poniedziałek, 31 października 2016

Premiera Historii Kaja już wkrótce :)

Czasem warto jest trochę poczekać. Niebawem premiera naszego teatrzyku na podstawie baśni Królowa Śniegu. Wszystko wskazuje na to, że odbędzie się w najlepszym możliwym do tego miejscu. Jakim to niespodzianka :) I pewnie w ogóle bym o tym teraz nie wspominała, gdyby nie przemknęła mi na fejsiku bardzo ciekawa interpretacja tejże baśni, autorstwa Patrycji Strzeszkowskiej. Musimy zaprosić Patrycję na spektakl bo u nas historia Kaja jest właśnie punktem wyjścia do rozmowy o depresji.

Tak się zapowiada nasz spektakl:






A tutaj co nieco o samym teatrzyku. Bardzo zapraszamy do współpracy i kontaktu. Chętnie zorganizujemy urodziny z teatrzykiem albo odwiedzimy wszelkie biblioteki, szkoły, szpitale. Nie narzekamy na nadmiar czasu ale to poprostu na prawdę fajna rzecz a my bardzo wystawiać (teatrzyki) lubimy :)


sobota, 29 października 2016

Łąkowa Biblioteczka

A taką biblioteczkę postawiliśmy z dzieciakami w Sorokach. Zespół wespół, bywało ciężko, bywało przez łzy, pomalutku ale do przodu :)

 

poniedziałek, 24 października 2016

O wybitnych Romach

Oglądaliśmy z dzieciakami genialne Mapy Mizielińskich i schodzi na flagi.


"Jaką flagę ma Polska? Ja znajdę Mołdawię! Zobaczcie Azerbejdżan, mój brat pracuje w Baku".
"Ja to w sumie nie mam żadnej flagi. Przyjechałem niby z Rosji ale jestem Cyganem..." - zastanawia się Pasza.
"A wiecie, że Cyganie też mają swoją flagę? Jej tu nie będzie, bo żyjecie w różnych państwach ale zaraz wam mogę pokazać."
"Cyganie nie mają flagi, bo Cyganie to dziki naród. Nikt nas nie lubi!" - trochę płaczliwie a trochę zaczepnie stwierdziła Greta.


I to się przewija w rozmowach ciągle. U dorosłych i u dzieci. Z jednej strony poczucie dumy ale też gorszości i zagrożenia. "Nas nikt nie lubi", "Cygan to nie nacja, Cygan to diagnoza"...
Dlatego zaczęliśmy opowiadać dzieciakom o Romach z Polski, Jordanii czy Rumunii. Słuchaliśmy muzyki (bo różnorodna jak diabli, o czy możecie się przekonać choćby TU) Teraz ruszamy z warsztatami o wybitnych Cyganach również po Polsce, z dzieciakami z którymi pracujemy na co dzień: polskimi i romskimi. 
Prześledzimy losy tych Romów, którzy dokonali wielkich rzeczy: mołdawskiego hospodarza Stefana Răzvana


romskiej Sandlerowej czyli Alfredy Markowskiej




prezydenta Brazylii Juscelina Kubitscheka



boksera Rukeli Trollmanna



czy deputowanej do Parlamentu Europejskiego Lívii Járóki




Poza warsztatami sylwetki rozmaitych romskich osobistości będziemy zamieszczać w GALERII (która będzie się rozrastać, podobnie jak ta o działaczach społecznych) na Facebooku. Będą w niej zamieszczane sylwetki rozmaitych wybitnych ludzi, którzy są Romami lub mają korzenie romskie i się z nimi utożsamiają.

Żeby mieć gdzie się odwołać gdy po raz setny usłyszymy "po co dla Romów cokolwiek robić. Nie docenią a z ich dzieci i tak nic nie będzie." Kiedy ostatnio byliśmy w Mołdawii usłyszałam to chyba ze sto raz. Jeszcze o tym napiszę bo to na prawdę bardzo trudne.

Najszerzej temat wybitnych (albo po prostu zdolnych) Romów przedstawiał projekt Jedni z Wielu. Nie zamierzamy w żaden sposób konkurować z tym projektem (gdzie nam do nich). O ile jednak Fundacja Prom skupiła się tylko na Romach z Polski my piszemy o tych z całego świata (bo i pracujemy z dzieciakami romskimi z rozmaitych krajów).

Ciekawy leksykon Znanych Romów można również znaleźć w biblioteczce stowarzyszenia Romano Waśt.

Oczywiście najfajniej by było żeby o Romach uczyli sami Romowie. I tak już się dzieje. Zobaczcie jak działa (piekielnie zdolna malarka) Małgosia Mirga.

"Fundacja Sztuki JAW DIKH miała przyjemność poprowadzić warsztaty edukacyjno- artystyczne pt.” Nońcia” w Zespole Szkół Podstawowej i Gimnazjum w Ostrowsku.

W ciekawy i niekonwencjonalny sposób chcieliśmy przybliżyć dzieciom osobę Nońci czyli Alfredy Markowskiej. Nońcia jednego dnia straciła wszystko, rodzinę, osoby bliskie jej sercu. Nie Płakała, zamiast tego postanowiła ,że odbuduje Tabor, Rodzinę. Ocaliła 50 dzieci z rąk niemieckiego okupanta. W imię ideologii faszystowskiej nie tylko naród żydowski poddany miał być planowej eksterminacji. W niemieckich obozach koncentracyjnych masowo likwidowano również Romów. Alfreda Markowska, polska Romka, która sama cudem przeżyła pogrom, starała się ocalić jak najwięcej rodaków, przy okazji ratując również wiele dzieci żydowskich. Bohaterka żyje do dziś, choć pamięta o niej niewiele osób.

Dzieci romskie i nie romskie z Ostrowska stworzyły dla Nońci wspaniały obraz patchworkowy. "



czwartek, 13 października 2016

7 razy lato w Warszawie

1. Elly
Któregos dnia w Bajkobusie wśród rozmaitych dzieci była Elly. Miała 5 lat i ciemne jak heban włosy po tacie z Tanzanii. Jej babcia opowiedziała mi historię wnuczki. "Elly mieszkała z rodzicami na Saskiej Kępie. John jest księgowym, córka po afrykanistyce, domek, zdrowe dziecko... Czego chcieć więcej? Nic tylko się cieszyć szczęściem. Ostatnio jednak zrobiło się bardzo niebezpiecznie dla osób o ciemniejszej skórze: groźby od sąsiadów, gonienie z nożem. Córka już dość miała wystawania w oknie i niepokoju czy mąż wróci żywy z pracy. W ciągu dwóch tygodni zapakowali życie w walizkę i wyjechali do Glasgow. Chcą się tam jakoś urządzić i ściągnąć Elly. A mi się serce kraja, że moi najbliżsi będą daleko ode mnie". 

2. Włodek
 Projektujemy magiczny ogród z dzieciakami na Pradze. Nagle Wiktoria mówi:
- Tak, tak domek na drzewie jest bardzo ważny. Miał go nam postawić pan Włodek ale on umarł.
- A kto to był pan Włodek?
- On tutaj niedaleko mieszkał. Był bardzo miły i śmieszny. Naprawiał tu rożne rzeczy, zrobił nam kiedyś chuśtawkę i potrafił zrobić bez przerywania 10 fikołków na trzepaku. Podchodził do trzepaka i tak się na nim kręcił jak cyrkowiec...
- Wow, a ile on miał lat?
- Z 74.




3. Nastja
Nastja uciekła przed wojną z Ukrainy. Zabrała dzieci, męża, dokumenty i serwetki, które miała na ślubie. Aby przypominały jej o czasach kiedy czuła się bezpieczna. Słuchałam tej historii podczas Historii Kuchennych gdzie Nastka była jedną z prowadzących. Mamy dzieci w podobnym wieku, zaprzyjaźniłyśmy się.
- Wiesz tak bardzo bym chciała zabrać gdzieś rodzinę na wakacje, choćby na dwa dni ale to zupełnie niemożliwe... - zwierzyła mi się kiedyś. 
No to wymyśliłyśmy, że zrobimy indiańskie lato dla jej synków u mojej mamy, w wielkim ogrodzie pod Warszawą. Mąż wziął urlop w pracy. Pożyczyłyśmy śpiwory. Zaplanowałyśmy program - ogniska, las, podchody... W dniu kiedy mieliśmy rozbijać namioty dostaję telefon:
- Wykryli jakąś niejasność z naszymi papierami. Musimy jechać do urzędu. Wiesz, ostatnio zawsze jak o czymś marzę i zaczynam się cieszyć, to to nie wychodzi i są kłopoty.
Rozjaśnienie niejasności przeciągnęło się do tygodnia. Dzień w dzień musieli się stawiać w urzędzie.
A potem urlop w pracy się skończył. A potem Nastja troszkę bała się marzyć.

4.  Zofia
Z okazji urodzin zrobiłam dla przyjaciół piknik w parku. Wszyscy mnie znają (że lubię jeść, że  u nas gotuje Grześ bo ja to robię fatalnie i, że aktualnie Grześ leży chory) więc przynieśli tony pyszności. Raczymy się a obok naszej polanki krąży staruszka. Oczy ma jak niezapominajki, srebrne włosy, nieprawdopodobnie elegancka. Przygląda się z zaciekawieniem ale chyba wstydzi się podejść. Wzięłam talerz z tartą i do niej podeszłam.
- Jest mi niezmiernie miło... A co to jest? Tarta? Ja jeszcze nigdy nie jadłam tarty. Nie, nie nie, nie dołączę, przeszkadzałabym tylko.
Wróciła po 20-stu minutach z torcikiem wedlowskim. 
- To dla pani, bo zdaje się, że pani ma urodziny. A ja ma pani na imię? Ola? Oleńka... - złapała mnie pod łokieć - A ja mam na imię Zofia. Jak pani będzie miała córeczkę niech pani ją tak nazwie. Przynajmniej na drugie imię. 



5.  Clown
 Wracam późno do domu, Roszek już prawie śpi. Grześ:
- A Ty nie wiesz co się u nas działo! Roszek stwierdził, że widział Clowna o bardzo długich paznokciach u stóp. A te paznokcie przeszkadzały mu włożyć buty.
- Ojej, ale wymyślił! Ale bał się?
- Nie, bardzo mu współczuł.
- Mhm... No i co?
- No i wzięliśmy jakieś trampki, obcinacz do paznokci i pojechaliśmy szukać Clowna na mieście. Roszek uważa, że udało się nam znaleźć jego samochód.


6. Roch...
- Roszek chodź tutaj!
- Ja nie jestem Roszek tylko Kawałek Księżyca.



7.  CzujCzuj
Nazywanie międzynarodowego projektu CzujCzujem to był głupi pomysł. W Meksyku nazywali nas TrujTruj a pewnego ranka dostaliśmy takiego maila z Ukrainy:
" I would like to invite you with your ChuiChui performance to our family centre Riasne. Its in far and passive region of Lviv, we support poor families (...)"

wtorek, 11 października 2016

Foty dzieciaków z Sorok

Co jakiś czas lubimy dzieciakom, z którymi działamy dać aparaty i zobaczyć jak widzą świat. Tematem jest "Lubię/nie lubię" (wiem, że trochę prymitywny podział świata ale ciekawe rzeczy z tego wychodzą). Potem najfajniej jest dostać swoje wywołane zdjęcia. Zobaczcie co uwieczniły dzieciaki z Sorok. Ciekawie jest zestawić te foty z tymi, które zrobiły dzieci z Kurdystanu, Meksyku, Naddniestrza, Turcji czy Gruzji .

Aparcaikowy projekt robiliśmy już tutaj dwa razy za sprawą Olgi Knapik. Tamte zdjęcia czekają na wystawę na którą wkrótce mamy nadzieję Was zaprosić :)




sobota, 1 października 2016

Jabłkowy jeż, jabłkowy jeż.... Ja go chcę i Ty go chcesz....

Pamiętacie wiersz Brzechwy Entliczek Pentliczek? O robaczku, który miał ochotę na befsztyczek ale...
                                                   
(...)
Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte:
Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,
A w karcie - okropność! - przyznacie to sami:
Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,
Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
I z jabłek szarlotka, i kompot i placek i babka!
No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?

Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.  

Nuciłam sobie dziś ów wierszyk chodząc po Sorokach. 1 październik to  tutaj Dzień Jabłka. W związku z tym w centrum miasta jabłkowe jeże, z jabłek gąsienice, dziewuszki przebrane za jabłka i stoły uginające się od szarlotki.

 
 

My tu chcemy uczyć recyklingu? "Tak, sama sobie tę spódniczkę zrobiłam. Tak, długo torebki zbierałam".

Nie do końca zrozumiałam ideę ale generalnie na stoiskach niczego nie sprzedawano. Chodziło bardziej  to by zaprosić sąsiadów i pokazać jak obrodziły nam plony. Coś w rodzaju dożynek z bonusem artystycznym:

 
  
 






Ze sceny wiersze o niebie Ukrainy (Ukraina tuż za miedzą a raczej za rzeką)

A za sceną zabawa w Wilchelma Tella