poniedziałek, 29 maja 2017

Przez żołądek do zmiany społecznej. Europa

Czechy 

1. Royal Cafe Family, Jihlava

FOTO Z ICH FANPAGE

Kawiarnia zatrudnia osoby niepełnosprawne. Wystrój nawiązuje do angielskiej elegancji i sądząc po opisach chyba właśnie taki jest klimat tego miejsca. Nie anarchistyczny luz, nie spółdzielniowe zaangażowanie, tylko charytatywne gale. Myślę, że to bardzo cenne, że na tak rozmaite sposoby można łączyć działalność społeczną z kuchnią. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wróćmy jednak do oferty Royal Cafe Family - na miejscu posmakujemy świeżo zmielonej kawy, serwowane są świeże domowe desery, śniadania,  brunch i podwieczorek. Odbywają się tu również rozmaite warsztaty artystyczne, także dla pracowników, których prace można tu zakupić. Dwie niewidome kelnerki są np. rzeźbiarkami.


2. Café Atrium, Chomutov

FOTO Z ICH FANPAGE


Chomutov to miasto na zachodzie Czech. Polska Wikipedia w ciekawostkach o nim, podaje tylko wywodzący się z Chomutova klub hokejowy Piráti Chomutov. Niedopatrzenie bo w tym niepozornym mieście działają aż trzy kawiarnie zatrudniające niepełnosprawnych intelektualnie. Działają i sądząc po informacjach w necie całkiem dobrze przędą! Pierwsza to Little House Cafe, druga to food track Café na cestách a trzecia to właśnie Cafe Atrium. Można tu zjeść domowe desery i obiady. Dla niepełnosprawnych (nie tylko pracowników) organizowane są bardzo rozmaite kursy zawodowe a dla gości... Aż przetarłam oczy kiedy przeczytałam przykładowy repertuar wydarzeń na czerwiec: 

8.06 Klub przyjaciół Chomutova - muzyczne popołudnie z popularnymi piosenkami, 
9.06. W jaki sposób Aloe Vera wpływa na ciało
14. 06 koncert chóru + grupa rytmiczna jambo, 
15.06 Do szczęścia w parach - wykład Michaela Turjančíkové,
22.06. Korzenie i rozwój państwa Izrael - wykład mgr. Karla Gołąbeczki 
23.06. Czas górski - wystawa zdjęć 

Niezła różnorodność! Nawet jeśli nie po to by dowiedzieć się jak aloes wpływa na ciało i nie po to by pokibicować Piratom, przejadę się do Chomutova. Trzeba podpatrzeć na żywo jak idzie tym kawiarniom. A z Chomutova niecałe 5 godzin do Pilzna (które zdaje się ma więcej atrakcji) i w którym działa, również zatrudniająca niepełnosprawnych intelektualnie Kačaba.





FOTO Z ICH FANPAGE

Ticha to przestrzeń, w której osoby Głuche i niedosłyszące mają szansę podzielić się swoją kulturą. Kto nie słyszał o tym zjawisku niech sobie doczyta np. na początek TU a, że temat jest baaardzo szeroki to polecam też książkę "Zobaczyć głos" Oliviera Sacksa. Ponadto jest to dla nich szansa by wkroczyć na drogę zawodową. A taki spokojny start jest ważny - Głusi są często świetnymi pracownikami i mają solidne wykształcenie zawodowe, ciężko im jednak (nie tylko w Czechach) znaleźć zatrudnienie ze względu na obawy pracodawców związane z barierami komunikacyjnymi. Miejsca takie jak to pokazują, że nawet w tak trudnej sferze jak gościnność, Głusi radzą sobie bardzo dobrze. W Polsce również działało podobne miejsce - pizzeria Dwie Dłonie, w Łodzi. Nie mogę odżałować, że po wielu latach zostało zamknięte. Jadłam tam najlepszą pizzę i uczestniczyłam w wydarzeniach, które dla mnie były bardzo egzotyczne: migowym karaoke oraz występach chóru Głuchych. Nie wiem czy Ticha organizuje podobne imprezy. Na pewno odbywają się tu najróżniejsze warsztaty, kursy migowego i wernisaże. Nie zjemy pizzy (Dwie Dłonie wróóóć!), są za to domowe ciasta oraz specjalność zakładu - słodkie i pikantne naleśniki. 



4. Mlsná kavka, Praga


FOTO Z ICH FANPAGE


Wegetariańska (takich nigdy za wiele!) kawiarnia, w której zatrudnienie znajdują osoby po epizodach choroby psychicznej. Na miejscu odbywają się również kursy gotowania wegetariańskich potraw (i wariacji na temat różnych tradycyjnych dań) z całego świata. Prowadzi je szef i założyciel Filip Kavka Smiggels - Holender, który do Czech przybył 15 lat temu z powodu wielkiej miłości do Jany. Jana zajmuje się prawami kobiet a Filip zainspirowany jej działaniami przez jakiś czas szukał sposobu na to by połączyć swoją pasję do gotowania z działalnością społeczną. Z pomysłem przyszło Stowarzyszenie Zielone Drzwi i zaproponowało by Smiggels zaczął prowadzić szkolenia dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Wkrótce po tym otworzyli wspólną kawiarnię. Etat oraz szkolenia pomagają pracownikom wrócić na rynek pracy. To bardzo ważne bo przerwa w życiorysie związana z hospitalizacją, często jest przyczyną głębokiej frustracji i powoduje nawrót choroby. Jednak tym co sprawia, że Kavka jest wśród Prażan popularna jest nie tyle zdrowotna przeszłość jej pracowników a serwowane tu menu. Filip to prawdziwy pasjonat kuchni roślinnej. Codziennie improwizuje z lunchem, który nie jest nigdy z góry zaplanowany tylko zależy od aktualnie dostępnych składników, pogody i nastroju.

Dania

1. Café Kaffegal
FOTO Z ICH FANPAGE

Mimo, że badania wykazują u mieszkańców Skandynawii najwyższy w Europie poziom zadowolenia z życia i zaufania do państwa, w krajach tych rośnie liczba osób po epizodach choroby psychicznej i korzystających z psychotropów. Można by tu długo rozważać o uwarunkowaniach takiego stanu rzeczy. Niezależnie od przyczyn, zaburzenia psychiczne wykluczają wiele osób z rynku pracy. Na szczęście jest tam też sporo programów włączających. Przeczesując internet (wsparta o google translator i znajomków lingwistów) nie natrafiłam jednak na jakieś złote kopce inicjatyw kulinarno - społecznych, np. w Danii. Co więcej kiedy wreszcie udało mi się znaleźć takie miejsce czyli Café Kaffegal, to głównym motywem artykułów były przeciwności, które lokal musi pokonać aby się utrzymać. Założycielem bistra jest Brian Sørensen. Przepracował dziewięć lat w więzieniu stanowym w Horsens jako ekonom i rzecznik, by zdać sobie sprawę, że prawdziwym sensem jego życia jest praca przedsiębiorcy społecznego. Kilka lat później założył Café Kaffegal, kawiarnię w której osoby nadwrażliwe i niedopasowane mają przyjazne miejsce pracy a goście organiczne potrawy. Mimo, że kawiarnia odniosła liczne sukcesy: w 2014 roku otrzymała nagrodę za najbardziej przyjazne dzieciom menu w mieście i weszła na listę top 5 najlepszych przedsiębiorstw społecznych a rok później została uznana przez Duńczyków za najlepsze miejsce roku, obecnie mierzy się z problemami związanymi z brakiem dotacji. Media podają, że właściciel zastawia się nad postawieniem w zastaw własnego domu by poratować biznes  pół milionową kaucją.
Francja

1. Le Reflet, Nantes


FOTO Z ICH FANPAGE

Le Reflet to (sądząc po zdjęciach) sympatyczna, gustowna restauracja, w której połowa pracowników ma zespół Downa. Ludzie z dodatkowym, 21- szym chromosomem często są empatyczni, entuzjastyczni i z odwagą wchodzą w relacje społeczne. Stąd pomysł by wykorzystać tę ich mocną stronę w obsłudze, w wielu krajach cieszy się dużą popularnością. 
Pisałam trochę o takich miejscach w Polsce (np. Dobrej Cafe w Poznaniu i częstochowskiej Alternatywie 21). 
Jestem absolutną fanką Down Cafe w Stambule. Wizyta w niej na długo podniosła mi nastrój i chyba nie jestem w tym osamotniona bo stambulska kawiarnia doczekała się bliźniaczych sióstr w innych tureckich miastach. 
We Włoszech działa już 16 tego typu restauracji i kawiarni, np. La Bottega Dei Semplici Pensieri

Będąc we Francji na pewno odwiedzę Le Reflet. Ciekawa jestem zwłaszcza rozmaitych udogodnień, które bistro zapewnia swoim pracownikom. Np. przy stolikach zadbano o specjalne piktogramy i kody kolorów, aby pomóc przy odbieraniu zamówień tym, którzy nie potrafią czytać ani pisać. Restauracja ma też wyznaczone miejsce do odpoczynku a kuchnia jest wyposażona w specjalne siedzenia dla kucharzy. Niby nic wymyślnego a osobom niepełnosprawnym może znacznie ułatwić pracę.



2. Freegan Pony, Paryż


Od 2015 roku w opuszczonym magazynie przy paryskiej obwodnicy funkcjonuje freegańska restauracja „Freegan Pony”. Zaopatrywana jest w darmowe produkty dobrowolnie przekazywane przez dostawców. Dzięki ich współpracy z restauracją udaje się uchronić od zmarnowania całe ton warzyw i owoców. Jednym z dostarczycieli jest m.in Rungis - ogromny rynek żywności na obrzeżach Paryża, na którym produkty sprzedawane są hurtowo, w skrzyniach. Wystarczy więc by jeden ziemniak był zgnieciony czy posiniaczony by sprzedawca odrzucił cały pakunek. Wolontariusze Freegan Pony odwiedzają również kilka supermarketów ekologicznych w Paryżu, gdzie odbierają produkty które mają lekko przeterminowaną datę ważności.

Główny cel jest oczywisty - żywność ma trafić nie na śmietnik a do brzuchów gości. A tych nie brakuje - na kolację trzeba się zapisać z wyprzedzeniem i wcale nie tak łatwo załapać się na dostępnych 60 miejsc. Sądząc po recenzjach wszyscy zdają się być bardzo zadowoleni. Niektórych przyciąga pewnie idea i anty konsumpcyjny charakter miejsca. Innych nęci chęć przeżycia przygody (restauracja na squocie, ło matko!). Nie brakuje jednak i takich, którzy po prostu gustują w wyrafinowanym, wegetariańskim jedzeniu. Przykładowe menu to: zupa-krem z selera i jabłek z orzechami laskowymi, zapiekanka z ziemniaków, pieczarek i brokułów, czekoladowo buraczane brownie pod gruszkowatą pierzynką. O poziom serwowanych potraw dba ośmiu profesjonalnych kucharzy (każdej nocy inny) oraz wielu wolontariuszy, którzy pod okiem profesjonalistów uczą się jak gotować w mało sprzyjających, squotowych warunkach. W planach są warsztaty kulinarne na freegańskiej żywności, dla wszystkich chętnych. 


FOTA STĄD


Na początku istnienia restauracji cena za talerz wynosiła 2 Euro lub 6 Euro za trzy dania, z dokładanym wedle uznania chlebem i dzbanem wody. Obecnie goście za posiłek płacą tyle, ile uznają za stosowne. Pomysłodawca miejsca  Aladdin Charni podkreśla, że nie chodzi o zarabianie pieniędzy, ale o możliwość rozwoju miejsca. W najbliższej przyszłości zamierza nawiązać kontakt z lokalnymi organizacjami charytatywnymi, których klienci mogliby korzystać z posiłku za przystępną cenę. Dodaje jednak: "Nie chcemy, aby ludzie przychodzili tu tylko dlatego, że jest tanio. Przede wszystkim staramy się zwiększać świadomość na temat bezsensownego marnotrawstwa żywności". A edukacji na ten temat nigdy za wiele. Jak powiedział Peter Singer, prof. bioetyki Uniwersytetu Princeton “Nic tak nie zmienia naszej planety jak produkcja żywności. Odciska się to na środowisku, miliardach zwierząt i oczywiście na ludziach. Moim zdaniem należy to rozpatrywać w kategoriach moralnych. Nasze wybory żywieniowe nie są obojętne etycznie”.

Zatem mamy misję edukacyjną i przepyszne potrawy. Ponadto ukoją nas tu słodkie jazzowe dźwięki i cudowna atmosfera. Nie znajdziemy tu wnętrza,typowego dla paryskiej kawiarni "małej i ciasnej", ale ogromną betonową halę zamienioną w ciepły i przytulny salonik, ozdobiony perskimi dywanikami, umeblowany krzesłami i bibelotami ze śmietnika oraz świecami migoczącymi na każdym stoliku. Podobno jedyny minus tego miejsca to brak kawy (można się za to napić lokalnych piw, wina albo soków). No i jest dość chłodno (squot nie ma ogrzewania). Warto więc wziąć ze sobą koc.   

Mimo ogromnej popularności i wielu pomysłów na rozwój miejsca Freegan Pony stoi przed nie lada wyzwaniem - eksmisją ze squotu, którą zapowiada miasto. Być może kolejnym krokiem będzie po prostu przeniesienie się do legalnej przestrzeni ale zespół nie chce takiej przeprowadzki. Znowu z powodów ideologicznych bo freeganizm to nie tylko jedzenie wyrzuconej żywności, ale szersze ograniczenie udziału w konwencjonalnej ekonomii. Swoim zachowaniem freeganie chcą sprzeciwić się światu konsumpcji. Ciężko to pogodzić z materialnym sukcesem i rozwojem marki...Może jednak uda się pozostać na starych śmieciach. Walka z odpadami żywnościowymi i marnowaniem jedzenia jest jedną z bolączek burmistrza, więc w ich najlepszym interesie leży zadbanie o inicjatywę, która na ów problem odpowiada.
Cudownie by było aby podobne miejsca powstawały w innych krajach ale jak na razie, przekopując się przez internet na żadne nie natrafiłam. Pewną próbę podjęła mocno poznańska Vine Bridge. Restauracja cały czas eksperymentuje z jedzeniem - w codziennym menu można u nich spotkać dziko rosnące roślin czy owady jako alternatywne źródła białka. Pewnego dnia zaprosiła więc swoich gości na wieczór z freegańskim jedzeniem. Goście wzięli udział w przygotowaniu i konsumowaniu kolacji ze składników pochodzących z odzysku. Spotkaniu towarzyszyły rozmowy na temat przyzwyczajeń jedzeniowych, kulinarnych tabu, antykonsumpcyjnych trendów, nadprodukcji i marnowaniu jedzenia. 


Holandia
1. Syr, Utrecht


FOTO Z FANPAGE
W pobliżu kanału w Utrechcie działa Syr, pierwsza i jedyna w Holandii restauracja zatrudniająca uchodźców. Misją - podobnie jak w większości tego typu miejsc jest zaoferowanie uchodźcom doświadczeń na holenderskim rynku pracy i możliwość integracji z resztą społeczeństwa.
Syr celowo działa bez dotacji rządowych starając się utrzymać wyłącznie dzięki temu co uda się wypracować. "Łączymy różnych ludzi. Lewakom spodoba się u nas, ponieważ pomagamy ludziom, którzy znajdują się w trudnej sytuacji", mówi założyciel restauracji Gijs Werschkull. "Prawicowcy lubią nas, ponieważ uczymy nie polegać na socjalu". Ijad Nakawah, jeden z pracowników dodaje" Nie chcemy pozostawać w domu. Lubimy pracować. Nawet jeśli mamy pieniądze, to nie o nie tu chodzi
. Również jest to okazja do przyjaźni, poznania nowych rzeczy, bycia przydatnym ".
Za dwadzieścia pięć euro możemy skosztować trzydaniowej próbki kuchni syryjskiej "z europejskim wkrętem", którym mogą być np. czerwone buraki w hummusie. Wśród napojów hitem jest importowana syryjska herbata czyli mieszanka ziół z Damaszku: lawenda, fiołek, płatki róży, tymianek, rumianek, rozmaryn, nasiona kopru i liście laurowe.
Założyciele Syru chcieliby aby restauracja była tylko trampoliną z której pracownicy będą przechodzić do innych miejsc pracy. Jak dotąd część ta nie działa. "Problem polega na tym, że jest tak miło i nikt nie chce odejść." - mówi Werschkull
.

Hiszpania

FOTO Z FANPAGE

W Madrycie powstała restauracja : "Robin Hood". Za dnia to typowy hiszpański bar - umiejscowiony przy bocznej uliczce w pobliżu centrum Madrytu. W środku kawa, maszyna do owoców a w karcie pyszne lunchy, które przygotowują znani madryccy kucharze. Tym co odróżnia lokal to fakt, że nasze posiłki (za lunch zapłacimy koło 12 Euro) finansują dania dla bezdomnych, dla których po południu restauracja przeznaczona jest na wyłączność. Każdy z nich otrzyma kolację złożoną z przystawki, dania głównego i deseru .Nazwa "Robin Hood" nie ma nawiązywać do odbierania bogatym i rozdawania biednym, a do dzielenia się. Pomysłodawca miejsca, franciszkanin Angel Garcia tak tłumaczy ideę miejsca: "Inspiracja pochodziła od papieża Franciszka, który wielokrotnie mówił o znaczeniu godności ludzi, czy to przez chleb czy pracę. Więc pomyśleliśmy, dlaczego nie otworzyć restauracji z obrusami, sztućcami i kelnerami? Ludzie z niczym mogą przyjść, zjeść tutaj i uzyskać taki sam luksus jak wszyscy inni. To zdrowy rozsądek."

Podobnie jak w przypadku wielu hiszpańskich organizacji charytatywnych projekt trafia głównie do ofiar kryzysu finansowego Hiszpanii. Obecnie bezrobocie w tym kraju sięga blisko 20%, a wśród młodzieży jest jednym z najwyższych w Europie bo wynosi 42% . 



Niemcy
1. Refugee Canten, Hamburg
.
FOTO Z FANPAGE

Głównym celem stołówki (poza serwowaniem pysznych obiadów z kuchni bliskiego wschodu) jest zatrudnienie uchodźców i zapewnienie im dalszego zawodowego rozwoju. Pierwszą fazą projektu jest 24-tygodniowy kurs szkoleniowy, w którym uczestnicy uczą się podstaw handlu, zachodniej kultury i gotowania. By wziąć udział w stażu uczestnik musi od przynajmniej 15 - tu miesięcy przebywać w Niemczech, posiadać zezwolenie na pobyt i mieć ukończone 25 lat.
Pomysłodawcami projektu są Benjamin Juergens i Lukas Halfmann, którzy od ponad dziesięciu lat pracują w branży restauracyjnej.


2. Refugio Cafe, Berlin



FOTO Z FANPAGE

Refugio działa w dawnym domu starców w Kreuzkölln - skrawku Berlina na granicy dzielnic Kreuzberg i Neukölln, który niezauważenie stał się najmodniejszym kątem stolicy Niemiec. W pięciopiętrowym domu żyją kolektywnie i wspólnie tworzą kawiarnię ludzie, którzy stracili swoje domy, miejscowi artyści oraz goście z kraju i zagranicy. Można tu wynająć pokój, wziąć udział w warsztatach lub po prostu zjeść domowego ciasta i napić się pysznej kawy. 

Portugalia

1. Mezze, Lizbona

Mezze to dopiero pomysł, na którego realizację zbierane są pieniądze ze zbiórki społecznościowej. Idea jest prosta i prezentowałam ją już (na przykładzie wielu miejsc) nie raz - ma to być restauracja, której głównymi pracownikami i kucharzami są uchodźcy. Za tworzeniem projektu stoi stowarzyszenie Pão a Pão, które zostało założone przez syryjskiego studenta Alaa Alhariri i jego trzech portugalskich kumpli.
Ideą wspólną dla wszystkich tego typu miejsc jest zapewnienie uchodźcom samowystarczalnej i stabilnej formy dochodów, wykorzystując umiejętności gotowania, które wielu już przynosi ze sobą z kraju, z którego pochodzą. Ponadto bardzo ważny jest aspekt integracji z resztą społeczeństwa. Mezze ma zamiar realizować ten cel poprzez warsztaty gastronomiczne, muzyczne i taneczne. Restauracja będzie działać w Arroios Market, w Lizbonie. Jak dotąd stowarzyszeniu udało się zorganizować lokal oraz przeszkolić przyszłych pracowników z podstaw branży restauracyjnej i wesprzeć w nauce języka portugalskiego. Ale nadal brakuje sprzętu. To w ramach pieniędzy zbieranych z funraisingu zostaną zakupione kuchenki, naczynia i meble.


Słowenia

1. Romani Kafenava, Maribor

FOTO Z FANPAGE

Romani Kafenava, działa na zasadach przedsiębiorstwa społecznego i jest pierwszą romską restauracją w Unii Europejskiej. Powstała nie tylko z fascynacji odmienną kulturą ale i jako środek zaradczy na bardzo wysoki problem bezrobocia wśród Cyganów. Restauracja daje nie tylko miejsce pracy ale i (podobnie jak w restauracjach prowadzonych przez uchodźców) możliwość integracji ze Słoweńcami. W Romani Kafbeva można dobrze zjeść i wziąć udział w rozmaitych wydarzeniach związanych z cygańską kulturą (organizowane są przede wszystkim koncerty). Na chętnych czekają również wróżby. 
Wróćmy jednak do kwestii podstawowej w przypadku restauracji czyli jedzenia. Czy istnieje oryginalna kuchnia Romów? To bardzo ciężkie pytanie. Mimo, że sama od dobrych czterech lat pracuję nad Książką Kucharską Romów, nie bardzo wiem jak na nie odpowiedzieć. Cyganie to bardzo niejednorodna społeczność. Poszczególne grupy nawet na terenie jednego kraju różnią się religią, dialektem i zwyczajami. Mieszkają w najróżniejszych miejscach (od rosyjskiej Karelii po pustynie Jordanii), więc i produkty są różne. Mówiąc o romskich potrawach zawsze mówimy więc o kuchni danej zbiorowości. Mając kontakt z najróżniejszymi grupami zauważyłam jednak, że częste jest upodobanie do tłustych mięs, używania dziko rosnących roślin oraz rosołów gotowanych z owocami. Nie byłam w słoweńskiej restauracji i bardzo jestem ciekawa co serwują. Na zdjęciach wszystko wygląda pysznie a goście w recenzjach bardzo sobie chwalą. 
Podobna restauracja funkcjonuje podobno w Czechach ale nie udało mi się nic znaleźć na jej temat. Również w Polsce a dokładniej w Tarnowie działało Kemoro, w którym spróbować można było cygańskich potraw (głównie różnych wariacji dań przywiezionych z Węgier) a wystrój nawiązywał do romskiej historii: pierwsza z sal kojarzyła się z kulturą Indii, skąd przed wiekami Cyganie przybyli do Europy. Druga miała przypominać o taborach, w których żyli i mieszkali aż do połowy ubiegłego wieku. Drink-bar wyglądał jak wnętrze wozu. W sezonie letnim funkcjonował jeszcze ogródek kawiarniany przypominający obozowisko. Niestety lokalowi nie udało się utrzymać. Otworzenie restauracji z daniami charakterystycznymi dla swojej społeczności planowała również w Radomiu romska aktywistka Karolina Kwiatkowska jednak póki co do tego nie doszło. W Ciechocinku działa za to restauracja Pałacyk, którą otworzył znany romski piosenkarz Don Vasyl. Nie byłam tam i mają kiepską stronę internetową ale podobno miejsce promuje kulturę narodu właściciela nie tylko poprzez serwowane dania: ściany zdobi kolekcja portretów romskich artystów i ich rodzin, można skorzystać z usług wróżki, zapowiadane są wystawy rękodzieła romskich twórców i spotkania z romskimi poetami.

Wielka Brytania

1. Weavers Kids Cafe, Londyn



Aktywiści z Bethnal Green, emigranckiej dzielnicy londyńskiego East Endu (41 proc. mieszkańców to imigranci z Bangladeszu) wpadli na pomysł jak przeciwdziałać dwóm problemom, z którymi mierzą się dzieci w ich dzielnicy: ubóstwem oraz otyłością. Panaceum ma być stworzenie społecznościowej pizzerii oraz miejsca, gdzie dzieci będą się uczyć zdrowego gotowania. Zaczęło się ponad 40 lat temu od utworzenia Weavers Adventure Playground, organizacji, na skraju parku Weavers Field, prowadzi rodzaj społecznego placu zabaw. Wszystko co się na nim odbywa dotyczy alternatywnych metod uczenia się i angażowania miejscowych rodzin we wspólne działania. Teraz w ma tam również powstać szkoła gotowania dla dzieci i ich rodziców. Będą się w niej uczyć jak robić to nie tylko z wykorzystaniem zdrowych i niezbyt drogich produktów, ale także jak najbardziej efektywnie używać żywności produkując jak najmniej odpadków. Co sobotę Cafe przejdzie w ich władanie – będą układać własne menu, budżetować je i liczyć na zwrot przy zachowaniu przystępnych cen. Po sąsiedzku i na świeżym powietrzu aktywiści chcą postawić piec do wypieku pizzy i stworzyć społecznościową pizzerię. Obsługiwać ją mają rodzice dzieci działających w Weavers Kids Cafe oraz inni chętni mieszkańcy dzielnicy. Także tu będzie obowiązywać zasada, że jedzenie ma być zdrowe oraz przystępne cenowo. Wszelkie nadwyżki finansowe Weavers Adventure Playground chce lokować w kolejne projekty. 

2. Mazi Mas, Londyn


FOTO Z FANPAGE

Mazi Mas to restauracja, w której pracują uchodźcy i migranci. Wśród personelu można spotkać dawnych szefów kuchni (i całkowitych kulinarnych laików) z Iranu, Etiopii, Turcji, Senegalu, Peru, Nikaragui, Turcji, Brazylii czy Nepalu. Są to głównie kobiety, które z powodu pochodzenia (i np. problemów z językiem) nie mogły znaleźć pracy lub nie miały do niej prawa. Wiele z nich potrzebowało wsparcia, aby samodzielnie stanąć nogi w nowym miejscu. Dzięki Mazi Mas mogą wykorzystać swoje umiejętności kulinarne, zdobyć doświadczenie zawodowe, poznać nowych ludzi i zrobić coś dla społeczności. Restauracja uwalnia kobiety od samotności i daje przestrzeń do dzielenia się swoimi doświadczeniami. Pomysłodawczynią jest pochodząca z Grecji Nikandre Kopcke a inspiracją była historia jej matki Marii. Marzeniem życia Marii było prowadzenie własnej piekarni. Po zamachu stanu wojskowego w Grecji w 1967 roku emigrowała z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Trudny start w tym kraju stanął na drodze je zawodowym planom. 

Dla Kopcke ważnym aspektem restauracji jest nie tylko wsparcie jakie otrzymują migrantki ale i aspekt integracji ze społeczeństwem, fakt, że goście wynoszą coś więcej niż pełny brzuch: "Jeśli jesz kolację z kimś trudniej Ci się go bać" - mówi.

Obecnie filie Mazi Mas funkcjonują również w Niemczech i Australii

3. Fifteen, Londyn


FOTO Z FANPAGE

Fifteen została założona przez znanego kucharza, Jamie’go Oliver’a w 2002 roku. Działa jako firma społeczna i powstała, by zapewnić młodym mieszkańcom Londynu znajdującym się w trudnej sytuacji możliwość podjęcia pracy oraz zdobycia doświadczenia. Równocześnie jest jedną z najpopularniejszych restauracji w mieście. Konkurencja o miejsca stażowe w restauracji jest dość zacięta. Na początek uczestnicy trafiają na 10-tygodniowy kurs kulinarny. Potem odbywają 6-tygodniowe praktyki w znanych restauracjach, takich jak np.: The Ivy, Le Gavroche, czy Chez Bruce, które zgodziły się na współpracę z Fifteen by wreszcie wrócić do Fifteen na kolejne 9-miesięczne szkolenie. Mogą wówczas skorzystać z wyjazdów szkoleniowych np. do Włoch, gdzie uczą się np. o mięsie organicznym oraz oliwie z oliwek. Ponadto, ci, którzy ukończą kurs z wyróżnieniem otrzymują stypendia do innych krajów Europy lub Stanów Zjednoczonych. Fifteen wspiera również grantami i poradami biznesowymi swoich absolwentów w rozwoju ich biznesowych pomysłów. W celu integracji zespołu absolwenci praktyk z poprzednich lat zostają mentorami dla nowych pracowników. Każde szkolenie kosztuje od £15,000 do £20,000, a koszt ten jest pokrywany przez dotacje i zyski z restauracji. Obecnie trwają prace nad otworzeniem filii Fifteen w Amsterdamie a plan jest taki by otwierać podobne miejsca w wielu innych krajach, by pomóc tak wielu młodym ludziom, jak to możliwe. 

4. Clink, Surrey, Cardiff, Cheshire, Brixton


FOTO Z FANPAGE

Stołowanie się w więzieniu brzmi jak dziwny pomysł. Jednak każdy, kto skosztuje potraw z Clink w murach więzienia High Down w Surrey, może powiedzieć, że jedzenie jest tak dobre, jak w wielu innych, eleganckich restauracji. Odwiedzając to miejsce nie tylko sycimy brzuchy ale i wspieramy resocjalizację osadzonych tu więźniów. Celem projektu jest rozwój nowych umiejętności wśród pracowników i umacnianie w nich nowych postaw, tak by po wyjściu na wolność nie powrócili na drogę przestępczą. Cały personel przechodzi profesjonalne kursy z gotowania i obróbki żywności a po opuszczeniu murów ma zapewniony staż w branży hotelarskiej. Oprócz przygotowywania potraw więźniowie zajmują się obsługą gości.

Każdego kto spodziewa się, że zostanie mu podana bura breja w stołówce dla personelu. czeka miła niespodzianka.Po krótkim spacerze przez labirynt korytarzy goście docierają do stylowego, nowoczesnego wnętrza. Na kartę składają się dania kuchni śródziemnomorskiej i tradycyjnej angielskiej.

Z badań wynika, że projekt odnosi sukces. Tylko 10% więźniów biorących udział w projekcie wraca na drogę przestępczą (wśród osób nie objętych programem jest to 47%).

A TU MAŁY PRZEGLĄD PO POLSKICH ZAANGAŻOWANYCH KAWIARNIACH

wtorek, 16 maja 2017

Przez żołądek do zmiany społecznej. Polska

Jest trochę miejsc w Polsce i na świecie, w których można nie tylko dobrze zjeść ale i wesprzeć ważną inicjatywę społeczną. Wizyta w niektórych z tych kawiarni czy restauracji to uchylenie drzwi do innego świata a stół staje się płaszczyzną do integracji z innym; nieneurotypowum, uchodźcą, wykluczonym czy po prostu z sąsiadem. Tworzą przestrzeń do dialogu, mówienia o ważnych sprawach albo dają zatrudnienie tym, którym jest trudniej.

Marzy nam się by jak już Idka będzie na świecie zrobić objazdówę po takich kuchniach na świecie (może na początek po Europie). Kilka tych, które są w Polsce już odwiedziliśmy. 


Jeżeli i Was interesują miejsca, które łączą gastronomię ze społecznym zaangażowaniem to zapraszam do lektury :)


Boguchwała

1. Kawiarnia Klimatyczna


fotę wzięłam STĄD

Pracownicy Domu Kultury w Boguchwale utworzyli razem młodzieżą, miejscowymi matkami i seniorkami Społeczną Kawiarnię, która  ma służyć integracji mieszkańców okolicy. Aby miejsce faktycznie służyło wszystkim i było punktem wymiany najróżniejszych idei, ważnym aspektem jest brak cennika. "Klimatyczna" nie jest nastawiona na zysk, a jej działalność jest oparta jedynie na wolnych datkach. Po każdym przeliczeniu "słoja" środki idą na jakiś wspólny cel związany z rozwojem kawiarni. 



fota STĄD

Pracownikami są wolontariusze - osoby od 15. do 70. roku życia, z  różnych grupy społecznych. Jak sami mówią "są grupą, która wiele tutaj inicjuje, jeszcze więcej się uczy, korzysta z zawodowych i szkolnych doświadczeń oraz wiedzy".  Zakup podstawowego wyposażenia i asortymentu udało się sfinansować dzięki zbiórce na Polak Potrafi.  W kawiarni organizowane wystawy miejscowych artystów, warsztaty tematyczne i koncerty.




Bydgoszcz

1. Cafe Rynek Fordon  ul.Rynek 6


Ogród społeczny przy Kawiarni (a fota z fanpage)

Cafe Rynek zostało powołana do życia z inicjatywy Fundacji dla Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Funkcjonuje w oparciu o norweski model aktywizacji lokalnej społeczności. Jest to miejsce, w którym okoliczni mieszkańcy mogą się spotkać i robić właściwie wszystko, proponować wszelkie, własne inicjatywy. Lokal wyremontowano dzięki pomocy osadzonych w Zakładzie Karnym, z którym fundacja współpracuje także przy innych projektach.

Działalność opiera się przede wszystkim na pomysłach mieszkańców. Seniorzy chętnie biorą udział w kółku brydżowym, są też zajęcia z gier planszowych, wspólne śpiewanie kolęd, rozmaite prelekcje, koncerty (m.in DagaDana), pokazy filmów i najróżniejsze warsztaty (od recyklingowych po witraż).





Działa też Fordoński Klub Dyskusyjny, który jest gotowy by przyjąć każdego, kto chciałby przeprowadzić debatę. Twórcy kawiarni starają się również zrewitalizować miejscową synagogę. Marzą o tym aby stworzyć centrum multikulturowe, związane nie tylko z kulturą żydowską. Przed Wielkanocą w kawiarni można było np. zobaczyć jak wygląda Pascha w czterech kulturach tradycjach. Zaproszono rabina, prawosławnego batiuszkę, katolickiego księdza i pastora ewangelickiego. Podobno mają przepyszną kawę :)

Białystok


1. Kawiarnia "W starym kinie" ul. Rocha 23


fota stąd

Kawiarnia mieści się w budynku, w którym kiedyś funkcjonowało kino, stąd rozmaite odwołania w wystroju. Zasiąść można np. na na fotelach kinowych, które pochodzą kina Pokój i zostały odnowione.
Na pomysł by w stworzyć tu miejsce, w którym można napić się dobrej kawy czy gorącej czekolady z pianką wpadło Stowarzyszenie "Ku Dobrej Nadziei". W Białymstoku znane jest ono głównie z działalności w przedwojennej kamienicy przy ul. Żelaznej, gdzie udzielana jest pomoc bezdomnym. Tak jak tam i przy ul. Rocha wszystko odremontowano własnymi siłami, dzięki pracy wolontariuszy. Głównym celem kawiarni nie jest zysk finansowy, a pomoc w powrocie do pracy osobom długotrwale bezrobotnym. Tutaj mogą się przyuczyć do zawodu.


W kawiarni funkcjonuje też Galeria Ekonomii Społecznej, w której można kupić wyroby podopiecznych różnych białostockich organizacji zajmujących się pracą z wykluczonymi. 

2. Spółdzielnia Bar&Cafe u. M. Skłodowskiej 8/1

fota z fanpage

Miejsce jest prowadzone przez Fundację Aktywności Regionalnych z Białegostoku. Odbywają się tu koncerty, pokazy filmów, strefa wolnej książki, wystawy, spotkania (np. z rabinem) i debaty poświęcone społeczeństwu obywatelskiemu. Kawiarnia pomaga też bezrobotnym wejść na rynek pracy - osoby z różnych powodów wykluczone społecznie mogą nauczyć się tutaj zawodu kelnera czy barmana.

Częstochowa 

1. Alternatywa 21 ul. Mielczarskiego 20


fota z fanpage

Klubokawiarnia powstała przy spółdzelni socjalnej „Jasne, że alternatywa 21”, w której znajdują zatrudnienie osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Początkowo lokal wymagał gruntownego remontu. Pomagali członkowie i przyjaciele fundacji oraz sponsorzy. Przyszli pracownicy spółdzielni własnymi siłami wyburzyli ścianki działowe w lokalu oraz uprzątnęli całe pomieszczenie.

Teraz jest tutaj ładnie i przytulnie. Jedzenie serwowane jest przy drewnianych stołach. Dzieci mają dla siebie kolorowy kącik. Pod ścianą ustawiono scenę, na której organizowane są spektakle, koncerty, wieczory poezji czy spektakle (przy fundacji działa Teatr Oczami Brata).Można zjeść pyszne ciasta, kanapki czy sałatki i napić się świeżo wyciskanych soków. Ponadto można kupić rzeczy przygotowane przez lokalnych artystów oraz w Centrum Integracji Społecznej lub Warsztaty Terapii Zajęciowej.
- To jedyna taka kawiarnia na mapie województwa śląskiego i co mogę śmiało powiedzieć także na mapie południowej Polski. Jest niezwykła, bo będą w niej pracowały osoby z niepełnosprawnościami. Jako fundacja wchodzimy z założenia, że rehabilitacja społeczna naszych podopiecznych jest tak samo ważna jak rehabilitacja zawodowa. Gdy osoby z niepełnosprawnością będą prowadziły działalność gospodarczą, to dopiero wtedy możemy mówić o ich pełnym usamodzielnieniu, o tolerancji i szacunku do drugiego człowieka. Wychodzimy z założenia, że każda osoba z niepełnosprawnością, jeżeli tylko pozwala jej na to stan zdrowia i stopień niepełnosprawności, powinna pracować. - mówił podczas otwarcia lokalu Paweł Bilski, szef Fundacji Oczami Brata.

Gdynia


1. Kocia Kawiarnia Biały Kot ul.Władysława IV 7-15, lok. 4


fota z  fanpage


Biały kot to miejsce, w którym można napić się kawy i zjeść ciasto ale i adoptować kota. Lub dowiedzieć się nieco o kocich zwyczajach. Albo poprostu posłuchać miłego, antydepresyjnego mruczenia.Wszystkie koty, które umilają czas gościom (lub nie umilają - wiadomo, że niektóre wolą własne ścieżki), są ze schroniska dla zwierząt "Ciapkowo". Jako, że kawiarnia jest również domem tymczasowym istnieje możliwość, aby wrócić do domu z nowym przyjacielem.

Tego typu miejsca są japońskim wynalazkiem i w kraju Kwitnącej Wiśni funkcjonują już od wielu lat. Wszystko zaczęło się jednak na Tajwanie, od lokalu otwartego w 1998 roku w Taipei. Wieść o nim rozprzestrzeniła się, dając mu wielką popularność wśród miejscowych i turystów, a jej sukces zaowocował otwarciem pierwszej japońskiej kociej kawiarni  w Osace. Później poszło już lawinowo – Tokio może się poszczycić ponad setką kocich miejsc, a ich liczba stale rośnie. Powoli stają się modne na całym świecie. W tych, które są w Polsce można zjeść coś pysznego ale Japonii bywają i takie, których jedyną funkcją jest możliwość obcowania z kotami. Wielu klientów na to chętnie przystaje. Wiecznie zabieganym i zestresowanym Japończykom  głaskanie miękkiego futra i słuchanie kociego mruczenia daje możliwość relaksu. 



Kraków

1. Cafe Fińska 


fota STĄD



Cafe powstało w ramach Konkursu Fresh Zone w ramach Grolsch ArtBoom Festival. Na dwa tygodnie festiwalu, artysta Michał Łukasz Mioduszewski zaadaptował przestrzeń pomieszczenia przy ul. Józefińskiej. Chciał stworzyć miejsce spotkań dla bliższych i dalszych sąsiadów, Główna idea była taka by lokal był wolny od barier finansowych. Dlatego środkiem płatniczym nie są tu pieniądze, lecz to co dany gość ma ochotę przekazać w zamian. Może to być np. ciekawa historia, pomoc za barem, rysunek, uścisk ręki. Dzięki zaangażowaniu ludzi, którzy zobaczyli sens istnienia takiej przestrzeni Fińska przedłużyła swój byt również poza festiwalem. Przychodzili sąsiedzi, przypadkowi przechodnie, artyści, turyści. Wytworzyło się poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności. Obecnie cafe nie posiada własnej siedziby, a swoje działania realizuje w innych, zaprzyjaźnionych miejscach. O tym jak i gdzie aktualnie funkcjonuje latająca kawiarnia można się dowiedzieć śledząc ich facebookowy profil. Każdy może też wpływać na ów program i zorganizować  co tylko chce. Jedynym warunkiem jest, że nikogo to nie krzywdzi. Wiele inicjatyw funkcjonuje tu na zasadzie wymiany. Można  przynieść coś co chce się podarować i zostawić w nadziei, że inni wykorzystają to z pożytkiem. Przede wszystkim spotkania pod szyldem "Fińska" służą jednak wymianie idei.

fota 
.
Twórcy o idei tego miejsca piszą tak: "Spotkaliśmy się dzięki festiwalowemu projektowi "Rewolucje powstają w kawiarniach", nikt nie wiedział jaka miała by to być rewolucja. Pomysłodawca przewidywał rzeźbę. Powstało jednak inne arcydzieło, zebrali się ludzie i nie chcą się rozejść. Lubimy siedzieć przy wspólnym stole, omawiać wszelki absurd tego świata i własnych spostrzeżeń. Naturalnym splotem wydarzeń dogadujemy się międzypokoleniowo wymieniając się twórczą iskrą i dbając o to by nie zgasła. Ruszyła maszyna, organizujemy się w kolejnych wydarzeniach, wkręca się coraz więcej sąsiadów, im bardziej różnorodne turbiny tym lepiej trybimy."

2. Kocia Kawiarnia Kociarnia



Pierwsza kocia kawiarnia w Polsce. Podobnie jak w innych tego typu miejscach mogą napić się kawy i spędzić czas w towarzystwie kotów-rezydentów. Przy kawiarni działa również Fundacja Kocia Akademia, która przygarnia  porzucone i niechciane koty. Następnie zwierzaki są leczone i w Kociarni szuka się dla nich domów adopcyjnych. Właściciele wspierają również akcje adopcyjne kotów z domów tymczasowych oraz organizują zbiórki karmy dla schroniska. Kawiarnia jest też miejscem aktywnie wspierającym szerzenie wiedzy o kotach. Odbywają się tu warsztaty dla dzieci i bezpłatne spotkania z behawiorystą. A ponadto wszystko co możliwe z kotem w tle; kawa z kocim wzorem z mleka, spotkania z autorami piszącymi o kotach (rzecz jasna), slajdowiska podróżnicze miłośników kotów, wystawy obrazów o kociej tematyce.

Lublin


1. Nasza Cafe ul. Dolna Panny Marii 3




Nasza Cefe to kawiarenka społeczna, która mieści się w Wojewódzkim Ośrodku Kultury. Jest miejscem integracji i spotkań otwartym na mieszkańców Lublina, oraz wszelkie organizacje pozarządowe. W ofercie jest darmowa kawa i domowe ciasto a przede wszystkim miła atmosfera budująca nowe, międzypokoleniowe relacje. Odbywają się tu wieczory poezji, rozmaite warsztaty, opowieści o historii Lublina i spotkania podróżnicze (np. lokalni Gruzini zorganizowali cykl "Lubelskie spotkania z Gruzją").



Łódź

1. Filharmonia Smaku

fota STĄD

Ta elegancka restauracja została założona przez łódzkie Towarzystwo Przyjaciół Niepełnosprawnych, we współpracy z Fundacją "Del Cielo".  Pracę znalazło tu 14 osób osób niepełnosprawnych. Lokal sąsiaduje też ze Środowiskowym Domem Samopomocy i podopieczni placówki mieli swój wkład w wygląd Filharmonii. Wspólnie ze stolarzami odrestaurowali zabytkowe meble, a na ścianach zawisły obrazy ich autorstwa. Poza tym nie wiem w jakim stopniu niepełnosprawni są pracownicy ani czym dokładnie się zajmują, bo we wszelkich opisach restauracja bardziej skupia się na swojej ofercie gastronomicznej. I bardzo dobrze! 


fota z fanpage

To chyba najbardziej wykwintne ze wszystkich prezentowanych tu miejsc (choć ceny mają bardzo dostępne - 18 zł za lunch). Szefem kuchni jest Kamil Skrok gwiazda łódzkiej gastronomii. Zajmował wysokie miejsca w prestiżowych konkursach kulinarnych, brał udział m. in. w L’art de la Cuisine Martell. Drugi kucharz to Jacek Stachurski, który zakończył praktykę we Francji, by pracować w Filharmonii. Menu jest przygotowane na bazie sezonowych produktów a lunch dostępny w dwóch wersjach – mięsnej oraz wegetariańskiej. Jedną z najczęściej zamawianych rzeczy jest przystawka – śledź bałtycki skomponowany z szalotką, zielonym ogórkiem, rzodkiewkami, kalarepą oraz pianą jabłkową i olejem lnianym. Mmm...

Piła

1. Perfekcja ul. Kadetów 4



Siedmiu podopiecznych pilskiego Monaru wraz ze spółdzielnią socjalną Perfekcja otworzyło kawiarnię. Zyski działalności przeznaczane są najpierw na uregulowanie rachunków po czym dzielone między pracownikami. Założenie jest takie, że każdy z nich usamodzielni się finansowo i wyjdzie na prostą, a w Perfekcji znajdą pracę inni potrzebujący. Obecni pracownicy pokonali już długą drogę i wykonali dużo pracy - musieli przejść kursy gotowania i pieczenia.
Restauracja oferuje obiady (również na zamówienie), sałatki, placki i ciasta. Na miejscu można też zjeść śniadania i świeżo wypiekany chleb ze smalcem i kiszonym ogórkiem. Właściciele dążą do tego aby ich oferta była dostępna dla wszystkich, i by już 10 złotych wystarczyło na dwudaniowy obiad.
W ramach spółdzielni pracownicy zapewniają również bezpłatne posiłki ubogim mieszkańcom Piły. Zimą gmina podpisała z nimi kolejną umowę na dofinansowanie prowadzenia kuchni dla potrzebujących. Takie darmowe posiłki wydawane są cały rok.

Poznań


1. Dobra Kawiarnia Nowowiejskiego 15


fota 

Dobra Kawiarnia to miejsce tworzone razem z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Pomysłodawcy projektu są zdania, że są one specjalistami od spraw dobrych i prostych. Dlatego w tworzonej wspólnie kawiarni chcą nakarmić gości nie tylko wypiekanym na miejscu chlebem czy domowymi pierogami ale i dobrą energią oraz marzeniami. Sama jeszcze nie zawitałam do Dobrej ale po moich doświadczeniach w podobnym miejscu w Stambule  wiem, że z takich lokali wychodzi się pokrzepionym i z dużym uśmiechem.


Pomysłodawcy o swoim lokalu piszą tak:  "Jako Dobra Spółdzielnia Socjalna i Dobra Kawiarnia chcemy być otwartą przestrzenią nieograniczonych możliwości, zarówno dla naszych pracowników, jak i gości. Współdziałamy, by każdy z nas mógł poznać własne możliwości, dobrze je wykorzystać tu i teraz – stać się niezależnym, wytrwałym i wartościowym człowiekiem, by szczęśliwie i z nadzieją polecieć dalej, daleko między inne miejsca, innych ludzi. Przestańmy się integrować, zacznijmy razem żyć."

Cudowne jest to ostatnie zdanie! 
Ale Dobra kawiarnia to nie tylko fajna idea. Sądząc po recenzjach jest tu na prawdę pysznie. Sami wypalają kawę, sami wypiekają chleb.


fota z fanpage



Codziennie można zjeść obiady, śniadania czy ciasta a od wtorku do piątku można tu nabyć również: żytni razowy, żytnio-pszenny na zakwasie, pszenno-żytni na zakwasie i drożdżach, bezglutenowy z gryki. Za bochenek zapłacimy 6-8 zł. Pieczenie chleba w Dobrej przyjęło się tak dobrze, że spółdzielnia szuka właśnie miejsca, w którym mogłaby otworzyć Dobrą Piekarnię. Bo Dobra Kawiarnia to dopiero początek. W planach są kolejne przedsięwzięcia : Dobra Mydlarnia, Dobra Rupieciarnia, Dobra Kwiaciarnia.

2. Wspólny Stół Śródka 6



fota z fanpage

Punktem centralnym restauracji jest wielki, wspólny stół, służący jednoczeniu się klientów wokół idei slow food oraz ekologii. Osoby, które tworzą restaurację korzystały z programów reintegracji społeczno-zawodowej prowadzonych przez Fundację Barka, a potem przy pomocy Barki założyły spółdzielnię socjalną. Efektem końcowym było uruchomienie restauracji, o której własnie tu mowa. Zespół wspiera profesjonalny szef kuchni oraz poznańscy studenci. Dzięki temu miejsce nie tylko daje pracę osobom z różnych powodów wykluczonym (długotrwale bezrobotnym, wychodzącym z nałogów czy doświadczonym przemocą w rodzinie) ale i serwuje kuchnię na bardzo wysokim poziomie. Dania opierają się głównie na produktach z Gospodarstwa Ekologicznego w Chudobczycach, które również jest przedsiębiorstwem społecznym. Pomysłów w układaniu menu im nie brakuje. Oto pierwszy, lepszy jadłospis: Kurczak kukurydziany faszerowany bobem i boczkiem z marchewkową kaszą bulgur, sosem z serc sałaty masłowej i piklowanymi rzodkiewkami / Sandacz na musie marchewkowo-pomarańczowym z pieczonymi ziemniakami, puree z groszku selerem, marchewką i cebula/ Śliwkowa kasza pęczak z pieczonymi batatami, burakami i marchewkami z serem korycińskim.

3. Kawiarnia - Cukiernia Kropka os. Armii Krajowej 101


fota z fanpage

Kropka to kolejne dzieło - dziecko Fundacji Barka. Znajdują tu zatrudnienie tu osoby, które napotykają bariery na tradycyjnym rynku pracy.Serwują tu nie tylko obłędne słodkości czy sałatki (sami zobaczcie zdjęcia na ich stronie) ale i aktywizują mieszkańców Rataj. Jest  kącik dla maluchów, miejsce na partyjkę szachów z sąsiadem. Ach i mają sporo bezglutenowych pozycji a w planach również i bez cukru. 
4. AKK ZEMSTA ul. Fredry 5/3a
fota z fanpage
W jednym miejscu stworzono ciekawy miks kawiarni, księgarni, galerii i kuchni. Za wszystkim stoją ludzie z anarchistycznym zacięciem stąd i konkretny klimat tego miejsca. Można tu usiąść nad baaardzo rozmaitą książką (od "Języka miast" Deyany Sudjica po „Świńską książeczkę” Oli Cieślak) wziąć udział w debacie, obejrzeć film (i znowu wybór od kreskówek po ostro zaangażowane dokumenty) sąsiedzkim śledziku, koncercie czy warsztatach. A wszystko nad zapatystowskiej kawy lub przy energetycznej yerba mate. Głodni też nie wyjdziemy. Mój ulubiony fragment z ich fanpage "W zemstowych garach warzą się groźne wegańskie potrawy dla świadomych trawożerców. W poprzek systemowi ZEMSTA łączy fantastyczne smaki z etycznymi praktykami i sprawiedliwymi cenami. Zgodnie ze sztuką gotowania nie podkręcamy ognia – mcdonaldyzacji mówimy zdecydowane nie!" Więcej o karcie dań znajdziecie TU.
ZEMSTA funkcjonuje jako spółdzielnia socjalna – bez szefów, Jak sami piszą "Inicjatywa rozwija się w kontrze do neoliberalnych projektów zorientowanych na eksploatację pracowników i zysk pracodawców. Tym, co chodzi nam po głowach, jest oddolne organizowanie się, kwestionowanie porządku ekonomicznego, stworzenie przestrzeni do twórczej dyskusji. Paliwo napędzające przedsięwzięcie pochodzi z obszarów myśli anarchistycznej, a o społeczno-polityczny ferment dbają różnorodne grupy ceniące sobie wolność jednostki, równość i brak przymusu." 
Już się nie mogę doczekać wyprawy do Poznania!
Szczecin

1. Kooperatywa Łaźnia ul. Koński Kierat 14/15, I piętro


fota z fanpage

Kiedyś funkcjonowała tu łaźnia rzymska i parowa teraz jest tu kawiarnia, w której za kawę i herbatę odwdzięczymy się uśmiechem lub podarunkiem. Można też zapłacić tyle, ile uważamy za stosowane i dać z siebie tyle, ile poczujemy, że warto dać. A sama Łaźnia daje sporo. Działa tu prototypownia, w której można samodzielnie wykonać meble i społeczny warsztat rowerowy. Jest miejsce na spotkania dla młodzieży, warsztaty dla seniorów, galeria dla artystów i projektantów. Kooperatywę tworzy pięć szczecińskich organizacji: Fundacja Artmosphere, Stowarzyszenie Media Dizajn, Fundacja Pod Aniołem, Rowerowy Szczecin oraz 4C – Centrum Ekonomii Społecznej. Remont i przystosowanie pomieszczeń do działalności kooperatywy zostały sfinansowane ze środków wspomnianych organizacji. Do pomocy zaangażowało się mnóstwo przypadkowych osób. Wiele z nich zostało i dalej tworzą to miejsce organizując warsztaty, pomagając przy sprzątaniu czy piekąc ciasta.


2. Aramia ul. Eugeniusza Romera 12 


Lokal prowadzą Syryjczycy, którzy uciekli z ojczyzny przed wojną. Do Polski przywieźli wspomnienie orientalnej kuchni i gastronomiczne umiejętności. Postanowili się nimi podzielić. Sztandarową potrawą lokalu jest Kibbe w Jogurcie z Jagnięciną. Jest to typowo syryjskie danie, podawane na dwóch talerzach - na jednym dostajemy odpowiednio doprawioną kulkę ryżu połączonego z makaronem, na drugim jagnięcinę w sosie jogurtowym.

Warszawa

1. Życie Jest Fajne ul. Grójecka 68



fota z fanpage

O tym miejscu pisałam już nie raz. I nie dziwota bo na prawdę je uwielbiam. Za obsługę odpowiedzialne są osoby, które mierzą się z autystycznym spektrum, w kuchni rządzi uchodźczyni Ujgurka a wśród stałych bywalców można spotkać zarówno kilkulatków (najmłodsza wolontariuszka ma 9 lat!), studentów którzy wpadli na koncert Malejonka (bo i takie sławy tu występują) jak i staruszków, zebranych by wspólnie pośpiewać powstańcze piosenki. Odbywają się tu też rozmaite warsztaty (np. języka migowego), wystawy np. autystycznych artystów, pokazy slajdów i tak oryginalne wydarzenia jak np. wspólne słuchanie płyt winylowych. Wszystkich przyciąga bardzo demokratyczna atmosfera tego miejsca i poczucie bycia akceptowanym - po prostu za to, że się jest. Ponadto kawiarnia wspiera spółdzielnie socjalne, działa tu też doradztwo zawodowe dla organizacji pozarządowych.

2. Kawiarnia Pożyteczna ul.Nowy Świat 58



fota z fanpage

Sama się dziwię, że jeszcze tu nie dotarłam bo jednym z pracowników jest Paweł, którego poznałam i bardzo polubiłam podczas obozów hipoterapeutycznych. Poza tym to tak blisko, w samym centrum. Z rozmaitych relacji i recenzji słyszałam, że to miejsce przyjazne dla wszystkich. Taka specyfika pracy z niepełnosprawnymi intelektualnie lub nieneurotypowymi :) A w Pożytecznej zatrudnieni są właśnie ludzie z lekką lub umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną.
Można tu wstąpić na zdrowe i pyszne śniadanie a potem lunch albo po prostu przysiąść przy ciachu. Właściciele mają spore ambicje co do kawy i faktycznie szukają sprawdzonych i nietypowych źródeł. Ja akurat nie jestem wielką fanką kawy ale bardzo nęci mnie oferta kulturalna bo dzieje się tu dużo: pokazy impro, wernisaże, warsztaty tańca Balboa, występy kabaretów i rozmaite akcje sąsiedzkie. Jedyne co smuci to fakt, że nie ma windy (a są schody) ale pewnie właściciele nie mieli na to wpływu.

3. Stół Powszechny ul. Jana Zamoyskiego 20


fota z fanpage

Są najlepsi. I kurcze, wciąż za mało doceniani. A przecież: Serwują najlepsze wegetariańskie lunchy. Mają niesamowitą ofertę kulturalną -  te spektakle, te dyskusje... Co powiecie np. na szkołę samoobrony dla obcokrajowców? A może taniec z wachlarzami? Albo wspólne pisanie? A przede wszystkim FENOMENALNE warsztaty teatralne. Zatrudniają uchodźców i migrantów. Poza tym od wielu, wielu lat (jako Strefa Wolnosłowa) po cichu ale skutecznie walczą z uprzedzeniami i dyskryminacją tworząc teatr którego zespół to osoby w różnym wieku i różnych nacji. Latem działa tu społeczny Ogród Powszechny a przez cały rok (największe oblężenie przeżywa po świętach) lodówka, w której można zostawić (jak i wziąć) niepotrzebne jedzenie.

4. Kuchnia Konfliktu Plac Zabaw bulwar B. Grzymały-Siedleckiego, 00-351 Warszawa




Kuchnia Konfliktu to miejsce (a raczej instytucja bo i bez przypisanego miejsca prężnie działa), które serwuje potrawy z miejsc objętych wojną.  W zeszłym roku ich foodtrack nad Wisłą przyciągnął tłumy. Najpierw mnóstwo osób zmobilizowało się aby projekt w ogóle mógł się odbyć i wsparło akcję fundraisingową. Potem ruszyli by się w Kuchni Konfliktu stołować. Wręcz nie wypadało ich nie znać. Zrobili kawał dobrej roboty - tworząc płaszczyznę integracji społeczności cudzoziemców z mieszkańcami Warszawy. Bardzo pyszną integrację bo serwują na prawdę dobre i oryginalne rzeczy. Obecnie realizują cateringi, kolacje i warsztaty kulinarne. Czego u nich nie ma; lekcje kiszenia, opowieści o ziołach z różnych zakątków świata... A lada moment znowu zaczną sezon nad Wisłą. Tym razem ich oferta poszerzy się o działania kulturalne realizowane we współpracy z rozmaitymi organizacjami pozarządowymi i kolektywami (z nami też!).

5. Cafe Kryzys ul. Wilcza 30


fota z fanpage

Anarchistyczny Kolektyw Syrena otworzył wegański bar mleczny i kawiarnio-księgarnię. Od piątku do niedzieli można tu zjeść zdrowy, tani, wegański posiłek ze sprawiedliwych źródeł. Wieczorami odbywają się dyskusje i spotkania autorskie wokół  lewicowych i anarchistycznych książek.


Uwielbiam czytać opisy różnych miejsc, tak odmienna jest narracja w zależności od specyfiki lokalu. Cafe Kryzys opisuje się tak: " Serwujemy smaczne antidotum na bolączki kraju, gdzie niemal połowa pracowników nie dostaje pensji na czas. Gdy elity proponują tylko zaciskanie pasa, my wołamy - rozluźnij pas i zaciśnij pięść, a w niej - nóż i widelec! (...) Dążymy też do stworzenia zaplecza dla działalności naszego kolektywu. Jak bowiem głosił niegdyś warszawski anarchistyczny kolektyw Elba, "na głodnego rewolucji nie będzie".

6. Restauracja Different Warszawa



Tak po prawdzie to jeszcze nie ruszyli... Ale polecam uwadze bo zapowiada się bardzo ciekawie.  Zgodnie z ideą jedzenie w Different będzie serwowane w całkowitej ciemności przez niewidomych kelnerów. Spożywanie posiłku w takich warunkach ma szansę być zmysłową przygodą, podczas której wyostrzą się smak, dotyk i węch. Fakt, że kelnerami będą osoby niewidome, świetnie poruszający się w naturalnym dla siebie świecie bez światła, fajnie odwraca sytuację przystosowania i pełno/niepełnosprawności. Za menu odpowiada Ewa Maksymowicz, autorka książki kucharskiej "Kuchnia 4 zmysłów".
Bardzo jestem ciekawa takiej przygody, więc mocno trzymam za nich kciuki. Ponadto plany mają mocno prospołeczne. Zamierzają wspierać spółdzielnie socjalne przez korzystanie z ich wyrobów, współpracować z Kościołem Ulicznym oraz z zebranych funduszy finansować sprzęt osobom niepełnosprawnym.
Póki co na kolację w ciemności można się udać do restauracji poza Polską (lub zorganizować ją sobie samemu ale to raczej nie to samo). Podobne miejsca działają bowiem w Paryżu (tam też , w połowie XIX wieku, z inicjatywy stowarzyszenia ociemniałych po raz pierwszy zorganizowano taką kolację), Zurychu (w którym od 1999 roku działa najstarsza tego typu restauracja Blinde Kuh), Londynie, Moskwie, St. Petersburgu i Nowym Yorku. 



7. Brunet Cafe ul. Miodowa 23


fota z fanpage

Właściciel Bruneta to Salar Farsi - Irańczyk, który od 9 lat mieszka w Warszawie. Tu skończył studia, pisząc pracę, w której krytycznie odnosił się do ustroju politycznego swojego państwa co zamknęło mu drogę powrotną do ojczyzny, gdyż za treść rozprawy mógłby tam trafić do więzienia. Obecnie jest doktorantem politologii na Uniwersyteciei prowadzi opisywaną tu kawiarnię. Jej formuła zaskoczy tych, którym knajpki prowadzone przez migrantów z Bliskiego Wschodu kojarzą się wyłącznie z fastfoodowym kebabem. Brunet to miejsce z bardzo eklektyczną, wegetariańską kuchnią (codziennie inne zupy i drugie dania np. wegański ryż, domowa tarta). Serwowane są śniadania, lunche, desery i kawa, do której parzenia właściciele przywiązują dużą wagę. Odbył się tu Nou Ruz czyli perski Nowy Rok oraz impreza z pkazji Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Nie bez kozery obchody tego drugiego wydarzenia odbyły się właśnie tutaj - w ciągu zaledwie kilku miesięcy od otwarcia lokal przeszedł kilka rasistowskich ataków. Wyłamywano zamki, zamalowano witryny, niszczono okna. Pojawiały się wulgarne napisy i groźby. Powodem było najpewniej pochodzenie właściciela. Na szczęście Farsi otrzymał również wiele dowodów solidarności. Mnóstwo ludzi wysyłało mu wiadomości w których przepraszali go za to co zaszło. Zaczęli też częściej przychodzić do kawiarni (sama dowiedziałam się o Brunecie właśnie z jakiegoś apelu na facebooku). Lokal odwiedził również przyszedł metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz i Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Warszawy opisała spotkanie na tweeterze gdzie skrytykowała ataki. Do siebie Farsiego zaprosił na spotkanie Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar.

8. Czerwony Rower ul. Targowa 82



fota z fanpage

Knajpka Czerwony Rower to rozwinięcie działalności stołówki Stowarzyszenia Otwarte Drzwi. Misją miejsca jest resocjalizacja i reedukacja poprzez pracę. A także stworzenie miejsca z tanimi i pysznymi posiłkami. Większość pracowników stanowią podopieczni Stowarzyszenia – osoby wychodzące z bezdomności, niepełnosprawne intelektualnie czy po prostu w trudnej sytuacji życiowej. W remoncie i tworzeniu kuchni brali udział wolontariusze i skierowani przez sąd do wykonywania prac społecznych. Dochód z Kuchni przeznaczany jest na zatrudnianie kolejnych osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.


9. Lokal Vegan Bistro ul.Krucza 23/31



fota z fanpage


Bistro chyba nie jest specjalnie zaangażowane społecznie ale o nim wspomnę bo tworzy je sympatyczna spółdzielnia. No i oferuje stricte wegańską, obłędnie smaczną kuchnię. Wegańskich miejsc nigdy za wiele :) Pierwej słówko o spółdzielni głosem jej założycieli:
"Spółdzielnia Socjalna „Margines” to grupa młodych ludzi, których połączyła chęć animowania kultury, kreowania przestrzeni miejskiej w odpowiedzialny i przyjazny dla społeczeństwa sposób. Wspólnym mianownikiem członkiń i członków spółdzielni była chęć gotowania potraw wegańskich, troska o przyrodę, prawa człowieka i prawa zwierząt. Każdy z nas ma różnego rodzaju doświadczenia związane z działaniem w trzecim sektorze, które wspólnie chcielibyśmy realizować pod szyldem spółdzielni łącząc je z prowadzeniem zrównoważonej działalności gospodarczej."

a także (co jeszcze bardziej mnie kręci)

"Silnie oddziałuje na nas tradycja i praktyka kooperatywizmu przedwojennego. Jako spółdzielnia realizujemy nie tylko potrzebę godnej pracy i płacy, ale również inne, które mamy jako zwykli ludzie. W naszej grupie bardzo silna jest solidarność i samopomoc. I chyba te elementy wynikające z praktyki naszego działania są dla nas najważniejszymi wartościami idei spółdzielczości." 



Drugie słówko o samej miejscówie:

Warto tu wstąpić na daniach obiadowe, w których się specjalizują się. Można tu znaleźć tradycyjne polskie dania w w wersji roślinnej jak i autorskie potrawy. Miejsce jest psolubne :)

Wrocław


1. CRK Utopia.ul. Jagiellończyka 10c



fota z fanpage


Utopia to kawiarniane rozszerzenie działalności Centrum Reanimacji Kultury
 - alternatywnego domu kultury i miejca spotkań. W CRK działa m.in rowerowania, grupa capoeiry i punkt sitodruku. W Utopii odbywały się rozmaite wystawy, wieczorki poetyckie, pokazy filmów, małe koncerty, potańcówki, imprezy techno, targi prasy niezależnej, a nawet konkurs win.
Twórcy miejsca zachęcają tak:
"Przychodząc tu możesz być pewien, że żaden wielki ochroniarz nie będzie przy wejściu oceniał Twojego stroju i obuwia. To miejsce dla każdego. Utopię odwiedzają zarówno artyści, poeci, studenci, muzycy jak i młodzież z okolicznych podwórek, sąsiedzi i całe grono przyjaciół. Dla każdego znajdzie się miejsce, aby mógł przysiąść, pogawędzić, posłuchać muzyki, pograć w piłkarzyki, napić się soku;)
Cały dochód wygenerowany przez kawiarnię przeznaczany jest na działalność CRK, remonty, inicjatywę Food not Bombs oraz  realizację kolejnych projektów.

2. Stara Piekarnia Krzywoustego 310 A

fota z fanpage


Stara Piekarnia to miejsce, w którym pracują osoby po kryzysie psychicznym. Jest to dla nich forma terapii, która może powstrzymać nawroty choroby. "Naszą ideą jest stworzenie miejsca, które będzie platformą do współdziałania ludzi chorych i zdrowych, do wymiany pomysłów i doświadczeń, gdzie nie ma miejsca na uprzedzenia i społeczne wykluczenie." pisze na ich stronie Anna Kraucz-Miękus, dyrektor Fundacji.

W kawiarni można zjeść domowe ciasta i zupy. Działa tu też pracownia artystyczna w której organizowane są bardzo rozmaite warsztaty (głównie dla dzieci) np. ceramiczne czy z edukacji emocjonalnej. Można też zorganizować urodziny. Mnie urzekł klub brydżystów (a raczej brydżystek):







3. Homs ul.Powstańców Śląskich 118


fota z fanpage

Homs to sympatyczna knajpka założona przez rodzinę uchodźców z Syrii. Sympatyczna bo rodzina jawi się jako bardzo miła (i kurcze szacun, że po różnych trudnych przejściach udało się wystartować z własnym biznesem!) oraz dlatego, że w środku znajdziemy tablicę z takimi mądrościami :) :




Skąd uchodźcy z Syrii w Polsce? Ano przyjął ich pod swój dach przedsiębiorca z Oławy -Tomasz Wilgosz. Świetnie, że są takie osoby jak on i możliwości bo z ośrodka dla uchodźców zawodowy start byłby pewnie dużo trudniejszy a droga do własnego biznesu dłuższa. Przed przyjazdem do Polski właściciele restauracji mieszkali właśnie w Homs, dużym mieście przy granicy z Libanem. 

Pytani , dlaczego akurat restauracja, a nie inny biznes odpowiadają: "Są dwie przyczyny. Pierwsza to kwestia pieniędzy i języka, które są potrzebne przy innym rodzaju działalności. Druga - chcemy stworzyć takie miejsce, gdzie spotkają się dwie kultury i dwie kuchnie, polska i syryjska". W menu znajdziemy przede wszystkim gigantyczne pizze i dania charakterystyczne dla Bliskiego Wschodu np. gyros czy falafel.

Cały sprzęt i wyposażenie lokalu kupili od poprzedniego właściciela Raszida - jednego z synów polsko-syryjskiego małżeństwa, którego poznali zaraz po przyjeździe do Polski. To on wyjaśnił im know how pracy w gastronomi. Środki na rozpoczęcie działalności mieli z pracy w jednej z oławskich fabryk, gdzie byli zatrudnieni przez rok oraz z pomocy państwa, które przekazuje środki w ramach programu integracyjnego dla uchodźców. Wspomógł ich również ich gospodarz. 

W komentarzach na facebooku goście rozpływają się nad atmosferą i kebabem.


Ponadto praktycznie w każdym większym mieście działa inicjatywa zwana KUCHNIĄ SPOŁECZNĄ.
Zasady są proste - albo przynosisz własną (zazwyczaj wegańską ale to zależy od konkretnej kuchni)  potrawę i wykładasz ją na wspólny stół albo za symboliczną kwotę (około 10 zł - znowu wszytsko zależy od ustaleń organizującej ekipy) możesz posmakować tego co przynieśli inni.
Wszelki dochód przeznaczony zostanie na konkretne inicjatywy społeczne w danym mieście.
Informacji o takich spotkaniach w Twoim mieście możesz poszukać na facebboku - wystarczy w wyszukiwarkę wpisać "kuchnia społeczna" i nazwę miasta.