba spacerująca bez celu, podziwiająca uroki miasta.




Kilig (filipiński)
Zawroty głowy, który występuje w momencie narodzin miłości "od pierwszego wejrzenia".

Gheegle
(filipiński)
Nagła chęć uszczypnięcia lub uściśnięcia kogoś kto budzi w nas czułość.

 

Gezelligheid (holenderski)
Ciepłe uczucie, które pojawia się w obecności bliskiej osoby.

Voorpret (holenderski)
Radosne oczekiwanie na coś miłego lub przyjemnego, np. przy czytaniu książki na temat miejsca, do którego planujemy pojechać.


 


Oodal (tamilski)
Udawanie wściekłego po sprzeczce z ukochaną osobą.


Jayus (indonezyjski)
Żart, który został opowiedziany tak źle, że nie możesz nic zrobić poza śmianiem się bardzo głośno.

 


Razlubit  (rosyjski)
 Słodko-gorzki stan, który odczuwamy, gdy się odkochamy.

Odnoliub (rosyjski) 
Ktoś, kto zakochuje się raz na całe życie.

Toska (rosyjski)
Uczucie duchowego cierpienia, zazwyczaj bez przyczyny. Tępy ból duszy.


 


meraki (grecki)
Robić coś z miłością, pasją, duszą.

 

Pena ajena (meksykańska odmiana hiszpańskiego)
Wstyd, jaki się czuje oglądając cudze upokorzenie.

Susto (hispzański latynoamerykański)
Zaburzenie występujące wśród ludów latynoamerykańskich.
Polega ono na lęku przed „utratą duszy”. Utrata ta może być wynikiem działania czyjegoś „złego oka”, czarów, magii lub działania demonów. Zazwyczaj zczyna się od lęku z silnym wzburzeniem wegetatywnym. Przedłużający się lęk może prowadzić do utraty zainteresowań, braku łaknienia, utraty aktywności, wzrostu temperatury ciała a nawet wyniszczenia i śmierci.




 
Ilunga (tschiluba - język z Kongo)
Określenie osoby, która może przebaczyć każdą wyrządzoną jej krzywdę za pierwszym razem, tolerować ją za drugim, ale nigdy nigdy nie wybaczy jej za trzecim razem.

 


Commuovere (włoski)
Poruszająca historia, która doprowadza nas do łez.







Manabamáte (rapanui - język z polinezyjskich)
Brak apetytu spowodowany silnym zauroczeniem.



Dor (rumuński) 
Dojumująca tęsknota za ukochaną osobą.

 

Hrepenenje (słoweński) 
Tęsknota za tym co jeszcze się nie wydarzyło, co dopiero nastanie, jest więc czymś przeciwnym do „tu” i „teraz”. Według niektórych, stan „hrepenenja” jest niebezpieczny, ponieważ nakazuje pozostać oderwanym od rzeczywistości, trwać w sferze fantazji i nieokreślenia.

Mudita (buddyjskie określenie z języka pali)
Empatyczna radość z cudzych sukcesów. Tradycyjnym przykładem stanu mudita jest postawa rodzica obserwującego dokonania i sukcesy swojego wzrastającego dziecka.
Ekscytację uważa się za bezpośrednie choć subtelne przeciwieństwo mudity, ponieważ stan ten świadczy o egoistycznym lgnięciu do przyjemnych doświadczeń i o ciągłym poczuciu nienasycenia lub braku, z którego w pewnych warunkach wyrasta zazdrość.



Hüzün (turecki) 
Zagubienie, niepewność, melancholia, brak jasności działań, które charakteryzują dużą grupę osób. 


Koro (malezyjski) 
Zaburzenie lękowe z grupy zespołów uwarunkowanych kulturowo występujące u mężczyzn, w którym chory doświadcza ostrego lęku przed wciąganiem penisa w głąb brzucha, aż do jego całkowitego zaniknięcia. Schorzenie występuje głównie wśród mieszkańców Dalekiego Wschodu: najczęściej w Chinach, także w Indonezji, Malezji, Singapurze, Indiach i na Tajwanie.

Warto przeczytać:

piękne!

Wierzbicka