poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Po co jedziemy w Beskid Niski?

Kolektyw CzujCzuja to już ponad 70 osób. Część prowadzi nasze warsztaty w Polsce, Mołdawii czy Meksyku. Część pomaga przy teatrzyku albo przy budowie placów zabaw. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę czas by wszystkie te wspaniałe osoby troszkę bardziej przedstawić. Czuję się bogatsza niż Jeff Bezos, że mnie otaczają. Niektórych już przedstawiłam (mówiąc o ich poza czujczujowych działaniach) TU
Nie mniej bloga prowadzę ja czyli Ola.  I ja Ola, z moją najbliższą rodzinką wybywam na ten rok (od września) w Beskid Niski. Mnóstwo wspaniałych rzeczy można tam robić (i jeśli starczy mi czasu i energii to się za nie zabiorę) ale tak przede wszystkim to jadę tam aby... Uczyć domowo czwórkę z siódemki fantastycznych dzieciaków.



fot. Farfurnia

fot. Farfurnia



W Zawadce Rymanowskiej mieszka bowiem pewna całkiem niezwykła rodzina. Mają siedmioro dzieci i:
- Prowadzą bajeczny pensjonat Farfurnię
- Sami wypiekają chleby i robią sery 
- Można się u nich uczyć ceramiki, witrażu, filcowania i kilku innych ważnych rzeczy.
- Dowodzą stowarzyszeniu Karpatka, które co roku organizuje np. Rodzinny Tabor w Zawdce Rymanowskiej
I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać (i pewnie jeszcze przyjdzie czas, że powymieniam) ale mnie najbardziej interesuje czas, że
- uczą swoje dzieci domowo. 
A tak dokładnie to nie sami (choć o każdym ze swych dziatek, mówią z taką uważnością, że czapki z głów), tylko co roku zapraszają innego nauczyciela (niekoniecznie nauczyciela). W tym roku my podejmiemy się tego wyzwania. O plusach i minusach nauczania domowego może innym razem (najlepiej kiedy sama będę praktykiem). Słowem wstępu tylko tyle, że jest to rodzaj edukacji, który wybiera (z różnych powodów) coraz więcej rodziców i, że objęte nim dzieci muszą zdać egzamin z takiego samego programu jak większość uczniów.



fot. Farfurnia



Zapowiada się więc piękna przygoda ale i zupełnie nowe przestrzenie. 
Od wielu, wielu lat pracuję głównie z osobami wykluczonymi (z różnego powodu) a moja praca nie polega na przekazywaniu wiedzy, tylko na pomocy w wydobywaniu potencjału (wiem, że pachnie strasznym couchingiem ale nie wiem jak inaczej to co robię ubrać w słowa. Jeśli mi doradzicie - stawiam obiad!). Tymczasem tu będę miała kontakt z dzieciakami w bardzo dobrej sytuacji (co absolutnie nie jest żadnym problemem, nikogo nie wykluczam!) a moim zadaniem będzie przekazanie szkolnego programu. Nie chodzi jednak o odtworzenie tradycyjnej szkoły, tylko o twórczą zabawę edukacją. A to bardzo, bardzo lubię i chyba jakoś się na tym znam. Wymyśliłam, więc sposób nauczania poprzez tygodnie tematyczne (inspirowany nieco, bliską mi pedagogiką waldorfską):



W każdy poniedziałek zaczynamy nowy (wcześniej wspólnie uzgodniony) temat np.
- Cyrk,
- Historia Beskidów
czy
- Sny.


Wokół tematu wiodącego przerabiamy wszelkie dziedziny: polski, języki, biologię, fizykę,

matematykę i td.

Przedstawiłam ten pomysł znajomym i usłyszałam:
- O rety! To jak w mojej ulubionej bajce z dzieciństwa... Nazywała się chyba "Zaczarowany autobus". Tam nauczycielka miała dodatkowo na każdy opracowywany temat specjalną sukienkę. Np. kiedy omawiali kosmos, kiecka była w gwiazdy i planety. Czy pomyślałaś już nad kiecką na każdy tydzień?


Szczerze mówiąc stroje to ostatnie co mi ostatnio siedzi w głowie. Póki co od kilku miesięcy tworzę scenariusze lekcji, szukam inspiracji,  zbieram kontakty. Np. sama w ogóle nie znam się na chemii...Ale mam znajomych, którzy są specjalistami w tej dziedzinie i obiecali, że pomogą przez YouTube, skypa i podsyłając różne pomysły. I tak dalej i tak dalej. Czuję się jak przy przygotowaniach wyprawy na jakiś bardzo odległy kontynent.


Tu taki przykładowy (nieco skrócony) scenariusz:

 „Dookoła świata”

Geografia 
- Lepimy z kruchego ciasta kształty kontynentów. Zaznaczamy na nich lukrem największe
kraje.
- Każda z dziewczynek wybiera sobie jeden (niekoniecznie z tych największych) kraj z

ulepionego przez siebie kontynentu. Wyszukują najważniejszych informacji, które go dotyczą: stolica, język, religie i tp. Potem tworzymy grę z wyszukiwaniem coraz bardziej szczegółowych danych: jak wyglądają tamtejsze znaczki pocztowe, jaki mają najwyższy szczyt, co dana kultura stworzyła charakterystycznego tylko dla siebie i tp.
- Tworzymy makiety rzeźby terenu wybranego kraju.

Fizyka
- Zastanawiamy się jakich sił fizycznych potrzeba aby dotrzeć do danego kraju na rowerze,
samolotem, balonem, statkiem i tp.

Chemia:
- Każda wybiera pierwiastek chemiczny, który z jakiegoś powodu może być charakterystyczny dla tego kraju. Następnie omawiamy dokonane wybory i wspólnie śledzimy na YouTube eksperymenty z tym pierwiastkiem. A może i sami je wykonamy?
- Gotujemy tradycyjne potraw i śledzimy jakie zachodzą wówczas procesy chemiczne.

Matematyka
- Obliczamy rozmaite rzeczy związane z danym państwem (jeśli są w nim 4 największe góry a w tym kraju było tylu prezydentów, to ilu prezydentów może wejść na jedną górę aby było
po równo – takie przykładowe, oczywiście będą dostosowane do trudności).
- Śledzimy konkretne statystyki i procenty (ile % zajmują jeziora, ile góry, jaki % jest mieszkańców wsi a jaki miast i tp.)

Wiedza o kulturze i język polski
- Słuchamy tradycyjnej muzyki (przy okazji troszkę fizyki)
- Odkrywamy i wykonujemy techniki artystycznej charakterystyczne dla wybranej kultury
- Zastanawiamy się co wspólnego mają nasze kultury a co je różni. Śledzimy polskie powiązań z wybranym państwem.
- Czytamy tradycyjne bajki i tworzymy z nich animacje.

Język angielski
-Nawiązujemy kontakt mailowy z anglojęzycznymi dziećmi z wybranych państw – przesyłamy im powstałe animacje.
- Oglądamy po angielsku filmy dla dzieci z wybranych krajów. 

Biologia
-Tworzymy w pudełkach makiety przyrodnicze danego kraju. Zastanawiamy się jakie z tamtejszych roślin i zwierząt występują też w Polsce a jakie nie.
-Konsumujemy wcześniej przygotowane tradycyjne potrawy i zastanawiamy się jakie zachodzą wówczas w nas procesy biologiczne.

Historia
- Odkrywamy historię danego kraju a następnie każda z dziewczynek przedstawia ją w formie komiksu. Śledzimy co w ważnych dla tego państwa momentach działo się w Polsce.

Wychowanie Fizyczne
- Obserwujemy tańce charakterystyczne dla danej kultury, wspólnie próbujemy kilku kroków.

WOS
- Zastanawiamy się jakimi problemami społecznymi muszą sobie radzić dane kraje. Odkrywamy jakich mają działaczy, którzy starali się tym (lub innym) problemom zaradzić. Jakie ciekawe rozwiązania społeczne wywodzą się z danej kultury.

***
Oczywiście nie będziemy sobie po tych tematach skakać jak pchełki. Zależy nam by wiedzę usystematyzować. Zczynamy więc od pojęcia czasu jako takiego i potem powoli, powolutku przechodzimy przez atom, ewolucję i różne epoki...

Bardzo możliwe, że nad jednym tematem będziemy siedziały troszkę dłużej niż tydzień. Pewnie nie raz będę Was prosiła o jakieś rady. A co najważniejsze - jeśli sami chcielibyście zerknąć na program, który tworzę to bardzo chętnie podzielę się pomysłami na poszczególne lekcje. 

AAAA nowa przygoda! Hura! 

Matula sobie tańczy a dziecię opracowuje programy nauczania

sobota, 18 sierpnia 2018

pan Roch ma 5 lat!


1.
Kiedy byłam mała wymyśliłam sobie pewną rodzinę. Mieli ośmioro dzieci (z kilku związków), mama była na wózku inwalidzkim i przeżywali przedziwne przygody. Towarzyszyli mi (w głowie) baaardzo często. Uwielbiałam też ich rysować, więc na tysiącach karteluszków walały się podobizny ciotek, pokotek i licznej dziatwy. Rysowałam paskudnie ale historii myślę, że Netflix, by się nie powstydził (a może tak mi się tylko wydaje).
Pewnego razu idąc na basen po prostu z nich zrezygnowałam. Pamiętam to bardzo dobrze - miałam 14 lat i stwierdziłam, że muszę z tym skończyć. No i zacumowałam w rzeczywistości. W tym roku kiedy wracaliśmy z Hiszpanii, dla zabicia czasu zaczęłam snuć ich perypetie. Spodobały się Roszkowi ale jest tyle innych rzeczy do opowiedzenia, książek do przeczytania, że do nich nie wracaliśmy.
Dziś przed pójściem do przedszkola Roszek coś z wielkim przejęciem rysował :
- Patrz, to ta rodzinka... Ale ich najstarszy syn będzie harcerzem, ok?



2.
Roszek: Opowiedz mi bajkę.
Czytałam dziś ciekawą włoską bajkę, więc zaczynam:
Ja: W pewnym mieście ukradziono rzeźnikowi kawał mięsa...
Ro: Oj, lepiej nie. Ja nie chcę aby jakieś zwierzątko umierało dla naszej opowieści.
Ja: Ok, to można zmodyfikować. W pewnym mieście ukradziono z cukierni wspaniały tort...
Ro: Oj, a czy on może być na cukrze roślinnym? Cukier jest bardzo niezdrowy

3.
Usypiam Rocha, sama już padam a on nie.
- Eee... To może jakąś bajkę ci opowiem. Eee Czerwonego Kapturka?
- A tam bajkę. Opowiedz jak się z kimś pokłóciłaś. Mnie takie rzeczy interesują.

Peace&Love

4.
Mamo, chciałbym Ci zaproponować byśmy wprowadzili nowy zwyczaj.
- Jaki?
- Żebyście nie krzyczeli jak coś zrobię, tylko mówili "nic nie szkodzi".



5.
Zadaję Roszkowi zagadki.
Ja: Córka twoich rodziców to dla ciebie...
Ro: Szczęście?

6.
A ty Roszku masz jaką tajemnicę?
- Znudziła mi się już ta, że na chwilę zamieniam się w wiewiórkę... Czy pomożesz mi wymyślić jakąś nową?

7.
Roszek budzi mnie krzykiem.
- Lepiej byś mi dał buziaka...
- Kocham cię ale założyłem krzykową spółdzielnię. Dzieci z Bullerbyn miały wiśniową spółdzielnię a ja mam spółdzielnię krzykową, diamentową i kaszowo- kukurydzianą.



8.
Pytanie na śniadanie:
- Jak wszyscy ludzie umarną to co się stanie ze światem?
- Nic, dalej sobie będzie. Tylko bez ludzi.

- Acha. Wiesz Idka - kiedyś mama umarnie. A potem tata umarnie. A potem my i się wreszcie wszyscy spotkają.


9.
Roszek urządził dziś awanturę na placu Wilsona, taką na 14 fajerek, że chce do restauracji. Przechodziła obok para hipsterów i mężczyzna rzekł do swojej partnerki:
- 0:1 dla ciebie za tym żeby nie mieć dzieci.
Kilka godzin wcześniej spędziłam sporo czasu z tym samym Roszkiem w lanserskiej knajpce. Kiedy wychodziliśmy młody, piękny barman specjalnie do nas podszedł i powiedział:
- Przychodź do nas częściej Groszku. Jak byliście to było jak kabaret i teatr tańca w jednym. Normalnie mógłbym mieć takiego syna, choć się z tym nie spieszę.
To chyba wychodzi na 0?



10.
Kupiłam z dwa tygodnie temu Roszkowi gumę do żucia. Jego pierwszą gumę w życiu "bo masz już prawie 5 lat".
Najpierw jej w ogóle nie otwierał tylko wąchał pudełko. Potem wszystkim opowiadał, że ma gumę i częstował z taką miną jakby to były najdroższe cygara. Na koniec wsadził ją sobie pod poduszkę i z nią spał.
Kupiłam dziś Roszkowi gumę. Po prostu się ucieszył.
Niektóre rzeczy są tylko raz. (Chyba, żebym go zaczęła głodzić czy coś ale nie o to chodzi)




11.
- Mamo, chciałbym Ci zaproponować byśmy wprowadzili nowy zwyczaj.
- Jaki?
- Żebyście nie krzyczeli jak coś zrobię, tylko mówili "nic nie szkodzi".

12.
Roszku, kurcze, chodź tu bo zostawiłeś bałagan.
- Mały czy duży?
- Wielki!
- No to się zabiję...
- O matko, miśku co ty gadasz! Na prawdę chcesz to zrobić? Kochanie!
- Nie ale chciałem ci przypomnieć co jest ważniejsze - kłótnia czy życie dzieci.

***
Roberto Cialdini ma godnego następcę.


13.
Idziemy na marsz antyfaszystowski. Grześ mówi:
- Mam nadzieję, że to nie będzie akcja w stylu "my jesteśmy dobrzy, oni są źli"
- Kto jest zły? - dopytuje Roch.
- Właśnie nikt. Po prostu cieszmy się wolnością i nie dzielmy.
- Na pewno są jacyś źli ludzie. - stwierdza stanowczo Roch. - Spójrz na chodnik. Ile tu gum do żucia.


14.

"Pewnie o tym nie wiesz ale na początku wcale nie żyłem tutaj tylko w Elfi. Moi rodzice nazywali się Fau i Leu ale umarli. Połamałem sobie wtedy ze złości skrzydła. Bez skrzydeł było mi w Elfi bardzo, bardzo trudno. I nagle patrzę... W ziemi jest malutka dziurka. Wyskoczyłem przez nią i ziuu… Spadłem na drzewo. Zamieniłem się w małego rozciągliwego glutka a potem kuleczkę. Spadłem ci na włosy i potem przez głowę, czaszkę i mózg wpadłem ci do brzuszka. No i potem mnie urodziłaś".

15.
Kupiłam z dwa tygodnie temu Roszkowi gumę do żucia. Jego pierwszą gumę w życiu "bo masz już prawie 5 lat".
Najpierw jej w ogóle nie otwierał tylko wąchał pudełko. Potem wszystkim opowiadał, że ma gumę i częstował z taką miną jakby to były najdroższe cygara. Na koniec wsadził ją sobie pod poduszkę i z nią spał.
Kupiłam wczoraj Roszkowi gumę. Po prostu się ucieszył.
Niektóre rzeczy są tylko raz.

16.
- Mamo, czy możemy się pobawić, że ja jestem służącą i mam na imię Marta a ty jesteś faraonem?
- Jasne!
- Mamoo... Ty się nie umiesz bawić. Teraz musisz mi dać jakieś zadania.
- Aaa. No to hmm... Zrób pranie Marto.
Done!