poniedziałek, 16 września 2019

SPA Latające - odfruwamy!!!

Już niebawem, już za momencik wskakujemy na czarodziejskie dywany, by ze SPA Latającym - czyli masażem, opieką dla dziecka i pysznym obiadem - dotrzeć do osób, którzy przez przewlekłą chorobę bliskiej osoby, zostały unieruchomione w domu. Zapraszamy do współpracy osoby z całej Polski!



Szukamy:

- Masażystów, refleksoterapeutów, fryzjerów i innych osób pracujących z ciałem

- Blogerów kulinarnych, kucharzy

- Animatorów do dziecka

- Pielęgniarek - Koordynatorów

- Grafików

- Osób chętnych do pracy ze sponsorami i partnerami

- Firm chętnych do podarowania mamom swoich produktów (przede wszystkim kosmetyków) 

Nasz dotychczasowy skład możecie poznać TU.

20 września o 19.00 w Pracovni na ul. Popiełuszki 16 organizujemy spotkanie organizacyjne dla wolontariuszy. Zapraszamy tych co z Warszawy tam a chętnych z innych miasta na maila: spa.dla.mam@gmail.com


Pracujemy nad pozyskaniem funduszy, póki co oferujemy podniebne loty, morze satysfakcji i suuuper zespół! Inicjatywa znalazła się w finale programu WzmocniONE. Program WzmocniONE jest realizowany przez Fundację Ashoka w Polsce we współpracy ze spółką Magovox.



****
Tymczasem poznajcie kilka historii, które nadesłały nam mamy. W ramach cyklu #historiemam poprosiliśmy mamy osób z niepełnosprawnością o podzielaniem się opisem swojego dnia. Zależy nam by pokazać jak niejednorodna jest grupa mam osób z niepełnosprawnością, z jak rozmaitymi wyzwaniami mierzą się takie rodziny. Historie wciąż zbieramy , wystarczy wysłać na spa.dla.mam@gmail.com opis swojego dnia ze zdjęciem jako ilustracją. Autorki wszystkich opublikowanych tekstów otrzymają zestawy kosmetyków podarowane przez Fundację Zdążyć z Pomocą.

Dzień Marty, mamy Ani (więcej o Ani możecie się dowiedzieć na Pomoc dla Ani)


"Opisując nasz dzień, nie da się nie wspomnieć o nocy, bo ta ma wpływ na wszystko, zwłaszcza na formę rodzica. Dziecię z reguły wstaje jak skowronek (jak to robi, pozostaje dla nas nieodgadnioną tajemnicą). Żadna noc nie jest przespana, choć ta z pobudkami w liczbie 3-5 uważamy za całkiem całkiem - zmiany pieluszki, pobudki do przytulenia, odplątania wężyka pompy karmiącej, uciszenie wyjącej pompy, bo wężyk został np. przygnieciony, przykrycie, poprawienie głowy na poduszkę, żeby nie było refluksu. Często bywają noce bardzo trudne ( kiedy to Ania budzi się z płaczem i krzykiem, w istnej panice, ma bóle brzuszka, wymiotuje. Nie tylko mama jest wówczas niezbędna, w uspokajanie Zazula zaangażowani są wszyscy domownicy - Tata, pies Niunia, która przychodzi kiedy Ania ją woła, kot Rysia nazywany Misią - wielka szara cierpliwa puchatość, której miętlenie Anię uspokaja na jakiś czas do kolejnej pobudki, czasem w ruch idzie jego gigantyczność Fellini (7 kilowy dachowiec) choć ten z racji pazurów z reguły jest oszczędzany. Czasami z jakiegoś powodu dziecię żąda zmiany pokoju mówiąc "tam" i nie ma to tamto, trzeba pozbierać pompę z podwieszoną butelką, poduszkę, kołdrę i przenieść się do pokoju obok. Dziwne ale to naprawdę Ani pomaga, czasem wracamy, nigdy więc nie wiem w jakim pokoju się obudzimy rano:) za to jedno jest pewne - półprzytomną mamę obudzą ciepłe rączki wokół szyi albo wesołe "kokam" z buziakiem w czoło. Jeśli Ania zostaje w domu i nie idzie do szkoły (bo na przykład jest chora, albo wymaga kwarantanny w okresie infekcyjnym) to dzień wygląda tak: Ania jeszcze w łóżku "broi" czyli opierając się o materace na ścianie (żeby nie przygrzmociła głową) staje na nóżki i robi bam z głośnym śmiechem. Po brojeniu ubieranie się - a raczej strojenie (wybór spódniczek ma Ania szeroki), potem mniej przyjemny moment - zakładanie ortez, czesanie, zakrapianie oczu (przez znaczną część nocy Ania śpi z zamkniętymi oczami, więc trzeba zapobiegać wysuszeniu bezwględnie, bezwględna jest więc matka z kroplami w dłoni, potem za to zakrapiamy oczy mamie, Rysi, Niuni). Sniadanie - usilłje zrobić i zjeść mama, Ania je głownie przez strzykawkę bawiąc się już w najlepsze, rysując lub puzlując lub gotując czyli bawiąc się ciastoliną. Jest przy tym bardzo aktywna, a swoje aktywności zmienia dość dynamicznie, a że jest dzieckiem niechodzącym samodzielnie, trzeba Anię mieć nieustannie na oku. Z naszych codziennych atrakcji to rysowanie, układanie puzzli koniecznie z mamą najlepiej na kolanach mamy, karmienie milusińskich, robienie zakupów, wyjście na spacer z psem, odwiedzanie gliwickiej Palmiarni (mamy roczny abonament:)), czytanie książeczek, a pomiędzy tym wszystkim a właściwie w trakcie, usiłuję ugotować obiad, czasem coś kopnąć, czyli posprzątać gdzieniegdzie. Najczęściej jednak poddaje się, sprzątanie zostawiam na bliżej nieokreślone potem. Co 2-3 godziny karmię Anią przez peg. Staram się Anię namówić do stania w pionizatorze statycznym zwanym Królikiem, który dzięki wielkim kołom umożliwia stanie i bycie w ruchu w tym samym momencie. Między 16 a 17 wraca wyczekany tata, który przejmuje pałeczkę. Najczęściej wychodzę na chwilkę przewietrzyć się tym razem samotnie. Kiedy powrót Taty się przedłuża a ja padam na nos, organizuję Ani wcześniejszą długą kąpiel, co dobrze się składa, bo Ania z wanny może nie wychodzić. Wieczór, kolacja, zakrapianie oczu, pielęgnacja pega, leki na spanie, usypianie w otoczeniu milusińskich. Najczęściej zasypiam razem z Anią i budzę się po jakimś czasie, a że Ania najlepiej śpi przez pierwsze godziny, zabieram się do ogarnięcia chałupy, załatwiania najważniejszych spraw, pisania bloga o Ani, przygotowania nocnego karmienia. W końcu padam na dobre i muszę spać szybko zanim Ania zacznie swoje nocne pobudki."


Dzień Moniki, mamy Jasia (więcej o Jasiu na Jaś co ma autyzm a nie wygląda)



"Opis mojego dnia. Mój dzień nie do końca może być określony MOIM dniem, ponieważ jego rytm reguluje Janek. A wcześniej regulowała go Nina. :D Dzień zaczynam bardzo często od pobudki polegającej na uderzeniu mnie przez Jana tępym narzędziem w głowę (to zawsze działa), gdyż ciężko mnie czasami dobudzić po 3 godzinach snu. Przerywanego nagłym wybudzeniem się z myślą, czy Jan przypadkiem nie stoi na parapecie, albo na stole. W każdym razie gdzieś wysoko. Później bywa na prawdę róóóóóóżnie. Z reguły od razu chwytamy zabawki, książki, czy telefon i przechodzimy do rozpracowywania wszechświata. W trakcie tej czynności piję kawę, a Jaś je śniadanie. Czasami zapominam, że ją już wypiłam, a pusty kubek w zlewie uświadamia mój mózg, że wypiłam. Czuję wtedy przygnębienie, że fakt wypicia kawy minął tak niepostrzeżenie. Później staram się ogarynać sprawy porządkowo domowe z zawsze nikłym skutkiem, bo robienie porządku w jednym końcu domu skutkuje robieniem chaosu przez Jana w drugim. Ale staram się walczyć i nie poddawać się. Czasami się poddam. Tylko wtedy trzeba uważać jak się idzie. Deptałam już po wszystkich możliwych zabawkach chyba... Gdy już podłoga zostanie w sposób satysfakcjonujący Jana zasypana wszelkimi przedmiotami zmierza on w kierunku łazienki. Otwiera ją, odkręca wodę, wrzuca wszystko co jest w pobliżu wanny do środka, mówi 3, 2, 1 start i wtedy się kąpiemy. Czasami długo, czasami krótko, czasami Jan pomija zupełnie tą czynność... Po tym z reguły przychodzi czas na odebranie Niny ze szkoły, więc ubieram Jana, pakuję go do auta - w zależności od humoru, albo zostanę podrapana - albo dostanę całusa :D i jedziemy. Zakupy. Próba ugotowania obiadu po powrocie do domu. Powtórka z rozrywki. Spacer. Lub nie. Karmienie kur. Lub nie. Kąpiel Jana lub nie. Pomoc przy odrobieniu lekcji. Oczekiwanie na to aż Janek pójdzie spać, przeplatane radosnymi lub nie momentami z życia dzieci. Odmóżdżanie przed komputerem. Sen. Seeeeeeeeeeeeeeeeeeen. Lub nie. :D I tak mniej więcej..."

Dzień Gosi, mamy Precla (więcej o Preclu na Preclowa strona):


"Wstaję rano. Dziś w nocy wstawałam do Precla tylko jakieś osiem razy, więc czuję się jako tako. Szybki prysznic i makijaż. Pakuję się do pracy. W międzyczasie podłączam synowi zestaw grawitacyjny z poranną porcją odżywki i po raz kolejny przekręcam go na bok, lub plecy (zależy czego sobie zażyczy). Pędzę do pracy. Im szybciej będę tym szybciej wyjdę. Pracuję. Pracuję. Pracuję. Do domu docieram około 17:30 czasem zahaczając o aptekę lub sklep. W domu czeka mnie: popraw nogę, popraw rękę, głowa wyżej, głowa niżej. Siusiu. Odessać. Przesunąć komputer. Poprawić okulary. Do tego karmienie, pojenie i higiena tracheo i gastrostomii. Wieczor na niskim stołeczku obok łózka syna. Czasem coś oglądamy, czasem rozmawiamy. Koniecznie trzymama rękę. Po 23:00 udaje nam sie zagonić 14 latka do łóżka czyli: ubrac w piżamę, umyć zęby, wymasować stopy i zanieć do łóżka. Podlączmy pulsoksymetr i gasimy światło sprawdzając wcześniej czy wszystkie sprzęty są podłączone do prądu. Teraz mam dla siebie jakieś 30 minut zanim padnę i po godzinie usłyszę "mamooo, przewróc mnie na plecy". Po jakiś 6-8 pobudkach wstaję rano. Szybki prysznic...."


Dzień Pauliny Stopki, mamy Oli i Madzi



"Mój dzień jest jak tęcza - kolorowy i wyrazisty.🌈 Każdy kolor ma swoje znaczenie, i mocno się z nimi identyfikuję🙆‍♀️ Zaczynam od wściekłej czerwoności przy dźwięku zegarka, bo on nie zna litości i nie wie że za wcześnie dzwoni!
Potem klimat lekko stygnie, gdy widzę poranne uśmiechy moich dzieci i radość na nowy dzień. Żółty podczas szykowania do przedszkola ( opracowany system od 2 lat więc jakoś to idzie😅). Zielony- no ta błogie uwielbienie ciepłego kubka kawy, kiedy dzieci zawiezione na swoje stanowiska, mąż w pracy, a do Ciebie gada tylko ewentualnie Ojciec Mateusz i kot miauczy za uchem😎
Niebieski nam się wkrada, można powiedzieć niebiański - kiedy moje dziecko mówi, że moje pierogi są najlepsze na świecie 😅😉 Granat się wkracza przy wieczornych figlach, kiedy moje dzieci mają ekspozycję energii i dziwnie - po całym dniu zajęć-mają Power na roznoszenie chałupy i wywalanie poduszek z kanapy🤸‍♀️🤸‍♀️ Fioletowość mnie ogarnia, jak mnie się wydaje, że to juz pora odpowiednia do spania i przy kolejnym myzianiu i kizianiu na dobranoc - mojemu dziecku przypomina się że jednak jest głodne... potem chce mu się pić... a na koniec ekspozycji fioletu.... sikuuuuuu🙆‍♀️😅 no to tak w skrócie, żeby było ładnie i kolorowo"


Dzień pani Moniki Ślusarczyk, mamy Gabrysi i Krzysia:


"Kiedy 10 lat temu pochwalilam sie w pracy, że zostanę mamą, kolezanki gratulowaly, cieszyly się razem ze mną. Jedna z nich powiedziala mi wtedy, zebym odpoczywala, wysypiala się bo potem, kiedy maluszek się urodzi już nigdy się nie wyśpię.
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że te slowa będą jak przepowiednia, jak wróżba 13 wróżki.
Mam na imię Monika, jestem mamą Gabrysi i Krzysia.Moje dzieci nie mają enzymu rozkladajacego tłuszcze, aby prawidłowo się rozwijały i rosły musimy z diety eliminować tuszcz i zastepowac go tluszczami MCT. To tak pokrótce......
Moj dzień zaczyna się wcześnie, wstaję już o 5 rano, budzi mnie mąż, ktory o tej porze wychodzi już do pacy. Rozpoczynam dzień od gotowania obiadu dla dzieci zgodnie z wymaganiami diety. Zajmuje mi to trochę czasu dlatego, muszę przygotować posilek rano bo dzieci wracając ze szkoły i przedszkola muszą od razu zjeść posiłek. Rano mam tez czas na szybkie ogarniecie domu i przygotowanie siebie i dzieci do wyjścia. Gabrysia i Krzyś wstają o 7.00 obowiazkowo muszą zjeść śniadanie, zwykle coś na ciepło, bo w każdym posiłku musi być zawarty olej Mct, kanapka więc odpada. Szykujemy się do wyjścia i wyprowadzamy psa bo od kilku miesięcy mamy też ukochaną przez dzieci Psotkę. Jestem nauczycielem, wracam z pracy prawie w tym samym czasie, co dzieci, dlatego od razu mogę podać im obiad i dopilnować, żeby napewno zjadły, bo każde ma zalecona odpowiednią ilość kalorii do spożycia w ciągu każdego dnia. Odrabiamy lekcje, bawimy się. Potem Krzyś zostaje z babcią albo z tatą jeśli już wrócił z pracy a ja z Gabrysia jadę do szkoly muzycznej bo od tego roku zdecydowała, że bedzie grała na klarnecie. Zanim jednak wyjdziemy, koniecznie trzeba zjeść drugą część obiadu, bez tego ani rusz, taki nasz codzienny schemat, jedzenie co 3 godziny, czy dzień czy noc.
Po powrocie ze szkoły, znów trzeba coś zjeść, chocby jogurt, koniecznie odtluszczony czy banan lub winogrona bo maja dużo kalorii. Z pozoru proste, ale tak naprawdę niełatwo jest zjeść 1600 kcal gdy je się tylko odtluszczone produkty. Potem jeszcze chwila zabawy lub nauka, ja muszę też przygotować sie na moje zajecia w pracy, kąpiel, kolacja - znów skrupulatnie przeliczona. I koniec dnia dla dzieci. Dla nas rodziców, niestety nie. Krzyś jeszcze 2 lub 3 razy musi wypić w nocy mleko, bo jest bardzo aktywnym 5 latkiem i nie wystarczy mu to co zje w dzień.
Pani Natalia miała rację, od 10 lat na palcach obu rąk mogę policzyć ile nocy przespalam, nieprzerwanym snem, bo jdzenie wyznacza rytm naszego życia. Zapomniałam już jak wygląda tzw "normalne życie" ale mimo to nie zamieniłabym tego życia na inne."

sobota, 7 września 2019

Ograniczona dziewczyna

Najlepsze wspomnienia z dzieciństwa

Wróciliśmy po ponad rocznej nieobecności (najpierw była edukacja w górach, potem tworzenie mini komuny w domu pod Warszawą, wybudowanym przez mojego pradziadka, wreszcie wakacyjne woyaże) do naszego maleńkiego mieszkanka na Żoliborzu. Wszędzie było tak pięknie, tyle przestrzeni a to mieszkano malutkie jak chusteczka do nosa.

 "Mieszkanko mamy malutkie jak chusteczka do nosa"

Znam wielu ludzi, którzy żyją w znacznie skromniejszych warunkach - z wyboru lub przymusu, więc jestem za nie bardzo wdzięczna. Przez czas, który nas nie było użyczałam mieszkanko różnym osobom w potrzebie m.in pani uchodźczyni z Gabonu i panu z Czeczenii. Zatem mimo, że niewielkie jest użyteczne. Nie mniej jednak zaczęłam się zstanawiać czy mój minimalizm i hierarchia wartości są dobre dzieci.
Tymczasem Roszek... Obudził się rano i stwierdził: "Planowałem przez sen jakie piękne tu będziemy mieć życie. Będziemy chodzić do biblioteki i na bazarki. A najlepsze będzie wieczorem..." Zamieniam się w słuch a Rosio kontynuuje: "Będziemy robić spacery z miską pełną śmierdzących odpadków do kompostownika!".




Obawa 
Przywołałam ostatnio powyższą anegdotkę w rozmowie o rodzicielskich wyborach. O tym jakie są trudne. 
Z jednej strony uważam, że wszyscy powinniśmy bić na alarm, przejść na weganizm i ograniczyć konsumpcję aby uniknąć katastrofy. Ależ mi się marzy taka globalna, mentalna rewolucja! Mam szacunek do tego, że jesteśmy różni i nie wszyscy chcą się ograniczać. Rozumiem to. Ale i tak mi się marzy.
A jednak, gdzieś z tyłu głowy mam poczucie winy, obawę, że obierając taką ścieżkę zrobię krzywdę moim dzieciom. 
Bo mimo, że moi bliscy podzielają te wartości odbyłam iks rozmów pod tytułem "kiedy się  wreszcie ustatkujesz". 

Bo sama wychowałam się w starym (nieco ruinowatym domu), który wyróżniał się na całym osiedlu - głownie przez wielki zapuszczony ogród z batyskafem (tatko dostał go za jakieś nurkowe zlecenie). Z każdego kąta wychodziły tony książek, bałagan i mnóstwo miłości (niekoniecznie w tej kolejności).


Dzisiaj jestem moim rodzicom bardzo wdzięczna za wszystko co mi przekazali. Ale pamiętam, że jako dziecko często chciałam byśmy byli bardziej normalni. By moja mama chodziła w żakiecie a nie w czerwonych sztruksach. Byśmy jedli na śniadanie ser z żółtym serem a nie soczewicę. Marzyłam o firmowych ciuchach z Endo i lalce z minką (taki tam dziwny twór lat 90). 

Nie chcę by Roszek przeżywał te same trudne emocje.

Duma
Ale Roszek jest inny. Wiadomka, bo jest Roszkiem. I (co za ulga!) nie odziedziczył mojego przejmowania się zdaniem innych ludzi. Wymyślił, że chce do siódmego roku życia nosić długie włosy - potem mamy mu zrobić postrzyżyny. I mimo, że ciągle jest brany za dziewczynkę (co go denerwuje) i zdarzyło się, że ktoś mu z tego powodu dokuczał (co go smuci), twardo stoi przy decyzji o zapuszczaniu. "Chodź, obetniemy tak bardziej chłopacko" - radziłam gdy łamało mi się serce, bo ktoś coś powiedział czy się zaśmiał. "To jest ich problem, że się śmieją" - odpowiada mój mądry synek. Jestem z niego bardzo dumna. 



Gra
Wracając do meritum - ja to oszczędzanie, 
kombinowanie aby nie nakręcać konsumpcji, 
wymianę 
i (próby bycia) zero waste  
bardzo, bardzo lubię. 
Nie chodzi tylko o ekologię czy kwestie etyczne. 
To prawda - przeraża mnie ilość rzeczy lądujących na wysypiskach. Zasmuca sytuacja szwaczek produkujących ubrania trafiające do sieciówek. To przez chciwość płoną lasy w Amazonii. To z pazerności jest zadawana większość gwałtów na naturze. Ale nie tylko o wrażliwe serduszko tutaj chodzi ;) 
Traktuję oszczędzanie trochę jak grę. Nic tak nie rozwija kreatywności jak potrzeba. 
Cały ruch związany z oszczędzaniem (jadłodzielnie, wymianki, pożyczanie sobie) zacieśnia więzi społeczne. A tkanie ich, to główny sens mojego życia. 
Często wynikają z tego podejścia różne miłe sytuacje. Ostatnio postanowiłam sobie, że nie wydam ani grosika przez cały tydzień. W sobotę szliśmy wrzucić ubrania do kontenera PCK. Po drodze okazało się, że pod ratuszem naszej dzielnicy odbywa się wyprzedaż sąsiedzka. Roch wymarzył sobie jakąś zabawkę ale przecież postanowiłam, że nie sięgnę do portmonetki jeszcze przez dwa dni... "Mam pomysł!" - wykrzyknęło moje obrotne dziecię - "Sprzedajmy ubrania, które mieliśmy oddać". 



Po chwili nasz sąsiad z chodnika musiał odwieźć gdzieś swoje dziecko i przekazał nam swój kram. A my staliśmy się potentatami! Zarobiliśmy tyle, że i R. i Iduszka wrócili z nową zabawką a jeszcze starczyło na odwiedziny w cukierni.

Bogactwo
Poza tym luksus to sprawa bardzo względna. Dla mnie najważniejszą rzeczą jaką mogą mi dać pieniądze są możliwości. 
Mogę zarabiać na mojej pasji i równolegle realizować projekty niekomercyjne. 
Mogę być z moimi dziećmi non stop, póki nie ukończą trzeciego roku życia (czasem przeklinam ów luksus). 
Mogę poświęcić całe wakacje na wspinanie się z nimi po drzewach i robienie łódeczek z kory
Mogę podróżować. 
Nie dla wszystkich pasja, czas czy podróże to priorytety - mamy różne potrzeby. Ale warto pamiętać, że wiele osób po prostu nie ma wyboru. Bo np. harują całe dnie w fabryce a z ich pensji żyje cała rodzina.
Poza tym myślę, że największym bogactwem jest przyroda. Jeśli dalej będzie dziać się tak jak się dzieje, to woda, cień czy czyste powietrze będą tylko dla wybranych. Niekoniecznie tych, którzy teraz mają pieniądze.




Już w ogóle nie kupuję




Ubrań.
O tym skąd je pozyskuję pisałam TU). Czasem robię odstępstwo od zasady, na rzecz wełnianych skarpet czy spódnicy z zasłony, które starsze panie sprzedają wprost z chodnika

Zabawek dla moich dzieci 
Wolę je sama zrobić, wspólnie z nimi znaleźć - muszle, kasztany, konar o ciekawym kształcie... Ale prawda jest taka, że i tak dostają tony najróżniejszych gramotów od tabuna ciotek i wujków.

Herbaty 
Dzieje się tak odkąd zaczęła zbierać i suszyć zioła. Na razie przetrwałam tak całe lato i mam jeszcze sporo zapasów. Zobaczymy czy wystarczy na zimę.

Mięsa i nabiału
Choć wciąż zdarza mi się jeść mięso kiedy ktoś mnie poczęstuje (bycie wege u Romów z Mołdawii jest bardzo, bardzo trudne. Pozatym nie znacie mojej babci).

Szamponu
Odkąd się dowiedziałam, że świetnie sprawdza się do mycia włosów mąka żytnia,  a tak jest lepiej dla środowiska i urody. 

Produktów, które zawierają olej palmowy lub są testowane na zwierzętach, większości produktów w plastiku
Czasem wychodzę ze sklepu z pustymi rękami. I z tym plastikiem jest na prawdę bardzo, bardzo trudno.

Proszku ni płynu do prania
Bo równie dobrze mogę użyć sody i eterycznego olejku, a tak jest lepiej dla środowiska. 

Wody w butelce
Bo lubię smak kranówki.

Awokado, mleka sojowego, kawy
I kilku innych produktów, które musiały przybyć z bardzo daleka i których produkcja jest szkodliwa. Jem te produkty (zwłaszcza awokado) w ogromnych ilościach bo wystarczy by były lekko obtłuczone a niestety trafiają na śmietnik (skąd je ratuję). Poza tym rosną na eko farmach, na których często bywam.

Produktów Nestle, CocaColi, Pepsi
Bo uważam, że to wspieranie ludzi, którzy mają krew na rękach.

Sprzętów elektronicznych
Latami doskonale służyła mi komórka wielkości cegły. Ostatnio dostałam od kumpla smartfona po zmarłym tacie. Skoro by się miał marnować to chętnie przyjmę. Wciąż jednak nie wiem o co tyle hałasu. Fakt, że robi niezłe foty.

Żarówek
Czytanie przy świecach jest ekstra! 
Hehehe taki żarcik.

Wciąż potrafię wydać fortunę na 




Książki
Strasznie mnie martwi sytuacja księgarzy i wydawnictw w Polsce, więc kupuję książki na potęgę (równie dobrze mogłabym wypożyczyć ale wtedy nie wsparłabym książkowego biznesu). Ukochane trzymam a większość puszczam w świat. 

Bilety do kina
Bo kino jest trochę jak świątynia.

Podróże
Mam z tego powodu poczucie winy. Staram się ograniczyć do dwóch lotów na trzy lata. 

Jedzenie
Uważam, że jedzenie ma totalnie nieadekwatną cenę do produkcji. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że spokojnie mogę sporo wydać aby kasa trafiła do rolników czy sadowników, którzy dają uczciwy produkt. 
Chociaż...
Lubię freegańskie łowy.
Lubię sama zdobyć coś w lesie. 

I to by było na tyle moi złoci. Nie zabierajcie mi proszę po tym wpisie praw rodzicielskich!

środa, 4 września 2019

Przypadki i wypadki. Czyli co CzujCzuj porabia jesienią

Rok temu wracając z teatrzykowego tournée mieliśmy wypadek w Alpach. Nic nam się stało ale autko musiało spędzić ponad tydzień w warsztacie. Przed wydaniem wszystkich oszczędności na hotele lub zamarznięciem uchroniła nas poznana na miejscu przecudowna rodzina, która przyjęła nas na ponad tydzień pod swój dach.

(Nasi przyjaciele uczą swoje dzieci domowo i są zgrupowani z kilkoma innymi rodzinami w podobnej sytuacji. Grześ zorganizował dla nich warsztaty z orkiestry warzywnej - na zdjęciu tworzenie fletów z marchewek - z językiem angielskim w tle)


Bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam, wiec kiedy powiedzieli „przybywaj na wakacje do naszej stodoły” to skorzystałam z zaproszenia. Czasem z niemiłych wypadków wynikają bardzo miłe przypadki.

Naładowani widokami jak z reklamy Milki



mamy energię do dalszego działania. 

- Rozkręcamy grupę wsparcia dla bojących się zmian klimatycznych (również w innych miastach). Np. W Krakowie
- Startujemy ze SPA Latającym, które będzie docierać z masażem, dobrym jadłem i wsparciem do mam osób z niepełnosprawnością unieruchomionych w domu, w ramach SPA w ogrodzie. Dbamy o mamy


- Już od 14 września będziemy co sobotę gościć z warsztatami rękodzielniczymi Darcie Pierza prowadzonymi przez panie uchodźczynie i migrantki w Stół Powszechny

- Reaktywujemy też grupę muminkową (na początek raz w miesiącu i to w terenie). Dwa lata temu nasze spotkania wyglądały TAK (klik klik)

- Ruszamy też z pracami nad teatrzykiem cieni o drzewach

- Na początku października zawitamy też na tydzień w naszych ukochanych Sorokach. TAK nam tam dobrze klik klik


Ktoś chce się dołączyć?
- Trwają też prace ze stowarzyszeniem Między Innymi nad jesienną edycją międzypoglądowych spotkań Możemy się Nie zgodzić 

Szczegóły o wszystkim wkrótce! 
Wspaniałej jesieni i samych miłych przypadków!