środa, 31 października 2012

kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań

Pan Wasilij podzielił się z nami bajką z dzieciństwa:
Żyli sobie kiedyś, w chatkach naprzeciwko siebie, dziadek i babcia. U babci była kurka a u dziadka kogut. Kurka codziennie znosiła jajka. Kogut nic nie znosił. Babcia nie częstowała sąsiada jajkami tylko się mu dziwiła:

-Po co trzymasz tego koguta, żaden z niego pożytek.

Wreszcie dziadek się zdenerwował i wyrzucił ptaka ze swojego podwórka. Biedny kogucik, idzie polem i łzy mu lecą jak grochy. Nagle patrzy... Leży sakiewka a w niej złote dukaty. Szczęśliwy, złapał znalezisko w dziób i już miał wracać do dziadka, ale drogą przejeżdżał baron. Zobaczył kogucika z sakiewka w dziobie i kazał słudze przynieść ją sobie. Sługa wyrwał skarb z dzióbka,  na kogucika nawet nie popatrzyli tylko jadą dalej. Jedzie, jedzie baron, i nagle słyszy, jakieś wołanie. Odwraca się a to kogucik biegnie za karetą i drze się w wniebogłosy:

"kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań" - (kukuryku! baronie oddawaj mi moja sakiewkę z pieniędzmi)

Zdenerwował się baron, chwycił ptaszysko i wrzucił do stawu. Ale nie z kogucikiem takie numery. Dzióbek otworzył szeroko, szeroko i gul gul gul, wypił cały staw. I dalej bieży za złodziejem.

"kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań"
Bardzo się baron zdziwił i zdenerwował gdy znowu usłyszał znajome krzyki. Przystanął i jak nie wrzuci kogucika do pieca -akurat przejeżdżali obok piekarni. Ale na kogucika nie ma mocnych, zresztą sam baron tu dopomógł. Bo kogucik miał mnóstwo wody w brzuchu. Jak nie otworzy dzióbka, jak nie ugasi ognia... I już można dalej za baronem pognać.
"kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań"
No naprawdę grało to już baronowi na nerwach. Zirytowany rzucił kogucika na pastwisko, miedzy byki i krowy, owce i barany... Myślał że go tam zdepczą  Ale, czy jeszcze tego nie pojęliście? Nie należy z kogucikiem zadzierać, bo jak ten nie zacznie połykać pasącą się zwierzynę; i byki, i owce, i krowy, i barany...
Połknął wszystkie co do ostatka i za baronem bieży, i drze się, jakby się paliło;
kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań
Nagle zderzył się z wrotami baronowych włości,  bo baron dojechał do swego pałacu.  Ale nic to, stanął kogucik pod oknem i pieje;
kukurygu! bojer mar dac punguca kudoj bań
Baron wychylił się z okna, patrzy z podziwem na ptaka... No co za stworzenie, jakie toto żywotne! A masz, sakiewkę co mi tam, pomyślał i rzucił ją kogucikowi. Ten tylko na to czekał. Chwycił zdobycz w dzióbek i bieży do dziadka. Wpadł przed swoje domostwo, a staruszek jak zobaczył ptaszka z takim skarbem, szeroko otworzył mu bramę. A wtedy kogucik jak nie otworzy dzioba, i jak nie zaczną się z niego wydobywać te wszystkie byki, krowy, owce, barany...
Dobrze zaczęło się wieść dziadkowi. Zastanowiło to babcię.  Przyszła do dziadka i pyta: skąd u ciebie takie bogactwa? - Bij, swoja kurkę, tez ci takie zniesie. Babcia usłuchała sąsiada. Biła , biła, aż ubiła i ostała się nawet bez jajek. Nie warto być skąpym kochane dzieci. Zwłaszcza wobec sąsiadów.

A tu pan Wasilij opowiada po mołdawsku bajkę o dziecku i kocie:
Mama poszła do pracy i zostawiła synkowi miskę z mlekiem. Kazała jednak patrzeć na kota, ktory jest tak sprytny, że może sam wszystko wypić.  Chłopiec nie uważał, kot zaczął pić mleko, wiec mały rzucił w niego miotłą. Miska się rozbiła, mleko rozlało. Wraca mama i krzyczy na chłopca: nie dość, że jesteś głodny to miska się stłukła a kot i tak się napił. Bajka jak bajka, ale opowiadacz... Miałyśmy wrażenie, że na kilka chwil znowu miał 8 lat.
Poza opowiadaniem bajek pan Wasilij robi wino:
i salo:
Zaraz do niego idziemy po kolejne przepisy i kolejne bajki:)

wtorek, 30 października 2012

misja teatrzyk cieni. Mamy scenariusz!

Przepis na scenariusz, krok po kroku:

1. Myślimy o pomyśle, szukamy inspiracji: 


2. Bawimy się by poczuć "nie boję się wariacji"


3. Z woreczka z małą myszką losujemy słowa:



4. Do słów rysujemy, co podpowie głowa


5. Siedzimy potem w kręgu, i razem i razem...


6. Szukamy opowieści (podpowie nam obrazek)


7. Historię teraz złapię, zapiszę i splotę


8. Sam napisz scenariusz, jeśli masz ochotę!!!

Powstała nam lekko psychodeliczna historia, pełna dramatycznych zwrotów akcji:
Był sobie kiedyś błękitny motyl. W pewien letni poranek przyleciał do sadu i zobaczył pyszne jabłko. Zjadł je ale niestety było zatrute, pociemniało mu przed oczami i umarł. Za nim zaciekawione zjadły jabłko jeszcze dwa inne motyle. Razem trafili do raju. Było tam pięknie. Spotkali pana Jezusa i razem tańczyli. Nagle do raju nadpłynął statek. Sterowała nim miss piękności. Razem; pan Jezus, motyle i królowa piękności zaczęli pływać po morzach. Nagle patrzą, a tu wyspa kotów. Zabawili się z kotami a potem wszyscy wrócili na ziemie; pan Jezus pomagać biednym, motyle latać i uważać na jabłka a miss piękności dalej pływać i czarować ludzi swoja urodą.
Przy okazji pracy nad teatrzykiem zgłosiła się do mnie cudowna artystka Oliwia Twardowska, i zaoferowała , że napisze dla nas muzykę! Dzieciaki chyba spuchną z dumy, że artystka z Grecji, specjalnie do ich teatrzyku komponuje podkład. To będzie dla nich bardzo dowartościowujące i inspirujące. Oliwka, dziękujemy!!!!!

poniedziałek, 29 października 2012

świetlica Caritasu w Raszkowie

fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel
fot.Kasia Biel

A jutro robimy teatr cieni!!!!

niedziela, 28 października 2012

Dwa psy

Mam wrażenie, że nieustannie towarzyszą nam dwa psy. Wabią się Beztroska i Rozpieszczando. Co chwila pchają nas do przodu, tykają mokrymi nosami i merdają kudłatymi ogonami. To za ich sprawą napotkani ludzie dbają o nas jak o rodzone dziatki i tuczą a wcale nie zamierzają upiec w piecu jak Baba Jaga Jasia. Wprost od cioci Nataszy, u której miałyśmy być trzy dni a ostałyśmy się na dwa tygodnie, wyjadając jej wszystko co miała na grządkach (pod pretekstem pielenia) przeniosłyśmy się do księdza Rusłana w Raszkowie. A to było tak...
Postanowiłyśmy, że musimy odwiedzić Raszków, bo miasteczko przez wiele lat było w rękach Polaków. Książę Lubomirski postawił tu Ormianom kościół. Jest też polski cmentarz na którym na Zaduszki spotykają się Polacy, a przecie Wszystkich Świętych tuż tuż... Kolega podał imiona dwóch księży, którzy działali przed kilkoma laty w Slobody Raszkowskiej położonej niedaleko wioseczce. I tyle miałyśmy informacji na temat Raszkowa ładując się do Marszrutki jadącej w jego kierunku.

Beztroska machała ogonem wyjątkowo zamaszyście. W Naddniestrzu generalnie wieczorami jest ciemno. Nie inaczej było w Raszkowie, gdy dotarłyśmy do niego kolo 20.00. Za ciemno by iść na piechotę 14 kilometrów, do Slobody Raszkowskiej, gdzie nikt na nas nie czeka - ale znamy imiona dwóch księży. Założyłyśmy na czoła latarki i zapytałyśmy o drogę do kościoła, w którym ksiądz pewnie zna księży, ktorych zna Stasio L. W związku z tym na pewno przyjmie nas z otwartymi ramionami i powie 'zostańcie dziś na noc na mojej plebani, owieczki kochane' -chodzi tu o Boże Owieczki ale my jesteśmy czasem durne, jak te kudłate. Jakiś dziadek wskazał nam drogę. Poza nim nie było żywej duszy, w tym ciemno ciemnym w czarną noc miasteczku. Nie wiem jak -za dnia zobaczyłyśmy, że to zupełnie na uboczu- krętą dróżką dotarłyśmy do domostwa pani Tatiany, jednej z niewielu katoliczek w miasteczku. Najpierw, trochę się przeraziła zjaw z czołówkami, proszących o szybkie wskazanie kapłana. Potem cala dumna zaprowadziła nas do proboszcza. A ten rzeczywiście przyjął nas z otwartymi ramionami. Okazało się, że możemy u niego zostać kilka dni. Zrobimy nasze warsztaty w działającej przy kościele Caritasowej świetlicy, pomożemy w porządkach na cmentarzu i odwiedzimy wszystkich mieszkających tu staruszków z polskimi korzeniami. A na Zaduszki zrobimy teatr cieni z jednej zwrotki Dziadów -prześcieradło na którym siedzę pisząc te słowa, posłuży jako ekran:

Raszków pachnie dymem z ogniska. Parafia zbiera niewielu wiernych ale ksiądz ma absolutnie nowoczesne pomysły, sprowadza gości z zagranicy, prężnie działa z pomocą charytatywną. Ma wielkie, smutne oczy choć niezły z niego kawalarz. Fenomenalnie mówi po polsku -był w seminarium niedaleko Krakowa- ale poinformował nas o tym dopiero 40-stu minutach rozmowy po rosyjsku, bo miał ochotę posłuchać jak władamy tym językiem. Jest to w jakiś sposób wzruszające i imponujące, że wrócił do swojego maleńkiego miasteczka by sprawować posługę dla jeszcze mniejszej parafii. Nie tylko ksiądz jest ujmujący. Samo miasteczko jest śliczne, trochę jak spod reki scenografa Kusturicy pogrążonego w stanie słodkiej melancholii. Jaka to ulga po Benderach i Tyraspolu. Każdy dom ma tu jakiś ciekawy ornament albo zawijas na bramie, ktory wyróżni go spośród innych. 
Więcej o samym Raszkowie tu: Literka P
A potem planujemy Sorokę. Naddniestrzańskie miasteczko Cyganów. Podobno po wojnie osiedliły się tu najbogatsze rodziny cygańskich książąt i baronów z całej Europy. 

piątek, 26 października 2012

kolejna okrutna bajka o lisiczce

Bajka pochodzi z Rosji. Znowu na afiszu okrucieństwo i niesprawiedliwość. Tym razem dzieje masochistycznej przyjaźni.


Żyli sobie kiedyś dziadek i babcia. Któregoś razu dziad rzecze do żony:
- Kochana, posiedź sobie w cieple i zrób mi pierogi. Ja zaprzęgnę sanie i pojadę złowić nam ryby.
Nałowił ryb i wiezie do domu cały worek. Zimno, wiatr hula. Mróz szczypie dziada w ogorzałe policzki. Nagle patrzy ,na śniegu coś skrzy się rudego. To lisiczka wyzionęła ducha ( "pewnie od mrozu", pomyślał) i leży martwa na pokrytej śniegiem drodze. Dziadek zszedł z wozu:
-Będzie z tego kołnierz do kożucha dla mojej żonki-  podumał i wrzucił truchło na sanie.
Ledwo obrócił się plecami, lisiczka przestała udawać martwą, i zaczęła wyjadać rybki. Mniam, mniam, mniam. Wyjadła prawie wszystkie. Bardzo jej smakowały. Ale nic już po niej na saniach. Czego nie zjadła zawinęła w futerko, cichutko zeskoczyła i z pełnym brzuchem pobiegła w las.
Staruszek przyjechał do domu i od razu pognał do babci:
-Ale będziesz ze mnie dumna! Nie dość, że nałowiłem mnóstwo ryb to jeszcze przywiozłem ci piękny podarek.
Babcia wyszła na dwór, obejrzeć skarby na saniach, a tam pustka. Wpadła do izby i zaczęła krzyczeć na męża:
-Co za głupoty mi tutaj opowiadasz ty siaki owaki... Żartów ci się zachciewa! To ja dla Ciebie pierogi robię a ty się wygłupiasz?  I gdzie ryby?
Nagle do dziadka doszło, że lisiczka nie była martwa. No ale teraz to już po ptokach. Nie ma co robić z taką wiedzą.
W tym czasie gdy dziadek dumał nad kłamstwem i naiwnością, lisiczka zajęta była bardziej przyziemnymi sprawami. Rozsiadła się z rybkami, które wyjęła z połaci futerka i liczy je: ta będzie na śniadanie,  ta na podwieczorek z borsukiem...



Przechodził niedaleko wilk. Gdy zobaczył kumoszkę, z takimi dobrodziejstwem, oblizał się pod wąsem i zagadał:
-Witaj lisiczko, co porabiasz? 
-Liczę rybki, nie przeszkadzaj bo się pomylę... 
Wilk żałośnie zajrzał w oczy przyjaciółce i już chciał zacząć prosić o poczęstunek ale ona była szybsza:
-Wiem o czym myślisz ale nawet o tym nie myśl. Nie podzielę się z tobą. Sam sobie nałów.
-Ale ja nie umiem. 
-Jeżeli mi się udało to i ty możesz. To bardzo proste: idź nad rzekę, włóż ogon do rzeki i powtarzaj: "Rybka, mała,  rybka wielka, dziś potrzeba mi sadełka". Zobaczysz, ryby same się chwycą twojego ogona. No ale jak tu tak będziesz siedział i na mnie z niedowierzaniem patrzył, to na pewno nic nie nałowisz. 
Wilk poszedł nad rzekę, opuścił ogonek do przerębla i tak jak kazała mu kumoszka, zaklina pod nosem : "Rybka, mała rybka wielka, dziś potrzeba mi sadełka". Za nim przydreptała lisiczka, kreci się wokół i powtarza, niczym jakaś czarownica: " gwiazdek morze nieskończone. Dziś zamarznie ci ogonek". Wilk, poczuł się nieswojo i pyta:
-O czym ty mówisz lisiczko siostrzyczko? 
-Pomagam, to samo co ty powtarzam.
Wreszcie lisiczce znudziło się czekanie. Powiedziała do wilka:
-Myślę, że już nałapałeś.
-Ale ja nic nie czuje
-No bo to male płotki, ale i tak smaczne.
Wilk próbował się podnieść ale ogon przymarzł mu do lodu
- Nie mogę się ruszyć w żadną stronę
- Akurat, pewnie po prostu sam chcesz zjeść ryby, mimo, że to ja ci powiedziałam jak je złowić Tak się nie robi. Skoro ty taki to ja sobie idę. 
Pobiegła lisiczka do wsi i zaczęła krzyczeć:
-Wilk, wilk, przy przeręblu!!! Łapcie go!!!
Ludzie zarzucili na plecy kożuchy, przybiegli nad rzekę i zaczęli okładać wilka, każdy tym co miał. Biedny zwierzak, nie mógł tego znieść, wyrwał się ludziom i posiniaczony pognał do lasu. Patrzy, że jego ogon został w przeręblu. Liże ranę po nim i smęci:
- Pięknie siostrzyczko lisiczko -myśli- już ja ci się odpłacę...
A w tym czasie lisiczka buszowała po opuszczonych domostwach. Właśnie wylizywała garnek z ciastem na bliny, gdy usłyszała, że ludzie wracają z lasu. Tak się tym wystraszyła, że przewróciła garnek i cała wymazała się w masie. Niczym biała, lepiąca się zjawa, pognała do lasu gdzie spotkała wilka.
-Ale z ciebie nauczycielka... Zobacz- ogon straciłem zamiast rybek pojeść.
-Też mi strata braciszku. Ogon do niczego ci nie jest potrzebny a ja futerko sobie pobrudziłam i w głowę się uderzyłam. Tam ważniejszy organ- mózg. Moja zdrowie bardziej ucierpiało.
-Masz racje siostrzyczko. Gdzie teraz idziesz? Usiądź sobie na moich plecach, zawiozę cię dalej.
Lisiczka usadowiła na plecach przyjaciela i podśpiewuje sobie:
-Głupi mądrego wiezie, głupi mądrego wiezie...
-Co ty tam nucisz siostrzyczko?
-Nucę, mądry mądrego wiezie, mądry mądrego wiezie. 
-Tak siostrzyczko. Tak.

***

Smutne i niepojęte.

czwartek, 25 października 2012

naddniestrzanski alfabet ABCDEFGH...

Wyobraź sobie, że jest przełom lat 80 i 90, a Ty jesteś rosyjskim politycznym działaczem mieszkającym w Mołdawskiej Republice Socjalistycznej. Twoi rumuńsko-języczni koledzy chcą odłączyć się od ZSRR i rozważają przyłączenie do Rumunii. Ty oczywiście postulujesz pozostanie w Związku. Czujesz, że władza wymyka Ci się z rąk, tym bardziej że 31 sierpnia 1989 roku przyjęta została ustawa nadająca językowi rumuńskiemu, pisanemu w alfabecie łacińskim, status oficjalnego języka. Odbierasz to jako kolejne kroki zmierzające do „romanizacji” Mołdawii. Niepokoi to też mieszkańców Naddniestrza- obszaru zamieszkanego w większości przez Rosjan i Ukraińców. Prawdę mówiąc, od kiedy pamieć sięga, ziemie te były pod wpływem kultury słowiańskiej. Średnio się Wam teraz uśmiecha, zostać wcielonym do Rumuni. Fakt, że tak bardzo ten region różni się od reszty kraju jest efektem wojen rosyjsko-tureckich w XVIII wieku o kontrolę nad wybrzeżem Morza Czarnego. W wyniku trwającej w latach 1787-1791 r. wojny, armia carska pokonała tureckie wojska i zajęła tereny należące dziś do Naddniestrza. Dwa lata po zakończeniu działań wojennych, w 1793 r. założono miasto twierdzę Tyraspol, mającą stanowić zabezpieczenie nowo zdobytych ziem od strony zachodniej. Już w 1835 r. twierdza została zlikwidowana, jednak Tyraspol zyskał znaczenie gospodarcze. Dodatkowo w połowie XIX wieku wybudowano linie kolejową łącząca Tyraspol z Odessą. Przez całe XIX stulecie tereny Naddniestrza należały do Imperium Rosyjskiego. Gwoli prawdy Rumunia kilkukrotnie upominała się o zwrot tych ziem, ale granica nie uległa zmianie aż do końca pierwszej wojny światowej. Mały obszar wokół miasta Bendery został wówczas włączony w skład rumuńskiej Mołdawii. Pozostała część Naddniestrza weszła w posiadanie Ukraińskiej SRR. W 1924 r. powstała Mołdawska Autonomiczna SRR, w której znalazły się ziemie Naddniestrza. W efekcie paktu Ribbentrop-Mołotow Związkowi Radzieckiemu przypadła w udziale rumuńska Besarabia. Rumunia nie przeciwstawiła się i przekazała te obszary. Z przyłączonych ziem i dotychczasowej Mołdawskiej ASRR utworzono jedną republikę . Połączono obszary zamieszkane przez ludność od wieków romanizowaną i ludność od wieków rusycyzowaną, teraz miały wspólnie tworzyć Mołdawską SRR.

Wróćmy jednak do Ciebie, mój miły czytelniku wyobrażający sobie, żeby jest rosyjskim działaczem. W reakcji na ogłoszenie przez Mołdawię 23 czerwca 1990 roku deklaracji suwerenności wpadasz na genialny pomysł- Ty i inni w takiej jak Twoja sytuacji - utworzenia autonomii dla zamieszkanego w znacznej mierze przez Rosjan i Ukraińców Naddniestrza. Na podobny pomysł wpadają też żyjący na południu Mołdawii Gagauzowie. Gagauzowie 19 sierpnia ogłaszają powstanie swojej niezależnej Republiki. 2 września w Tyraspolu. Wy proklamujecie Naddniestrzańską Republikę Mołdawską. Wyłaniacie własny parlamenty i prezydenta w wyborach, które Kiszyniów absolutnie ignoruje. Jako jeden z przywódców Naddniestrza pokładasz jeszcze swoje nadzieje egzystencji w ramach ZSRR. W referendum w marcu 1991 roku Ty i 98% Naddniestrza głosuje za utrzymaniem ZSRR na nowych zasadach. Robi się coraz bardziej gorąco. Nic już nie będzie jak dawniej. W sierpniu 1991 roku popieracie pucz moskiewski, który skłonił Mołdawię do ogłoszenia niepodległości 27 sierpnia. W reakcji Rada Najwyższa Naddniestrza uchwala 2 września przyłączenie do ZSRR. Na wszelki wypadek tworzycie tzw. „milicje pracownicze”, na bazie których powstaną regularne siły zbrojne. 1 grudnia w Naddniestrzu przeprowadzacie referendum. Blisko 98% obywateli opowiada się za niepodległością. 
Gorąco, gorąco, parzy! 
Mołdawskie władze nie chcąc dopuścić do naruszenia integralności terytorialnej państwa wysyłają do Naddniestrza siły zbrojne. W marcu 1992 roku wybucha otwarty konflikt. Kulminacją jest bitwa o usytuowane na prawym brzegu Dniestru miasto Bendery. Nieoficjalne dostajecie wsparcie ze strony Rosji -wojska rosyjskie, do dziś stacjonują w Naddniestrzu- i wychodzicie z wojny zwycięsko. 21 lipca 1992 roku w Moskwie podpisano porozumienie o zasadach pokojowego rozwiązania naddniestrzańskiego konfliktu. Przewidywało ono natychmiastowe zawieszenie broni i ustanowienie trójstronnych sił pokojowych; z oddziałów rosyjskich, mołdawskich i naddniestrzańskich. Referendum z 1993 roku, w którym ponad 90% obywateli Mołdawii wypowiedziało się za utrzymaniem niepodległości, nie przekonuje Ciebie ani reszty Twoich dzierżących władze Naddniestrza kolegów, do powrotu pod zwierzchność Kiszyniowa. Nie zmieniacie również zdania pod wpływem obietnic wprowadzenia autonomii w regionie. Od 1991 r. sprawujesz więc władzę w niezależnej republice, nieuznawanej jednak przez żadne państwo na świecie. 



Uff kochany Czytelniku, znowu możesz być sobą. Jeśli wcielanie się w naddniestrzańskiego polityka nie wykończyło Cię całkowicie, zapraszam do lektury naddniestrzańskiego alfabetu: 


A- aresztowania ze względów politycznych

Najczęściej związane z wyrażaniem pro rumuńskich lub pro mołdawskich poglądów. Najsłynniejszym przykładem jest proces IIie IIascu. W czasie wojny mołdawsko-naddniestrzańskiej w 1993 roku, IIascu był dowódcą mołdawskiej 4-osobowej grupy sabotażowej działającej w Naddniestrzu. Na podstawie fałszywych dowodów dostał cztery wyroki śmierci: za terroryzm, za dywersję, za dwa zabójstwa oraz za szpiegostwo przeciwko władzy radzieckiej. 1995 roku kare przemieniono na dożywocie aż wreszcie w efekcie nacisków ze strony państw europejskich pozwolono mu w 2001 roku wyjechać do Mołdawii. Innym głośnym przykładem była sprawa Ernesta Wardaniana, dziennikarza, który krytykował lokalne władze. Został oskarżony o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Mołdawii i dostał karę 15 lat w koloni karnej o zaostrzonym rygorze.
Prawa obywatelskie łamane są także w innych dziedzinach, jak np. wolność językowa; w pewnym momencie pozamykano szkoły w, ktorych używano języka łacińskiego zamiast obowiązującej grażdanki a rodzice posyłający tam swoje dzieci byli zastraszani.

B-bazy wojskowe Rosji
Rosja traktując Naddniestrze jako bazę dla swojego sprzętu wojskowego. W 1999 roku w Stambule został zawarty pakt na mocy którego garnizony miały zostać zlikwidowane do 2003 roku, jednak w czerwcu 2006 rosyjski minister obrony Siergiej Iwanow zapowiedział, że rosyjscy żołnierze nie opuszczą republiki, dopóki "nie zapanuje spokój". Armia została co prawda zredukowana do około 1800 osób, ale nawet taka liczba zapewnia istnienie niezależnej państwowości Naddniestrza.
Bękart
"Ostatnim rzutem na taśmę, stetryczały związek radziecki zrobił pięknej, dorodnej Mołdawii niewyględnego bękarta Naddniestrze"- mój ulubiony cytat o tej republice autorstwa Krystyny Kurczab Redlich

C- CCCP
Naddniestrze kojarzy się ze skansenem Związku Radzieckiego. Są powody by tak myśleć Większość mieszkańców Naddniestrza czuje się dziećmi ZSRR. Nie utożsamiają go ze stalinizmem, tylko jako z państwem, które istniało przed Stalinem i po Stalinie. W krajobrazie miasta i jego klimacie są liczne pozostałości z czasów radzieckich. Można tu zwiedzić muzeum socjalizmu, przejść się po ulicy Lenina czy 25 października i minąć pomnik Lenina czy zrobić sobie zdjęcie przed czołgiem oswobodzicielem. Tak naprawdę podobnych pamiątek minionej epoki jest pełno na Ukrainie, w Rosji i Białorusi a uczciwość każe wspomnieć, że jest tu czyściej i bardziej zielono niż w Mołdawii.

D- Dniestr
W historii Naddniestrze leżało na lewym brzegu Dniestru, ograniczone od wschodu Bugiem, a od południa Morzem Czarnym. Dzisiejsza separatystyczna republika zajmuje tylko część tego obszaru, położoną bezpośrednio nad Dniestrem. 

E- Europa
Mołdawia i Naddniestrze są kluczowym obszarem walki o wpływy Unii Europejskiej i Rosji. Tak naprawdę jest jednak aż czterech głównych graczy, którym zależy na rozstrzygnięciu sporu;
1. Mołdawia, chce nadać obszarowi autonomię, ale tak by naddniestrzańscy działacze nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w kwestii mołdawskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej; 
2. Naddniestrze upiera się przy utrzymaniu niepodległości i dąży do uznania jej przez społeczność międzynarodową
3. Rosja, z jednej strony niby wspiera Naddniestrze ale tak naprawdę dąży do jego reintegracji z Mołdawią na swoich warunkach, po to, by uzyskać wpływy na terenie całej Republiki Mołdawii;
4. Unia Europejska, której zależy na ustabilizowaniu sytuacji w regionie oraz chce przeciągnąć Mołdawię w stronę swoich wpływów.

F- Flaga
Flaga Naddniestrza do 2000 roku pozbawiona była symboliki radzieckiej. Obecnie mamy i sierp i młot a nawet socjalistyczną gwiazdę. Co ciekawe rewers flagi nie posiada tych symboli.

Fabryki 
Jeszcze do 1990 r., Naddniestrze było silnie zindustrializowane i wytwarzało 40% PKB Mołdawii. Dziś ostało się tam tylko kilko przedsiębiorstw oraz gorzelnia koniaku i win. Monopol jest głównie utrzymywany przez firmę Szerif, kierowaną, między innymi, przez 
syna byłego prezydenta. Supermarkety, przez telewizję kablową i Internet, telefony komórkowe, stacje benzynowe, kluby piłkarskie -wszystko sygnuje specyficzna gwiazdka Szerifa.

G- Geografia
Obejmuje znajdujące się na lewym brzegu Dniestru tereny republiki oraz prawobrzeżne miasto Bandery. Jest dwa razy mniejsze od województwa opolskiego. Obejmuje pas ziemi o długości około 200 km, średnia szerokość tego terytorium to zaledwie 20 kilometrów.

Godło
Godło Naddniestrza wygląda tak jakby w estetykę książeczek, które rozprowadzają świadkowie Jehowy wsadzić symbole socjalistyczne.


Jest nieznacznie zmienioną wersją godła Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, obowiązującego w latach 1940-1991. Różnica polega na dodaniu fal symbolizujących Dniestr. Na godle Socjalistycznej Mołdawii był tez napis wzywający do jedności proletariatu i skrót ówczesnej nazwy republiki (PCCM). W miejscu tych napisów znajdują się skróty nazwy Naddniestrzańska Republika Mołdawska po mołdawsku - PMH (od Република Молдовеняскэ Нистрянэ), rosyjsku - ПМР (od Приднестровская Молдавская Республика) i ukraińsku -ПМР (od Придністровська Молдавська Республіка).

H- Hymn
I- Irytacja
Odczuwa ją większość turystów przybywających do Naddniestrza. Już na granicy wkurzają te wszystkie formalności, pytania, nieufność. Uderza napuszenie i władczość strażników granicznych, przy ich faktycznym braku władzy. Oglądają z każdej strony Twój paszport ale nie mogą wstawić żadnej pieczątki bo kraj, granice którego własnie przekroczyłeś przecież nie istnieje. Potem registracja, trzeba podać adres pod jakim się zatrzymałeś, więc beztroskie spanie w namiocie odpada. Jeśli szkoda Ci tracić czas na tkwienie w urzędach możesz być pewien, że czeka Cię długa i burzliwa dyskusja z celnikami, przy wyjeździe z Naddniestrza. Poza tymi formalnościami, poza kontrowersyjną polityką, pobyt w republice można wspominać bardzo miło. Ludzie na ulicy są sympatyczni i niezmiernie zdziwieni, że odwiedzasz te tereny.

Istnienie
Istnieje ili nie istnieje? Jak to jest być w czymś, czego niby nie ma a jest? Można (zwłaszcza jeśli się jest egzaltowanym, nastoletnim poetą) tajemniczo dumać chodząc po naddniestrzańskich ulicach , napisać wiersz albo jakiś esej filozoficzny. Wszystko można!
młody, wrażliwy kot Jasza duma o wyjątkowości republiki, w której przyszło mu żyć

Wbrew pozorom sytuacja Naddniestrza nie jest jednak wcale aż tak wyjątkowa. Świat pełen jest państw, które pomimo braku uznania (lub z minimalnym uznaniem) na arenie międzynarodowej, de facto są niepodległymi państwami. Uznawanie państw jest stosunkowo młode. Pojawiło się pod koniec XVIII wieku, kiedy to niektóre państwa uznały niepodległość Ameryki. Później praktyka ta się rozszerzała i osiągnęła kulminację w postaci uznawania niepodległości byłych kolonii.
Wśród państw o tajemniczym statusie można wymienić wszystkie państwa nieuznawane na arenie międzynarodowej, które jednak funkcjonują. Mają swoje terytoria, ludność, rządy. Jednym z rodzajów takich państw są obszary separatystyczne, które ogłosiły niepodległość. Tych na świecie jest już w ogóle bardzo wiele. Tylko nieliczne z nich można jednak zaliczyć do państw de facto niepodległych. Państwami nie są regiony, które proklamowały niepodległość, lecz w dalszym ciągu pozostają pod faktyczną władzą kraju, do którego dotychczas należały ani obszary separatystyczne, na których trwają walki i sytuacja może ciągle ulegać zmianie. Kolejna historia to terytoria o nieustalonym statusie. Czyli takie, które domagają się uznania niepodległości, i których aspiracje są poważnie brane pod uwagę na arenie międzynarodowej. Jednak zawiłości świata międzynarodowej polityki powodują, że dotychczas kraje te faktycznie pozostają pod władzą państw sąsiednich, a ich ostateczny status, tzn. nadanie niepodległości, lub pozostanie w jakiejś formie związku z państwem administrującym obecnie to terytorium, ma zostać rozstrzygnięty w bliżej nieokreślonej przyszłości. Kolejnym bytem są takie twory jak np. Sealand czy Seborga, które w ogóle nie są elementem międzynarodowej polityki, a ich "istnienie" wynika w głównej mierze z ich ignorowania lub traktowania jako swoisty folklor, przez władze konkretnych państw. Ach, nie można zapomnieć o najbardziej efemerycznej formie państwa; państwach wirtualnych. Jest to rodzaj społeczności internetowej. Czasami państwowość skupia się tu tylko na wybranych sferach, w zależności od zamysłu twórcy. Niektóre mikronacje ograniczają się na działalności gospodarczej w systemach opartych na skryptach, inne największy nacisk kładą na prowadzenie polityki, tworzenie praw itp.

J-Jezyk
W jakimś sensie wojna, która rozegrała się na tutejszych terenach, miedzy częścią mołdawską i naddniestrzańską w 1993 roku, była wojną o język. W końcu lat 80 w Mołdawii doszło do przebudzenia narodowego. Dla Mołdawian będących w gorszym położeniu społecznym niż ludność rosyjskojęzyczna, celem stało się ustanowienie ich własnego języka jedynym urzędowym. Udało się to osiągnąć w sierpniu 1989 roku jako sukces Mołdawskiego Frontu Ludowego. Wkrótce ruch zaczął się niestety radykalizować. Na wiecach pojawiły się szowinistyczne hasła, np.„Utopimy Rosjan w żydowskiej krwi”. Nowym celem stało się zjednoczenie z Rumunią. Ludzie postrzegający język rosyjski jako własny, poczuli się zagrożeni. Część radzieckich polityków zobaczyła szanse na zbicie politycznego kapitału w oddzieleniu Naddniestrza od Mołdawii, najpierw w ramach Związku Radzieckiego, a potem jako niepodległego państwa. W Mołdawii powszechne jest przekonanie, że gdyby kiszyniowskie władze przyjęły naddniestrzańską propozycję utworzenia wolnej strefy handlowej i poszły na ustępstwa w kwestii języka, wojny można by było uniknąć.

K-Konflikt
Wojna wybuchła na początku marca 1992 r. Wcześniej zapanowała napięta atmosfera; miały miejsce strzelaniny i potyczki. Siły zbrojne Mołdawii były w pośpiechu tworzone z oddziałów radzieckiego wojska i milicji oraz z garstki ochotników. W Naddniestrzu stacjonowała z kolei XIV Armia Radziecka. Jej żołnierze z ochotą zasilili szeregi Gwardii Naddniestrzańskiej. Dodatkowo z obszaru całego ZSRR zaczęli ściągać tu wszelakiej maści awanturnicy; oryginały w carskich mundurach, kozacy z Donu. Przebieg konfliktu był źle skoordynowany, pełen walk oddziałów milicji, oddziałów paramilitarnych oraz regularnego wojska. Najcięższe starcia toczyły się od 19 czerwca do końca lipca 1992 roku w Benderach. W ciągu miesiąca zginęło prawie pięćset osób, ponad tysiąc zostało rannych. Dlatego walki o Bendery są obecnie otoczone w Naddniestrzu szczególną czcią. Mówiąc o wydarzeniach z tamtych dni używa się terminu „benderskiej tragedii” a samo miasto jest nazywane „naddniestrzańskim Kosowem”. Konflikt zakończył generał Aleksander Liebiedź, który w najbardziej krwawym momencie, w czasie walk o Bendery, przejął dowództwo nad XIV Armią. Jego rola jest rożnie oceniana. Dla jednych jest bohaterem, który zakończył rzeź i wprowadził mirotworców (swoją droga cudna nazwa dla misiów od stóp o głów wyposażonych w broń), dla innych rozstrzygnął wojnę na korzyść Naddniestrza.
W Naddniestrzu pamięć o wojnie otoczona jest kultem:
Trudno się dziwić. Na obszarze praktycznie pozbawionym własnej specyficznej kultury (ludzie identyfikują się z krajem, z którego pochodzą a nie z samym Naddniestrzem), wojna stała się jednym z mitów założycielskich „republiki”. Państwo na wszelkie sposoby stara się podtrzymać o niej pamięć. Wydaje się publikacje zbierające wspomnienia walczących i cywilów, gloryfikujące „miasto-bohatera i jego mieszkańców”. Wiele domów w Benderach do dziś nosi ślady ostrzału. Order „Obrońcy Naddniestrza” stał się jednym z najważniejszych odznaczeń państwowych. Był dość szczodrze rozdawany, w związku z czym wielu obywateli mogło się poczuć bohaterem ojczyzny. W Mołdawii o kulcie nie ma mowy. Wojna powoli odchodzi w niepamięć. Wynika to między innymi z tego, że każda ekipa rządząca przedstawiała inną narrację, miała inny pogląd na przyczyny i przebieg wojny. Nie można też zapomnieć, że Mołdawia tę wojnę przegrała, dlatego nie jest to temat który chciałoby się gloryfikować. 

L-ludzie
Konflikt, ktory tu zaszedł nie był na tle etnicznym tylko światopoglądowym. Około jednej trzeciej mieszkańców Naddniestrza stanowią Mołdawianie; wielu Rosjan i Ukraińców walczyło po stronie Kiszyniowa. Ciężko się dopatrywać wzajemnej wrogości pomiędzy dwoma stronami, problemem jest raczej zupełnie inna wizja świata i swojego w nim miejsca.

Ł - łapówki
Największym problemem dla osób, które przyjeżdżają zwiedzić Naddniestrze jest korupcja strażników granicznych. Jeśli nie po drodze Wam napełnianie kabzy celnikom, nieodzowna jest stanowczość i nieustępliwość w powtarzaniu; przykro mi ale niestety nie mam żadnych pieniędzy. W moim przypadku skuteczne okazało się też pokazanie strażnikom walizki pełnej lup i kalejdoskopów oraz zademonstrowanie jak działa balonowa pompka. Kiedy strażnicy grozili mi policją skierowałam ich do polskiej ambasady. Naddniestrzańscy celnicy jako przedstawiciele nieuznawanego państwa, nie mają żadnego prawa zaglądania mi do paszportu, ani tym bardziej do żądania kasy, za to, że coś się im w tym paszporcie nie spodobało. Nie wiem czy to dobry trop ale dwukrotnie graniczne misiaki próbowały wyciągnąć ode mnie łapówkę i dwukrotnie obeszły się smakiem.

M-Migracja
Według spisu powszechnego z 2004 roku, republikę zamieszkuje 555 tys. osób. Szacuje się jednak, że w rzeczywistości w Naddniestrzu przebywa jedynie około 375 tys.obywateli. Reszta pracuje lub na stałe mieszka za granicą. Proces masowej emigracji nasilił się w efekcie kryzysu gospodarczego lat 90. Mieszkańcy Naddniestrza borykają się ze specyficznym problemem- brakiem paszportów uznawanych w państwach europejskich. Stare dokumenty wydawane jeszcze w czasach sowieckich, pozwalają jedynie na podróż do Rosji, Ukrainy i na Białoruś. By wyjechać do innego kraju, obywatele muszą się zaopatrzyć w dokumenty mołdawskie, rosyjskie lub ukraińskie. Same poznałyśmy 30 latka, którego paszport zdobi napis CCCP.
N- Nazwa
Dla Rosjan będzie to zawsze Prinestrovie czyli Naddniestrze, ale już dla Mołdawian „Transnistria”, czyli Zadniestrze. Różnica, z pozoru błaha, ale dla miejscowych stała się wyznacznikiem tego, po czyjej jest się stronie.

O- Osetia Poludniowa i Abhazja
Na arenie międzynarodowej Naddniestrze jest uznawane jedynie przez samodzielne republiki Abchazję i Osetii Południową. W 2006 roku republiki wspólnie stworzyły stowarzyszenie „Za demokrację i prawa narodów”. Ma ono dążyć do zdobycia przez te republiki międzynarodowego uznania.

P- Przestępczość
W światowej opinii Naddniestrze jest rajem dla przemytników pośredniczących w nielegalnym handlu przez granicę Ukrainy i Mołdawii. Spragnionym utwierdzić się w tej opinii, bez konieczności badan terenowych polecam:



Władze Republiki bronią się jak mogą przed tymi zarzutami. W pewnym momencie same oskarżyły mołdawskich policjantów o pomoc w procederze przemytu narkotyków. Rząd Ukrainy, kojarzony z przymykaniem oka na sytuacje panującą na granicy z Naddniestrzem podjął ostatnio kroki mające na celu ograniczenie przemytu. Utworzono nowe punkty celne, a także wprowadzono prawo zgodnie z którym towary wwożone na Ukrainę muszą wpierw zostać zatwierdzone przez władze Mołdawii. Analitycy zwracają również uwagę na rolę Naddniestrza w nielegalnym handlu bronią. Gigantyczne składy poradzieckiej broni kontrolowane przez wycofujące się wojska rosyjskie mogą z dużą łatwością zasilić czarny rynek. Są sygnały do niepokoju, np. jakiś czas temu w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła wyrzutnia pocisków ziemia-powietrze z jednego z wojskowych magazynów.


P- Polska
W XVII wieku północna część ziem naddniestrzańskich należała do Rzeczpospolitej, wchodziła w skład województwa Bracławskiego. Do dziś na tych terenach ostali się ludzie o polskich korzeniach. Kilka kilometrów od wspomnianego w "Panu Wołodyjowskim" Raszkowa, leży wieś gdzie można ich znaleźć. Obecnie nazywa się Słobodzia Raszkowska ale przed rewolucja bolszewicką nosiła nazwę Księdzowa. W samym Raszkowie również jest wielu ludzi noszących nazwiska takie jak Mickiewicz, Kudrycki, Jakubowski, Mogilowski, Sołtycki, ale lata- rusyfikacji i sowietyzacji – zrobiły swoje i mało kto uważa się obecnie za Polaka. Pamiątką bytności w Raszkowie naszych rodaków jest kościół p.w. Najświętszej Marii Panny i Kajetana ufundowany przez Józefa Lubomirskiego oko 1768 roku. Świątynia pierwotnie była wzniesiona dla Ormian. Ich diaspora znalazła się nad Dniestrem kiedy Turcy zakończyli tam okupacje. Wszystkie kościoły Ormian były budowane według jednego stylu- każdy miał dwu wieżową fasadę. W najlepszym stanie do naszych czasów dotrwał ten z Raszkowa. Nie ma informacji na temat czy przed nim istniała tu jakaś inna świątynia ale są ku temu wszelkie przesłanki, bo miasteczko zostało założone już w XVII wieku przez Zamoyskich. Joanna Barbara Zamoyska wniosła je jako wiano w majętność Koniecpolskich. Późniejsze losy Raszkowa są bardzo zawile. W XVIII wieku Raszków trafił w ręce Lubomirskich. Po rozbiorze Polski, miasteczko kupiła Katarzyna II. Jej syn Paweł dał je w prezencie generałowi Timofiejowi Tutolminowi. Wnuk generała odsprzedał Raszków sędziemu granicznemu Feliksowi Barczewskiemu. Po nim Raszków przejął jego syn Probus, który zmarł bezpotomnie, w związku z czym trafił w ręce córki Barczewskiego, Wieńczysławy. Jej syn Paweł Jurewicz w początkach XX w. zbudował w Raszkowie pałac w stylu neorenesansu francuskiego. Na zdjęciach, które się zachowały można zobaczyć, okazałą budowlę , znajdującą się na jednym z naddniestrzańskich wzgórz położonym między Katerynówką a Biełoczą. Dziś jest w takim stanie, że bez przewodnika jego fundamenty są nie do odnalezienia. Ale jeśli trafi się dobry przewodnik trafimy na pokrytą bzem polanę, na oględziny powstałego na fundamentach pałacu monastyru. Mnisi dojeżdżają z niego do prawosławnych skupisk pozbawionych kapłana. Swego czasu pod tym bzem w sąsiedztwie ruin, władze sowieckie zlokalizowały "łagier dla pionierów". Oprócz tego śladów Polaków w Raszkowie można też poszukać na cmentarzu szlacheckim przy drodze na Rybnicę. Spoczywają na nim wyłącznie nasi rodacy i można tam znaleźć mogiły z przełomu XVII i XVIII wieku. Czynny jest do dnia dzisiejszego. Podobno mieszkający w tym regionie Polacy w Zaduszki i Wielkanoc regularnie spotykają się na tym cmentarzu (czyli, że jednak jakieś poczucie wspólnoty musi w nich być . W minionych latach cmentarz został całkowicie zdewastowany. Rozbito większość nagrobków. Poza tym ze starości i z zaniedbania rozsypały się mury ogrodzenia, teren zarosły krzaki i drzewa. Dzięki staraniom Stowarzyszenia Polskiej Kultury "Jasna Góra" i miejscowej parafii trwają prace nad porządkowaniem cmentarza i rekonstrukcją ogrodzenia. 

R- Rubel Naddniestrzański
Naddniestrze jak przystało na państwo (nie wnikajmy czy uznawane czy nie uznawane) ma swoją własną walutę, rubel naddniestrzański (1 rubel ma wartość około 30 groszy). W 2004 roku w polskiej Mennicy Państwowej doszło do dyplomatycznej afery z wspomnianym rublem w roli głównej. Otóż wybito u nas 8 milionów bilonów naddniestrzańskiej waluty co nie spodobało się Ukrainie i Mołdawii. Przedstawiciele mennicy bronili się twierdząc, że było to przedsięwzięcie czysto komercyjne bo zamówiono u nich wyprodukowanie żetonów, a nie środków płatniczych. Pan na zdjęciu to rosyjski dowódca Aleksander Suworow. Spotkamy go na banknotach o wartości 1, 5, 10 i 25 rubli. Jeszcze milszymi gośćmi w kieszeni będąc w Naddniestrzu, są Taras Szewczenko (którego podobizna zdobi banknot o wartości 50 rubli) oraz mołdawski hospodar Dymitr Cantemir (banknot sturublowy).

S- Smirnow Igor
Igor Nikołajewicz Smirnow był prezydentem Naddniestrza od 1991 do 2011 roku. Urodzony na Syberii były dyrektor fabryki od początku wspierał powstanie Naddniestrza a wraz z ogłoszeniem suwerenności republiki został jej liderem. Były prezydent gustuje w porannym pływaniu, polowaniu i szybkiej jeździe samochodem. Zdecydowanie nie jest ulubieńcem Rosji ponieważ przejawiał tendencje do prowadzenia polityki niezależnej wobec rosyjskich zaleceń. W sierpniu 2010 roku zaprosił do Tyraspola premiera Mołdawii. Dzięki temu gestowi proeuropejska koalicja rządząca w Kiszyniowie uwiarygodniła się w oczach rosyjskojęzycznych wyborców. Putin zapamiętał to i inne niepokorne poczynania i podczas ostatnich wyborów Moskwa publicznie zaapelowała, by Smirnow ustąpił miejsca Anatolijowi Kaminskiemu- 61-letniemu przewodniczącemu lokalnego parlamentu. Na billboardach wyborczych rozwieszonych po całym Naddniestrzu Kamiński stal ramię w ramię z Putinem a napis głosił o poparciu ze strony Rosji. Ostatecznie obaj politycy przegrali z młodym Jewgienijem Szewczukiem, o którym Naddniestrzanki zwykły mówić (przynajmniej te znane mi Naddniestrzanki) "zobaczymy jak będzie rządził, dajmy mu czas, ale jest taki przystojny..." . Klęska Smirnowa w wyborach zakończyła pewną epokę w dziejach Naddniestrza. Dla Rosji najlepiej pewnie by było żeby historię z kontrowersyjną (i kosztowną) samozwańczą republiką, zakończył prorosyjski rząd w Kiszyniowie, likwidując ją.

Szewczuk
Jewgienij Szewczuk to obecny prezydent Naddniestrza. Przystojny i bardzo wykształcony; ukończył prawo i mechanizacje ale kształcił się również w Akademii Zarządzania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej, w Akademii Handlu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej oraz w Akademii Dyplomatycznej przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych Ukrainy. W 2003 zdobył tytuł doktora ekonomi. Od 2000 roku zajmuje się polityką. Zadeklarował podjęcie działań na rzecz uznania Naddniestrza oraz strategiczną współpracę z Rosją.

Ś-święta
Prawosławni obchodzą wielkie święta religijne: Boże Narodzenie (Rożdiestwo – wg kalendarza prawosławnego przypada 7-8 stycznia), Wielkanoc (Woskriesienie Christowo) i przypadającą przed Wielkim Postem Maslennicę. Maslennica to prawosławne ostatki, świętowane przez tydzień. Jest to zapoczątkowany w czasach pogańskich, obyczaj żegnania zimy. Kościół prawosławny przyjął go jako święto religijne, przypadające na siedem tygodni przed Wielkanocą. Najsłynniejszym symbolem Maslenicy są zjadane wtedy w ogromnych ilościach bliny. Oznaczają one słońce, na które wszyscy czekają. Topi się (lub pali) też Marzannę, czyli właśnie Maslennicę. 
Obchodzi się tu te że różne święta niekościelne zaczerpnięte z tradycji koegzystujących tu kultur. Na początku marca wszyscy świętują mołdawski Merciszor – powitanie wiosny. Odbywa się wtedy wiele imprez i koncertów. Wszyscy przypinają do ubrania biały i czerwony kwiat, zawieszone na sznureczkach. Kilka dni później 9 i 10 marca obchodzi się ukraińskie swięto Dni Pamięci Tarasa Szewczenki (9 marca to jego rocznica urodzin, 10 marca – rocznica śmierci). Odbywają się wtedy spotkania literackie, utwory poety czyta się w bibliotekach, szkołach i na uniwersytecie (zresztą imienia Szewczenki). 24 maja rozpoczynają się z kolei imprezy z okazji Dni Słowiańskiego Piśmiennictwa i Kultury na cześć świętych Cyryla i Metodego, którzy wprowadzili cyrylicę. 
Osobną kategorią są święta państwowe – 2 września to Dzień Niepodległości fetowany wielką paradą i jarmarkami. 9 maja ulicami miasta idzie kolejna parada, tym razem wojskowa, z okazji Dnia Zwycięstwa. 24 grudnia to Dzień Konstytucji Naddniestrza.

T- Tyraspol

Tyraspol to stolica. Mi miasto przypomina trochę zakompleksioną prowincjonalną dziewczynę.  W ciuchach nie z tej epoki, niezbyt zgrabna, mało wdzięczna. Z jednej strony chciałaby być modna i wyluzowana, z drugiej jest wierna swoim gustom (nie wspominając już o zasadach i wartościach). Na przekór wszystkim będzie nosić paskudną trwałą i z wypiekami na twarzy wmawiać wszystkim, że tak , że to fryzura "ładna a zarazem praktyczna". Może się nie podobać ale zasługuje na szacunek i jest w jakiś sposób wzruszająca. Tak jak Tyraspol. Jak pod lupą ujrzymy tu wszystkie cechy właściwe dla całej republiki: jest male ale pozuje na metropolie, brak mu większych tradycji, ale próbuje udawać poważną stolice z tradycjami, sięgać do historii. A Tyraspol, jak każde miejsce na ziemi, ma historię, może tylko, nie aż tak bogatą i wzniosłą  jak chcieliby tego jego mieszkańcy. Nazwa miasta pochodzi od starej greckiej nazwy Dniestru – „Tiras" i oznacza w języku „Miasto nad Dniestrem". Wcześniej w miejscu tym była mołdawska wioska Sucleia, spalona w latach 80-tych XVIII w. przez Turków. Na lewym, tyraspolskim brzegu rzeki rozpoczęto wtedy budowę fortec. Miała być ona przeciwwagą dla tureckiej twierdzy na prawym brzegu w Benderach. Kiedy w 1812 roku Besarabię włączono do Rosji, zarówno ona, jak i miasto straciło na znaczeniu. Twierdzę zamieniono na więzienie. Potem w latach 1929 - 1940 r. było stolicą autonomicznej Mołdawskiej SRR. To, że jest takie brzydkie, to kwestia tego, że podzieliło los Warszawy- bardzo zniszczono Naddniestrze w latach II wojny światowej. Potem weszła estetyka socrealizmu i to w dosyć topornym, prowincjonalnym wariancie. Przy głównej ulicy stoją gmachy będące próbką tej twórczości Miejski Pałac Kultury, Dom Sowietów – gmach „parlamentu" z ustawionym przed nim wielkim popiersiem Lenina i nowy Pałac Republiki. Podobnie mało ciekawe (i niestety dość drogie) są tu muzea: Miasta, Akademika Zielińskiego i historyczno–wojskowe. Bardzo dużo jest odwołań do Rosji, do przyjaźni z Rosja. Banery z Putinem, reklamy mebli z Rosji, hasła "We współpracy z Rosja nasza siła". Tak jakby miasto krzyczało: "Przyjaźnijmy się, no rzesz przyjaźnijmy się! Tak bardzo chce mieć w Tobie wsparcie Rosji. Wielka, silna Rosjo!"

Tiraspol Times
„Tiraspol Times” była to wydawana w latach 2006-2008, publikowana w Internecie oraz dostępna jako tygodnik anglojęzyczna gazeta kreowana na głos wszystkich mieszkańców Naddniestrza. Za pomysłem stal sam prezydent Smirnowa a do tworzenia oddelegował najlepszych, znających język angielski urzędników ze swojej kancelarii. Niestety nie trzymałam jej w rekach ani jej nie czytałam, bo obecnie nie jest wydawana ale gazeta była wielokrotnie krytykowana przez światowe media, jako silnie stronnicza na korzyść władz Naddniestrza i niezależności Naddniestrza. Radio Free Europe twierdzi, że jego treść została "w dużej mierze poświęcona wylewnym pochwałom rządu lub poparcia niepodległości". Wielokrotnie zdarzały się w niej rożnego rodzaju manipulacje, np. zamieszczanie artykułów podpisanych nazwiskiem osób, które ich nie napisały czy zmienianie faktów. Np. angielski dziennikarz i pisarz Tom de Waal, zobaczył artykuł opatrzony swoim nazwiskiem na stronie "Times Tiraspol" i bardzo tym oburzony wypowiedział się w prasie: "Nigdy nie było mnie w Naddniestrzu ani nawet w Mołdawii i na pewno nie twierdziłem jak jest napisane pod moim nazwiskiem, że Naddniestrze ma lepszą prognozę niezależności niż Kosowo".
Pismo miało jasny światopogląd –Mołdawia to wróg reszta świata to partner (albo może słuchacz) do rozmowy o niezależności republiki. Jeśli nie da się przekonać władz, trzeba chociaż próbować z obywatelami innych krajów, nawet gdyby to byli tylko zbłąkani turyści.

U- Ustrój polityczny
Formalnie w Republice Naddniestrzańskiej funkcjonuje system wielopartyjny i jednoizbowy parlament reprezentujący społeczeństwo (Rada Najwyższa Naddniestrza). Prezydenta wybiera się w głosowaniu powszechnym ale nie jest to wybór uznany za żadne inne państwo. 

W- Wiara
W Naddniestrzu większość osób czuje się dziećmi Związku Radzieckiego nie dziwota że jest to kraj z bardzo wysokim odsetkiem ateizmu. Spośród pozostałych najliczniejszą grupę skupia kościół prawosławny, potem katolicyzm i judaizm. Świętych miejsc jest tu bardzo niewiele, niektórym towarzyszą czołgi:
Mimo to codziennie o 17.00 nad Tyraspolem rozlega się dzwon nowego soboru Bożego Narodzenia, zbudowanego z okazji jubileuszu 2000 lat chrześcijaństwa. W Terespolu jest też synagoga. 

Z- Zwiedzanie
Naddniestrze jest ciekawe ze względu na swoja sytuacje polityczną ale nie obfituje w zabytki ani zapierające dech widoki. Jak już pisałam, miejscami jest po prostu szpetne. Warto jednak pojechać na północ kraju, w okolice Raszkowa. Lewobrzeżne dopływy Dniestru i ostre wschodnie wiatry wyrzeźbiły tam niesamowite parowy i formy skalne. Niezwykle urozmaicona rzeźba terenu, wysokie zalesienie i czyste, niemal górskie powietrze sprawiły, że tereny te nazywa się często „małą Szwajcarią”. Ponadto w Raszkowie można znaleźć wiele miejsc, które odegrały istotna role w polskiej literaturze;
  • kościół katolicki w którym Sienkiewicz umieścił ślub Michała Wołodyjowskiego z Hajduczkiem (w Raszkowie) 
  • jar Horpyny, w którym wiedźma strzegła Kniaziewiczówny, 
  • miejsce gdzie na pal został nawleczony Azja Tuhajbejowicz (niedaleko Raszkowa) 
Znaczki pocztowe 
W 1995 roku naddniestrzańska poczta wyemitowała nietypową serię znaczków. Są na nich uwiecznieni ubrani w skóry, półnadzy ludzie polujący na jelenie i garbujący skóry. Według oficjalnej wersji jest to prezentacja znalezisk archeologicznych, w świetle których już w starożytności ustalono istniejącą dzisiaj granicę na Dniestrze. Naddniestrzańscy historycy próbują dowieść, że nigdy nie zanikł podział ze schyłku ery przedchrześcijańskiej kiedy Naddniestrze stanowiło pogranicze terenów Scytii i Dacji. We wczesnym średniowieczu Dniestr odgradzał tereny Wizygotów i Ostrogotów, później stanowił granicę terenów zamieszkiwanych przez Bułgarów. W późnym średniowieczu na rzece przebiegała granica między hospodarstwami leżącymi nad Dunajem i Prutem a wielkim stepem, należącym do Pieczyngów, Kumanów i inne ludy koczownicze. Ale po prawdzie w starożytności i średniowieczu niemal wszystkie wielkie rzeki – Ren, Dunaj, Łaba, czy Odra stanowiły rolę graniczna. Dziś trochę absurdalne jest odwoływanie się do tego typu argumentu ale Naddniestrzańskie władze za wszelka cenę chcą przekonać siebie i świat że Naddniestrze od zawsze stanowił odrębny, w przeważającym stopniu słowiański region.

Zapraszam do lektury tekstów z ktorych czerpałam pisząc te słowa, ponieważ jestem laikiem (po przeczytaniu tych tekstów trochę mniejszym):

wtorek, 23 października 2012

Najbrzydsze miasto świata

Naprawdę nie chce narzekać i wiem dobrze, że na pewno znajdzie się kilka innych, równie szpetnych a może jeszcze szpetniejszych miast. Nie znam Medanu, nie widziałam belgijskiego Charleroi. Byłam w Katowicach, przez wielu uznawanych za najbrzydsze miasto na świecie ale za Tyraspolem są daleko w tyle.
Kawiarni praktycznie brak. Na ulicach szaro jak na szkicu węglem nastolatka w depresji. Muzeum historii drogie i nudne. Dom kultury ma program dopiero na następny miesiąc i albo dla 3 latków, albo dla seniorów (choć przynajmniej w środku jest ładnie). Jeśli jakaś rzeźba to na 80% Lenin, jeśli plakat to przekonujący o tym jak kochamy Naddniestrze:


albo o współpracy z Rosją:





Jednym słowem nie jest to wymarzone miejsce na spędzenie miesiąca miodowego. Ale przecież jak śpiewają bardowie, co wie każda pani domu i na czym trzepią kasę chirurdzy plastyczni: "każdy pragnie piękna". Tyraspolanie też. Ruszyłam wiec szlakiem Tyraspolskiej twórczości. Moja przewodniczką w tej ekskursji została poznana przypadkiem po drodze, pani Oksana:
"Ola ciut ciut do przodu, odgarnij włosy"



Mordwinka (to taki lud z Rosji), trzykrotna mistrzyni tańca disco w Mołdawii (na serio! jeszcze o niej napisze, przy innej okazji, bo ma biografie na film. Zresztą kto niema życia na film? No, ale tutaj pełen metraż i melodramat!), która co chwila komentowała coś ciętym językiem i zrobiła mi jakieś 10 tuzinów fot na swojej komórce, zarządzając niczym Marcin Tyszka, "noga do przodu, wypnij się, pełniejszy uśmiech, o tak... tak zalotnie, a teraz spójrz w lewo jakbyś się czegoś z tej strony obawiała". Nie mam pojęcia co zamierza zrobić z tymi wszystkimi fotografiami ani na co jej one.


Z wymierzonym obiektywem i okiem komórki przemierzyłyśmy Tyraspol wzdłuż i wszerz. Wszystkie te teksty o tym, że w tym mieście nie można robić zdjęć, bo natychmiast postraszą Cie KGB (a takich tekstów jest cała masa, w rządnym sensacji internecie) to bzdura na resorach. Istnieje oczywiście opcja, że po prostu nie wyglądamy na szpiegów (obawiam się że szpion posługiwałby się trochę lepszej klasy aparatem. Ten tekst o "wymierzonym obiektywie" był co najmniej na wyrost).

Cyk-cyk-cyk (szukam tego co ładne, albo kolorowe albo chociaż ciekawe): 
"O, a tu siedzi nasz prezydent i znosi jajka":
Ps. O! Kiedy to napisałam coś mi przyszło do głowy. Istnieje druga opcja wytłumaczenia faktu, że nikt się mnie nie czepiał za fotografowanie i wsciubanie nosa. Sensacyjna i paranoiczna, jak lubi internet: nikt się mnie nie czepiał bo dostałam dyskretną obstawę w postaci pani Oksany. A te wszystkie foty z moją twarzyczką na tle Tyraspola, zasilą teraz jakąś kartotekę.