środa, 30 marca 2016

Chcecie się spotkać?

Wróciliśmy trochę wcześniej do Polski (bo troszkę smutki ze zdrowiem są). Mamy dla Was trzy walizy laleczek od pań z Syrii,  
upominki dla dzieciaków, które uczestniczyły w wymianie międzykulturowej 
i mnóstwo nagród dla osób, które wsparły budowę placu zabaw na Polak Potrafi.
A przede wszystkim duuużo opowieści.

Jeśli chcecie nagrody i lalki możemy wysłać pocztą. Możecie też przyjść na pokaz slajdów.
Ustalamy szczegóły co do pokazów w Katowicach, Krakowie i Łodzi. Póki co zapraszamy tych co z Warszawy (i okolic):




  • 9 kwietnia o 15.00 bierzemy udział w debacie realizowanej przez Stowarzyszenie Dla Ziemi "Pospaceruj chwilę moimi drogami". Debata będzie dotyczyła pomocy uchodźcom w krajach ościennych Syrii i w Europie. Oprócz dyskusji i części artystycznej będzie też wystawa lalek zrobionych przez panie z Syrii.


fot. Czarli Bajka
  • 14 kwietnia o 19.00 zapraszamy z kolei na historie o Kurdystanie w Konstancińskim Domu Kultury
  • A 20 kwietnia (środa), godz. 19:00 także o Kurdystanie będziemy opowiadać w Pracowni Podróży (Ostatnie piętro, Szkoła Podstawowa nr 82, ul. Górczewska 201)
  •  26 kwietnia (wtorek) znów o Jordanii opowiemy w 8 stóp
PS. Jeśli się wybieracie na spotkanie a my Wam wisimy nagrodę albo laleczkę to dajcie znać w mailu abyśmy wiedzieli co i ile wziąć.

piątek, 25 marca 2016

Gołąb pocztowy

Były czasy, że przed otwarciem skrzynki mailowej mocniej biło mi serce. Bo całkiem często zdarzały się maile albo komentarze -" Romowie to tacy a tacy", "Uchodźcy bla bla bla". 

Jeszcze mocniej się przejmowałam, kiedy czytałam wypowiedzi pod postami tych, których lubię np. Chlebem i Solą. W gruncie rzeczy przypominało to trochę zdrapywanie strupów w dzieciństwie - bolało ale i patologicznie wciągało. Fascynowało mnie na przykład komu chce się wyszukać mojego bloga specjalnie po to, by napisać, "jebnij się w ten zakuty łep". 

Ostatnio coś się jednak zmieniło. Nie mam już czasu na czytanie cudzych komentarzy, zaś na skrzynkę projektu w szczycie laleczkowej akcji z paniami z Syrii, zaczęły przychodzić maile miłe jak termofor na nerki. Wysyp pomysłów i propozycji. Zresztą przeczytajcie sami.




Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, że tu to zamieściłam. Mnie te wiadomości bardzo wzruszają i cieszą.

***
"(...) Jesli jakiekolwiek tlumaczenie bedzie potrzebne prosze do mnie pisac. Pomoge na tyle na ile potrafie. Mowie po arabsku choc po tylu latach mam problemy z prawniczymi tekstami. jak moge inaczej pomoc prosze dac znac. Zawsze pracowalam z ludzmi i spraeia mi to przyjemnosc. A jak przy okazji moge pomoc to jeszcze lepiej co do dyskrecji to jest dla mnie oczywiste. Takie tlumaczenie zostaje miedzy nami. Jak wspominalam jestem w polowie syryjka...moja rodzina ze striny taty...tez bardzo duzo przeszla (i to bardzo bliska). Czesc przezyla...czesc nie. W podziekowaniu losowi za zycie 3 przyrodnuch braci (sa juz bezpieczni) chcialabym moc cos dac od siebie. Takich emocji nie da sie opisac .... sa w nas gleboko. Tak wiec...jesli sie do czegos nadam prosze smialo mowic. (...)"

***
" Hello! Maybe we at RISE Now can help sponsor your next playground? Please let us know when you will be building another tire playground!"

***
"Olga, planuje zrobić stand up w Warszawie i chciałbym przekazać kasę z dochodu, dzieciakom, którym pomagasz. To nie będzie duża kwota coś około 2000 ale jak narazie tylko taki mam pomysł jak można pomóc. Więc pomyślałem, że mógłbym ci je przelać i ty byś coś z nimi zrobiła Emotikon smile czy pozwoli to wam na dłuższy pobyt czy zrobić coś w stylu placu zabaw ale mniejszego, niewiem wydaje mi się że będziesz wiedziała lepiej. To co o tym myślisz"

***
"(...) Nie wiem jak dlugo bedziesz, ale chcialabym tak bardzo pomoc. Rama, ktora zrobila te lalki, moze jej mozemy pomoc. Moze na odleglosc, moze ja zaadoptujemy digitalnie. Ona kocha zwierzeta, ja kocham zwierzeta. Daj mi znac."

***
"Dzień dobry, chcę kupić lalkę, bardzo współczuję tym ludziom (...) Mam jeszcze taki pomysł - ponieważ prowadze pensjonat można wystawić na licytację pobyt u mnie - ja przyjme gości za darmo a pieniądze trafia na szczytny cel. Podaję stronę www.mojetatry.com i pozdrawiam serdecznie! (...)"

***
"Nie wiem, gdzie się teraz podziewacie. Jeśli w Jordanii to rzut beretem. Właśnie pracuję w Teatrze Yes w Hebronie i robię z nimi spektakl lalkowy Ali Baba dla dzieciaków. Premiera 19 kwietnia. Zapraszam."

czwartek, 24 marca 2016

I jeszcze kilka głupotek z Jordanii

1. Sąsiedzi
Wiliam mieszka w miejscowości al'Mazra nad Morzem Martwym. Prowadzi tam fundację zajmującą się ekologią. Wymyślił bardzo nowatorski system nawadniania gleby (w Jordanii to ważna sprawa), robi warsztaty, zrzesza aktywistów z okolicy, przyjmuje wolontariuszy z całego świata. Na jego farmie zbudowaliśmy pierwszy plac zabaw. 
Dzięki jego pomysłom całe miasteczko ma wodę na swoje uprawy a co za tym idzie pieniądze. Jak myślicie co sąsiedzi myślą o działalności Wiliama? Czy są zachwyceni jego przedsiębiorczością? Raczej nie.

- Duża grupa myśli, że jest totalnym dziwakiem.
- Inni, że jest romantykiem i cała ta fundacja to sposób na przyciągnięcie jakiejś ładnej wolontariuszki z Europy, która się w nim zakocha.
- Są też głosy, że jest szpiegiem Izaraela
i...
- Że te całe kanalizacje i dziwni przyjezdni, to tak naprawdę sposób na szukanie złota.


2. Nocne zabawy w Rusajfie
W domu dziecka w Rusajfie dzieciaki całe dnie siedzą w domu. Przy świetle jarzeniówki oglądają bollywoodzkie seriale. Opiekunki są dwie i wiecznie zmęczone (co nie dziwi). Zabawek brak. Jest za to nuuuda. Żywimy nadzieję, że to się zmieni kiedy pod nosem stanie plac zabaw. Mamy więc dużego kopa do pracy. Ale czasem zgrzytamy zębami. A kiedy słyszę tą cholerną, ckliwą muzyczkę, po której zawsze jest zoom na załzawione oblicze szczupłej Hinduski to mam ochotę zbijać talerze. Przypomina to trochę jakiś upiorny eksperyment- jak na małoletnich wpływa odcięcie od przyrody i przyssanie do odbiornika. Czasem kładziemy się mocno po 1.00 w nocy a dziewczynki jeszcze gapią się w telewizor. Zdarza się, że maluchy wstają przed opiekunkami i na śniadanie wyjadają łyżkami cukier. Albo z braku innej rozrywki wylewają wiadra wody na podłogę. A o wodę w Jordanii nie łatwo. Próbujemy to zmienić i prowadzić warsztaty ale jesteśmy zmęczeni budową. Czasem więc się zmuszamy... Choć nie o to przecież chodzi.


Ale pewnego wieczoru jest inaczej! Jest zabawa! Nadin wyłączyła telewizor, każe nam po kolei stanąć pod ścianą. Zamykamy oczy. Pstryka palcami, coś gada po arabsku. Każe liczyć do dziewięciu, potem do sześciu. I... Ręce osoby, przy której pstryka unoszą się w górę. Nawet u najbardziej sceptycznych to zadziałało. Jakby ktoś ciągnął za niewidzialny sznureczek... Przynajmniej tak twierdzą ci, którzy tego doświadczyli. Zosi się podniosły, Grzesiowi też. I Malice i Ali. U mnie jedynej ręce zwisają jak kłody. Aż zdenerwowało to babcię, i też zaczęła mi pstrykać przy uchu. Nic.



3. Dziwny dzień.
Pracowaliśmy sobie spokojnie na placu zabaw, takie tam ostatnie poprawki, bo dziś miało być wielkie otwarcie. Nagle podszedł do nas Tarek. To taki bardzo fajny gość, który mocno włączył się w budowę.
- Szybko do domu, do domu, Policja jordańska no gut. Zło! - tyle zrozumieliśmy. Przez kolejne kilka godzin dowiedzieliśmy się nie wiele więcej, poza tym, że pod żadnym pretekstem mamy nie wychodzić z domu dziecka.
Rano o wyjściu na dwór nie było mowy. Próbowaliśmy zrozumieć o co chodzi poprzez żywą konwersację na google translator. Wychodziły jakieś totalne bzdury typu: "potrzebuję naklejek". Jedyne co dało się zrozumieć po stokroć to, że "policja osły, policja no gut".

Spędziliśmy więc okropnie długi i bezproduktywny dzień w środku. A kiedy się ściemniło... Nadin zawiązała mi i Zosi chusty. Wystylizowała tak, abyśmy nie rzucały się w oczy i pobiegłyśmy do bankomatu. Wyciągnęłyśmy pieniądze dla pań, które udało się zebrać na laleczkach.

I nieoczekiwanie to głupie, nudne zawieszenie miało bardzo miłe i wzruszające zwieńczenie. Kilka lalek zrobiły też dziewczynki, które z nami mieszkają. 

Zarobiły niewielkie kwoty i martwiłyśmy się czy nie będą się porównywać z paniami ale wcale tak się nie stało. Zaczęły skakać i chichotać... A potem z części zarobionych pieniędzy kupiły łakocie na wspaniałą ucztę.




4. Areszt

Areszt domowy przeciągnął się do dwóch dni. Tarek to się pojawiał, to znikał. Obiecywał, że za pięć minut będzie po czym nie było go do wieczora. Pod koniec nie robiliśmy już warsztatów, nie snuliśmy planów, nie zastanawialiśmy się nad opcjami wydostania. Pod koniec sami niemrawo gapiliśmy się w ekran i rozglądaliśmy się za cukrem do wyjadania. Nie wiem na czym by stanęło ale nagle Tarek pojawił się z biletami do Aquaby i poprostu wsadził nas w autobus. Dotąd nie mamy pojęcia o co chodziło. Chyba sam Tarek miał jakieś problemy z policją i grupa z Europy, która kręciła się obok jego miejsca pracy, była mu nie na rękę. Wcale nie mieliśmy na tą Aquabę ochoty (bo przypomina Kołobrzeg w szczycie sezonu) ale nasz znajomy nie zapytał nas o zdanie. Jedyne co usłyszeliśmy na do widzenia to: "Sory, you now... Police in Jordan..."


5. Jabłka
Roszek nie miał dobrego czasu w Aquabie. Nikt z nas nie miał. Grześ dostał potwornej gorączki. Ja miałam rzut Haszimoto (taka tam choroba tarczycy) - i się snułam i nie miałam energii za grosz. Roszek wyczuwał oczywiście nasze nastroje (albo po prostu sam miał swoje) i pewnego ranka dał bajeczny koncert. Wył aż miło. I na całe gardło. I nie przestawał. Sama miałam ochotę się rozpłakać aż nagle usłyszałam pukanie. Byłam pewna, że to sąsiedzi pytają czy obdzieram dziecko ze skóry. Albo po prostu chcą mnie ochrzanić za hałasy.
Na progu stały dwie panie w chustach i mały słodki chłopczyk. Nim zdążyłam szerzej otworzyć drzwi wcisnęły mi przez nie tacę z owocami:
- Słyszeliśmy, że twoje dziecko płacze. Nie mamy w domu nic słodkiego ale może jabłka sprawią mu przyjemność?


5. Dziecko


Smutna i wymęczona poszłam z Roszkiem coś zjeść. Roch daje czadu:

- Pomidor blee! humus blee!- Ryżem sru na podłogę.
Przez chwilę sama mam ochotę czymś rzucić a najlepiej trzasnąć drzwiami i pójść gdzieś daleko. Ale oczywiście tego nie robię, tylko zbieram siły i beznamiętnie przyglądam się jak mój synek ryczy na całą knajpę. Nagle podchodzi do nas właściciel przybytku:

- Czy mogę sobie zrobić z dzieckiem zdjęcie?
- Teraz?- przewracam oczami.

- Dziecko w każdym humorze jest darem od Boga.

Potem podczas płacenia wydał mi za dużo reszty.

- Gdyby nie wojna, mój syn skończyłby jutro 12 lat. Zabierz swoje dziecko na jakieś ciastko czy coś, w moim imieniu.


7. Szef
Po trzech dniach w środku nocy wylądowaliśmy z powrotem na dworcu w Ammanie. Wymęczeni i głodni. I totalnie nie wiedzieliśmy co ze sobą począć. Nagle zobaczyłam pana w czeczeńskiej czapce:

- Czy pan jest Czeczenem?

- Tak się składa, że jestem szefem wszystkich szefów Czeczenów w Jordanii.

I wiecie co? To faktycznie był szef kaukaskiego centrum w Jordanii. Miał gigantyczną willę w bogatej dzielnicy, jeszcze większą wiedzę i mnóstwo historii, którymi chciał się podzielić. Zosia pracowała z Czeczenami w szkole, ja działałam z nimi przy bibliotekach podwórkowych. Nigdy jednak nie byłyśmy w samej Czeczenii. Osoby, które poznałyśmy w Polsce były w bardzo trudnej sytuacji. A tutaj gościł nas "szef wszystkich szefów". Pół nocy spędziliśmy słuchając więc historii o Groznym, górach i KGB. 


8. Daktyle
Przy granicy palestyńskiej jest farma daktyli. Jej właściciel rzucił intratną pracę w przemyśle filmowym aby założyć miejsce, w którym każdy będzie u siebie. Można podlewać palmy, pielić, zbierać śmieci albo gotować. Zrobiliśmy warsztaty dla dzieciaków i laleczki z ich mamami. Nie byliśmy pewni czy naszemu gospodarzowi spodoba się ten pomysł (no bo co wynika dla jego daktyli z naszych warsztatów?) a on powiedział "Już dawno myślałem o jakiś działaniach dla uchodźców. Będę patrzył na to co robicie i potem sam wprowadzę to w życie". A potem pomógł nam wszystko zorganizować. 

9. Mama
Rodziny żyją w namiotach w bardzo trudnych warunkach- w dzień słońce bezlitośnie świeci w oczy i spieka policzki, w nocy jest bardzo zimno. A jednak dzieciaki są w dużo lepszej kondycji niż te z murowanego domu dziecka w Rusajfie. Wszystko łatwiej jest przetrwać kiedy jest się blisko kochającej mamy.

10. Morze

Przez trzy dni po kąpieli w morzu martwym nie używamy solniczki. Wystarczy pstryknąć palcem.

czwartek, 17 marca 2016

Warsztaty z Kina Niemego cz.II

Na zajęciach dzieciaki często biorą aparat i same robią zdjęcia. Są najlepszymi “łapaczami” chwil i emocji. Same również chętnie pozują do zdjęć, co często wywołuje tyle samo radości co warsztaty :)


 

Ostatnio dziecięcą energię i spontaniczność udało się przenieść do historii stworzonej z trzech znanych baśni. Do garści klasyki i własnych pomysłów dodaliśmy trochę kultury współczesnej, wymieszaliśmy z emocjami i dodaliśmy muzykę. Wymyślanie własnych filmów bez słów to fantastyczna zabawa, warto spróbować choćby podczas rodzinnych spotkań, zwłaszcza że formuła kojarzona z kinem niemym jest fajnym punktem startowym dla początkujących.


A nasz bajeczny miszmasz zaczyna się tak:
W baśniowej krainie można spotkać przecudne stwory… smoki… krasnoludy, żywe lustra...

To także dom dwójki przyjaciół, których spotkała niezwykła przygoda. Wszystko zaczęło się w zamku dwóch sióstr wiedźm- Królowej Śniegu i Złej Królowej. Każda z nich miała magiczne lustro lecz Królowa Śniegu rozbiła swoje. Kawałeczki szkła poleciały w świat, a kiedy jedno z nich wpadło do oka odebrało temu komuś wszelkie emocje…

A jak się historia skończyła sami zobaczcie :)

video

sobota, 12 marca 2016

Plac zabaw w Rusajfie

„Po co uchodźcom plac zabaw? Ciepłe kalesony, zupa, śpiwór! To są prawdziwe potrzeby” - dziwuje się sporo osób. W Rusajfie jak nigdzie indziej czujemy, że nasz projekt nie urwał się z choinki. Pracujemy w domu dziecka. Mieszkają tu dzieciaki z Syrii, które nie mają rodziców. Niektórzy zginęli na wojnie, inni wyjechali do Europy aby zarobić na rodzinę. 
Na pierwszy rzut oka maluchy mają dobre warunki - ciepło, syto, bezpiecznie. Opiekują się nimi dwie kobiety - babcia trzech dziewczynek i 17-letnia Nadine, która jest mamą małego Hamzy.  Na pewno mają dobre intencje ale są wiecznie zmęczone i sfrustrowane. Dobrze je rozumiem - ja ledwo dycham z moim jednym Rochem, a one mają pod całodobową opieką całą czeredę. Chyba najtrudniejszy jest fakt, że totalnie nie ma z nimi gdzie pójść - parki praktycznie nie istnieją, ulica jest niebezpieczna, a teren za domem to kupa gruzu. Dzieciaki siedzą więc całe dnie w domu i przy świetle jarzeniówki oglądają bollywoodzkie seriale. Czasem kładziemy się mocno po 1.00 w nocy a dziewczynki jeszcze gapią się w telewizor. Zdarza się, że wstają przed opiekunkami i na śniadanie wyjadają łyżkami cukier. Mamy nadzieję, że plac zabaw coś zmieni - dzieciaki będą mogły spędzać całe dni na dworze, będzie przestrzeń służąca tylko do zabawy.

Na początku było tak:


Wysprzątaliśmy teren i zaczęliśmy eksplorować wysypiska i wulkanizacje opon





Następnie burze mózgów i projektowanie

dużo piłowania


kopania


wiercenia 


malowania 




i zaczęła wyłaniać się zupełnie inna przestrzeń:


Ze śmieci zaczęły powstawać zabawki. Powstały dwie tablice sensoryczne. Jedna manualna, druga dźwiękowa


domek do wspinania




smok do bujania, huśtawka, równoważnia


piaskownica


fotel


obręcz do huśtania się


kuchenka


, domek z kamienia i wiele rozmaitych ozdóbek.




Chyba najfajniejsze było to, że w budowę zaczęła się włączać cała społeczność.



A potem przez kilka następnych tygodni śnimy o oponach.

piątek, 11 marca 2016

Warsztaty z Kina Niemego

W pierwszy piątek marca w Bibliotece w Gostyni mieliśmy okazję zrobić warsztaty z Historii kina niemego. Najpierw był wstęp skąd myśl o uchwyceniu ruchu w małym pudełku i pierwsze efekty wynalazku jakim był kinematograf. Filmy z początku wieku są świetnym przykładem na to, że można pokazać uczucia bez słów. Na podstawie fragmentów komedii Charliego Chaplina i Bustera Keatona czy dramatów z Mary Pickford odczytywaliśmy emocje. Czy aktor się uśmiecha czy jest zabawny? Czy opuszczona głowa to w tym przypadku przejaw smutku czy wstydu? Pytania, choć wydaja się proste, są jak fundament dla zdolności wczucia się w położenie drugiego człowieka. Następnie stworzyliśmy swój niemy film na podstawie trzech baśni: o Śnieżce i krasnoludkach, o Królowej Śniegu i o Smoku Wawelskim. Rozdaliśmy role, rekwizyty i na chwile przywołaliśmy 130-letniego ducha początków kina :)




Dziękujemy za ciepłe przyjęcie!

środa, 9 marca 2016

Kilka głupotek z Jordanii

1. Huśtawka
Idziemy sobie przez szare ulice, nagle... Huśtawka jak się patrzy! A raczej pozostałość po niej – cała jest skuta łańcuchem a siedzenie połamane. Wspaniale było by ją przenieść na nasz plac. Tam gdzie działamy nie ma za bardzo jest jak rozwiesić huśtawki. A ona jest przecież tak ważna. Niesamowicie stymuluje rozwój mózgu. I w ogóle co to za plac zabaw bez bujania?!
Ledwo udaje się nam przejść przez górę gruzu przyjrzeć się dokładniej otaczają nas dzieciaki. Cała chmara. Z domu kiwa babcia. Młody mężczyzna w bluzce ze znaczkiem Nike pytająco kręci głową. Zwołuje kolejnych ludzi... Mamy ogień w oczach bo naprawdę zależy nam na tym stelażu. Zaczynamy pantominę, która ma zobrazować budowę placu, wolontariat, syryjskie sieroty i wpływ placów na rozwój dziecka. Nagle płynnym angielskim odzywa się niepozorny młodzieniec. Do tej pory obserwował nas siedząc w kucki pod ścianą. „Ta kobieta ma to czego potrzebujecie” - rzuca z pewnością i wskazuje na okularnicę w jasnej chuście. Jest radość! Idziemy za miłą panią jak gąski za mamą. Zaraz kupimy stelaż. W wyobraźni już snuję plany o siedzeniu z opon, które stworzymy. A może cały hamak? Ta konstrukcja jest naprawdę duża. Pani otwiera kolejne drzwi, wreszcie na ganku za domem ukazuje się huśtawka na rachitycznych sznurkach. Gospodyni uśmiecha się jak ktoś zadowolony z tego, że może uszczęśliwić innych „ Tutaj możecie się pobujać. Yalla!” - zachęca tłumacz.

 (ponieważ  jednak się nie dogadaliśmy to ostatecznie huśtawkę sami sobie skleciliśmy - przy dużej pomocy  przystojnego spawacza z dzielni)

2. Latawce
Na jordańskim niebie latawce. „Siedem... dwadzieścia trzy... Jedenaście” - Zawsze staram się policzyć idąc ulicą. Z daleka wyglądają jak wielkie tłuste muchy.


3. Pomidory
Budowę placu zabaw w Rusajfie obserwuje mnóstwo osób. Sąsiedzi wychylają się z okien, przynoszą kawę. Z czasem do wspólnej pracy włącza się coraz więcej osób. Mężczyźni radzą nad konstrukcją domku na palach. Chłopcy machają kilofami. Dziewczynki malują a jedna z upodobaniem piłuje. Większość rozmów z ludźmi z okolicy odbywa się przez google transtalor. Któregoś dnia panika, nie pozwalają nam wychodzić z ośrodka. Mówią coś o policji i złowieszczo kręcą głowami. W ogóle nie możemy się dogadać o co im chodzi ale chyba o jakiś papierek, zezwolenie na pobyt. Aby jakoś nam osłodzić ten areszt,  dostajemy siatkę pomidorów  od Murata. Bardzo z siebie zadowolony, klika jak zawsze na telefonie i podtyka Zosi pod nos„One są kwantowe”- obwieszcza po polsku tekst na ekranie.

4. Słowo
Zdecydowana większość ludzi, których spotykamy w Jordanii mówi po angielsku kiepsko albo wcale. Niezmiennie wspólną ulubioną zabawą jest porównywanie słów- jak brzmi po polsku, arabsku, angielsku: czas, niebo, słonecznik, "ile masz dzieci?", szczypawka. Jedno słowo niezmiennie sprawia wszystkim arabsko języcznym problem- jak powiedzieć po arabsku "super"? Rozumieją sens ale z tłumaczeniem jest kłopot. Nie mogę się nadziwić bo dla mnie to (no może na zmianę z "fantastic") absolutna podstawa słownika.


5. Czasem trzeba przejść przez ciemny tunel...
aby dojść do morza!

6. Kurtka
Nieustannie patrzymy pod nogi- opony, kapsle, blacha, stare meble- wszystko może się przydać do placu zabaw. Co tu dużo mówić, czasem buszujemy po wysypiskach bo akurat tam są bajeczne drzwi, z których można zrobić dach do chatki. Ludzie patrzą się na to różnie (co zresztą nie dziwi wcale a wcale). Pokazujemy zdjęcia z innych placów, coś tam bredzimy o „dzieciach i zabawie”... Nagle podchodzi do nas mężczyzna z kurtką i mówi, że religia nakazuje nam ją przekazać. 




7. Welcome
Wracamy z obozu w Jerasch taksówką. Na liczniku wyświetlają się trzy dinary, pan się upiera, że  mamy zapłacić pięć. „Nie ma mowy”- wykłócamy się i machamy trzema dinarami. "Ok nie ma sprawy”- uśmiecha się pan szeroko -”Welcome in Jordan”. Wsiada do samochodu i odjeżdża. A my zostajemy z pieniędzmi i zdziwieniem.