poniedziałek, 30 stycznia 2017

Kwiaty od Nastii

"Olga, mam pomysł!" powiedziała Nastia. "Zrobię cukierkowe kwiatki takie same jakie dawał mi mój mąż kiedy jeszcze mieszkaliśmy na Ukrainie. A ty byś je sprzedała na CzujCzuju tak jak te moje lale. Tamte pieniądze z lalek to było dla mojej rodziny spore wsparcie."


Myślę, że to faktycznie bardzo piękny pomysł na Walentynki. W środku kwiatków są cukierki ale nie tylko o słodkości tu chodzi. Jest też historia.

Jak to jest zostawić wszystko co się zna i kocha, bo tam gdzie mieszkamy grozi nam niebezpieczeństwo? Nastia zna taką sytuację z autopsji. Dzielnie walczy o lepsze życie w Polsce. Uciekła z Ukrainy przed wojną. W swoim rodzinnym mieście prowadziła wielką kawiarnię dla dzieci i była dyrektorką domu opieki. Wszystko się zmieniło kiedy okazało się, że weszło wojsko i zaczęły się regularne walki.

Nie jest jej łatwo bo język, bo trzeba się połapać we wszystkim od nowa, bo tęskno za rodziną, która została Mimo wszystko się stara - żeby dzieci czuły się bezpieczne i szczęśliwe, żeby dalej być potrzebną i się rozwijać. Te kwiatki są jednym z przejawów tych starań. Poznałam Nastię podczas projektu Historie Kuchenne gdzie Polaków gotować potrawy ze swoich krajów i opowiada o kulturze. 
Można kupić kwiatki, które Nastia zrobiła. 
TUTAJ jest album, przez który można to zrobić. Kupuje się podpisując pod zdjęciem "zamawiam" i pisząc w tej sprawie tu do nas. Wszelkie informacje podamy już na priv.







Ps. Kto ma ochotę może odebrać kwiatki osobiście i poznać Nastię, porozmawiać z autorką i dowiedzieć się do kogo trafiło wsparcie.

piątek, 27 stycznia 2017

Nasz myk na tanie podróże

Lada moment ruszamy z teatrzykiem na objazdówę po organizacjach polonijnych (jak i Domach Dziecka, teatrach, szkołach i td) w Portugalii i Andaluzji. 
W związku z tym mamy dużo organizowania. Pech (w sumie to nie pech) chciał, że dwa spotkania z dyrektorami teatrów na południu Portugalii, dzielą trzy tygodnie. 
Nie stać nas aby wynająć nad Atlantykiem mały domek. Po prawdzie to i wynajęcie pokoju w Portugalii na taki czas, byłoby sporym wydatkiem. Ale mamy myk na obcięcie kosztów podróży, z którego ochoczo korzystamy. Dobrymi patentami trzeba się dzielić, więc go tu opiszę. 
Nasz sposób to praca na eko farmach. 
W zamian za pielęgnowanie roślinek przez 4 - 5 godzin dziennie (5 razy w tygodniu), dostajemy wyżywienie i nocleg. Ja jestem typem pracoholika, moi aktualni gospodarze wręcz przeciwnie, więc to oni mnie namawiają: "Olga already end of work, now relaxamento". 
Co robić w ramach "relaxamento"? Mamy aż nadto czasu by ogarniać występy teatrzyku, uczyć się tekstu i chodzić na wycieczki.



Gdzie znaleźć takie eko farmy?
Najpopularniejsza jest sieć WOOF, która zrzesza wspomniane farmy na wszystkich kontynentach. Łączy je ekologiczne podejście do uprawy.
Portale takie jak Workaway czy Helpx  dają jeszcze więcej możliwości - chcesz pomóc rodzince z piątką dzieci w Boliwii? Proszę bardzo. A może wolisz uczyć angielskiego Beduina w Jordanii? Uczestniczyć w budowie domu na Jamajce? Lub czesać psy husky w Finlandii?

Co można w ramach robić pracy?
Akurat my po dość emocjonującej pracy psychologa, mamy ochotę na rolnictwo ale propozycje są baaardzo zróżnicowane. Tak jak opisywałam na górze, do wyboru, do koloru.
Najwięcej ofert jest od małych hosteli i osób pragnących podszkolić swój angielski. 

Grzesia praca dziś wyglądała tak:

 Rocha w Meksyku tak:

Na ile można przyjechać?
Wszystko zależy od typu pracy, naszych możliwości i oczekiwań gospodarza. Niektórzy spędzają w jednym miejscu nawet rok. Najkrótsza opcja to chyba tydzień. 
Widziałam, że zdarza się, że rodzice niepełnosprawnych dzieci szukają kogoś do pomocy - wtedy ciężko się spodziewać, że zajrzymy w takie miejsce z doskoku bo cała sytuacja wymaga większego zaangażowania.

Czy to na prawdę opcja dla wszystkich?
Myślę, że dla każdego kto lubi wymianę i nie boi się niespodzianek. Nigdy nie wiadomo na jakiego gospodarza się trafi ale można to traktować jak urok całej akcji. Nasze doświadczenia są bardzo zróżnicowane. Gościliśmy już u m.in - 
weterana wojny w Iraku, który został hipisem,
rodzinki prowadzącej edukację domową,
natchnionego ekologa,
czy
producenta filmowego, który rzucił wszystko by stworzyć farmę pokoju, na granicy jordańsko - palestyńskiej.
Jak to mawiał Forrest Gump "życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co się trafi".

Ale przejdźmy do osób o powiedzmy "szczególnych" potrzebach:

Dla osób z dziećmi - my jeździmy z Rochem. Pierwszy raz z nim byliśmy kiedy miał 1,5 roku, w środku meksykańskiej dżungli. Opisałam to TU. Od tamtej pory odwiedziliśmy z nim podobne miejsca także w Jordanii i Polsce. 
Kiedy my pracujemy nasz synek biega ze zwierzakami, grzebie się w piachu albo bawi się z maluchami gospodarzy (najchętniej wybieramy miejsca gdzie są inne dzieci).



Po prawdzie nie wiem czy z takiego sposobu spędzania wakacji zadowoleni byliby rodzice mocno niepełnosprawnych dzieci, które potrzebują opieki non stop. Myślę, że większość znanych mi miejsc byłaby otwarta również na np. autystycznych gości ale często opór jest w samych rodzicach - niepewnych co do tego jak w zupełnie nowych okolicznościach poradzi sobie ich dziecko, czy podołają dbaniu o pociechę i pracy dla gospodarzy i td.. A chodzi tu o to by czuli się komfortowo.
Być może alternatywą dla nich będzie  sieć camphili. Camphile to osady, w których osoby pełno i niepełnosprawne (głównie intelektualnie) tworzą wspólnotę - razem pracują na polu i w gospodarstwie. Najwięcej tego typu miejsc jest w Skandynawii, Irlandii i na terenie Wielkiej Brytanii. Raczej nie można tam przyjechać na chwilę - wejście we wspólnotę zajmuje trochę czasu. Nie chodzi o to by tworzyć getto - wiele zdrowych osób decyduje się mieszkać w tego typu miejscach. Mam znajomych, którzy mieszkali w camphilach jako dzieci ze swoimi rodzicami. Cudownie to wspominają. Mi też się marzy aby spędzić tak (z moją rodziną) rok. Słabo u nich z internetem ale z tego co wiem prężnie działają. 
TUTAJ lista camhili na całym świecie. Od Finlandii po Afrykę. Jest w czym wybierać.

Dla osób niepełnosprawnych - z pewnością nie każda praca jest dostosowana do osób niepełnosprawnych (jak i niestety warunki) ale wiele ofert się nada, np. nauczanie kogoś języka czy robienie hostelowi strony internetowej. Wszystko zależy od rodzaju niepełnosprawności. Do wielu miejsc z pewnością można przyjechać z asystentem.
Moja przyjaciółka, która sama nie wybierze się w taką podróż bo opiekuje się chorą na SLA mamą (więcej o Kasi TU) zaprosiła wolontariuszy do siebie. W różnych domowych sprawach pomagali jej już goście z m.in. Meksyku, Wielkiej Brytanii i Rumunii. Obie strony bardzo chwaliły sobie tę współpracę.
Sposoby na fajne podróże osób niepełnosprawnych to temat, który mnie ostatnio mocno absorbuje, więc jeszcze zrobię wpis tylko o tym.

Osoby starsze - o ile tylko mają taką ochotę, to nie widzę najmniejszych przeszkód.

Osoby bez kasy - jeżeli chodzi o korzystanie z sieci kontaktów, jaką oferuje portal to płacimy tylko za rejestrację. W wypadku naszej rodziny wyniosło to (na workawayu) 120 zł za dwa lata. Single płacą mniej. W niektórych miejscach (głównie hipisowskich komunach) trzeba się dorzucić do jedzenia ale są to jakieś grosze (my w Meksyku płaciliśmy 50 zł za tydzień). Wówczas pracy jest na prawdę nie wiele. Bywa, że można sobie coś przy okazji zarobić i wówczas logicznie - pracy jest więcej. Nie jest to jednak opcja na zbicie kokosów.
Wszystko jest zapisane w ofercie zapraszającego a jeśli coś jest niejasne to można dopytać przy umawianiu się. 
 

No dobra ale o co w tym wszystkim chodzi?
O to, aby się poznać i wymienić. 
Na portalach takich jak Hospitality Club, Couchsurfing czy Servas ludzie udostępniają sobie miejsce do spania
Na House siting użyczają dom pod swoją nieobecność (cudnie opisało tę opcję nasze kochane 8 stóp.)
W przypadku Workaway, Helpex czy WOOF gościna to dodatkowo okazja, by komuś odrobinę pomóc, a przy okazji spróbować dziedziny, z którą na co dzień mamy niewiele wspólnego.

Słyszałam też o opcji pomocy za nocleg i jadło w kibucach w Izraelu ale nie mam pojęcia jak to działa.

O pracy w podróży piszę też TU.

środa, 25 stycznia 2017

A co na to Roszek?

Dziś mijają równo 4 lata kiedy dowiedziałam się, że Fasolka którą noszę w brzuchu to nie Fasolka tylko Roszek. Pamiętam jak biegałam wtedy po Tbilisi i ze szczęścia miałam ochotę na każdym murze pisać "I Love Roszek R." Nic się pod tym względem nie zmieniło, tyle tylko, że już nie kopie mnie w brzuchu. Wiele bliskich i nie bliskich (np. na pokazach podróżniczych) osób zastanawia się - jak "takie życie" wpływa na waszego synka. Nigdy nie wiem co odpowiedzieć bo co to znaczy "takie życie"? Każdy prowadzi wyjątkowe życie. Bo swoje. I pewnie każdy rodzic przygląda się swoim dzieciom i zastanawia czy są szczęśliwe. Najlepiej o to po prostu zapytać. 
Rochu póki co nie wypowiada się na temat  
sytuacji Romów, 
kryzysu uchodźczego
 trudów podróży  
czy swojego stosunku do minimalizmu rodziców. (pewnie za 10 lat nas obsmaruje jak każdy nastolatek). 
Póki co mówi tak:



- Mamo chodź ze mną do małego pokoju!
- A co my tam będziemy robić?
- Leżeć na łóżku i szczęśliwieć...

*****
Spadł deszcz
a jaki?
ani malinowy
ani lalowy
ani lampkowy
ani liściowy

*****
- Kocham Cię Roszku
- Dlaczego?
- Po prostu.
- Nawet jak rzucam butami?
- Zawsze. Jestem Twoją mamą i zawsze nią będę.
- Hmm... To fajnie. A nie mogłabyś być czasem clownem?




- Wolisz na dobranoc posłuchać baśni czy zaśpiewać ci kołysankę?
- Opowiedz mi reklamę.

*****
Jakaś pani przytrzymała nam drzwi.
- Pani jest bardzo miła! Bo tak to jest... Jedni ludzie są mili, inni są nie mili. My wolimy tych miłych... A policja tych złych.



*****
- Roszek jakie jest twoje ulubione zwierzę?
- Ogień.

*****
Mamo lubisz burzę?
- Tak, zwłaszcza jak ją obserwuję za oknem, w ciepłym domku.
- A burza?
- ??? Co burza?
- Czy burzy jest przyjemnie? Czy burza lubi być burzą?
- Wow, nie myślałam nigdy o tym.
- A ja właśnie myślę i się smucę.

*****
- Roszek chodź tutaj!
- Ja się nie nazywam Roszek tylko Kawałek Księżyca

*****
- Mamo puść mi do śniadanka fado. Ja tak uwielbiam fado. 

wtorek, 17 stycznia 2017

10 prouchodźczych projektów, za które mooocno trzymamy kciuki!

Kiedy Roszek był w brzuchu słuchał sobie kurdyjskich kołysanek. Obecna Fasolka z czasów embrionalnych zapamięta zapewne "raz, dwa, trzy cztery - precz z rasizmem do cholery!". Sytuacja taka a nie inna, i na demonstracje chodzimy całkiem często. Mimo, że na nich bywamy wcale nie do końca mam przekonanie, że faktycznie mają sens. Nie ulega wątpliwości, że akcje jak np. czarny protest czy marsze Martina Lutra Kinga, go miały. Często nachodzi mnie jednak myśl, że nagromadzoną na takich spędach energię można by wykorzystać na bardziej konkretne działania. Choć oczywiście konkretne działanie i demonstrowanie się przecież nie kłóci :)

O ile o manifestacjach jest zazwyczaj głośno (o to w nich chodzi) o projektach niekoniecznie. Zatem przeczytajcie o kilku, które wyjątkowo mocno rozgrzały mi serce :)

Na bliskim wschodzie:

1. Poradnia psychologiczna Wolnej Syrii, w Jordanii




Marzą mi się czasy kiedy o takich ludziach jak Michał Kurpiński będziemy uczyli się w szkole. Michał (i jego fundacja Wolna Syria) tematem Syrii zajmują się od początku wojny. W związku z tym mają ogromne doświadczenie. Szybko odkryli, że uchodźcy po opuszczeniu terenów wojny mierzą się z koszmarnymi problemami psychologicznymi. Odkrycie zdawało by się oczywiste ale wielu o tym zapomina. W bardzo inteligentnych kręgach zdarza się przecież słyszeć, że "uchodźcy są niewdzięczni bo narzekają na kaszę w obozie". Albo, że "nie zachowują się jak należy". Kiedy pomyśleć, o tym co przeszli (i dodać fakt, że oprócz bycia ludźmi w trudnej sytuacji, po prostu są ludźmi i mają ludzkie potrzeby) wszystko nabiera innego wymiaru. Wolna Syria nie tylko dokonywała odkryć ale i coś z nimi zrobiła.
I tak od ponad roku wraz z Syryjsko Amerykańskim Towarzystwem Medycznym prowadzą w Irbidzie poradnię psychologiczno-psychiatryczną. Pomoc znajdują w niej kobiety i dzieci. W prowadzonych przez centrum zajęciach terapeutycznych do tej pory wzięło już blisko 5 tysięcy osób. Klinikę tworzą przede wszystkim specjaliści syryjscy (!), a jedna trzecia zespołu pochodzi z Jordanii. Z poradnią współpracuje również zespół psychologów z Polski, których zadaniem oprócz terapii jest superwizja i szkolenie personelu, analiza potrzeb i możliwości poradni oraz współpraca merytoryczna z innymi organizacjami pomocowymi działającymi w regionie.

2. Szkoła cyrkowa Her Yarde Sanat



W szkole cyrkowej dla dzieci w Mardin gościliśmy dwa lata temu (Roszek obchodził tam nawet swoje pierwsze urodziny). Cały czas z czułością wspominamy dzieciaki i świetną ekipę, która poprzez cyrk pomaga małym uchodźcom pozbyć się wojennych traum. Bardzo byśmy chcieli wrócić ale teraz boimy się o bezpieczeństwo Roszka (a zaraz i jego brata lub siostry). Sytuacja w Kurdystanie jest w tej chwili bardzo trudna. Nauczycielom z Her Yarde Sanat to nie przeszkadza. Po prostu robią swoje. Zobaczcie mały urywek tego jak działają


 

Kto chce może doczytać więcej TU.
Głęboko wierzę, że to właśnie długofalowe akcje edukacyjne dla dzieci tworzą przyszły pokój.


W Europie

3.
Open Art Shelter czyli Akcje integrujące Hani Hakiel



Hania jest psychologiem. Skupia się na kreatywnym budowaniu wspólnoty i nadawaniu sensu trudnym rzeczom. Korzysta z metod, które i my wykorzystujemy w naszej pracy- arteterapii, wspólnego gotowania czy po prostu rozmowy. Ciągle wpada na nowe pomysły. My mieliśmy być okazję na warsztatach komiksowych. Po co uchodźcom rysownie komiksów? Kiedy każdy dzień jest do siebie podobny- bo czekamy na pozwolenie na pobyt, gdy jest ciężko- bo życie w ośrodku to nie kaszka z mleczkiem, gdy w głowie wspomnienia tak trudne i bolesne, że lepiej trzymać je na smyczy.... Wyszukiwanie w rzeczywistości zabawnych lub istotnych wydarzeń, które można narysować i opisać nadaje sens i pomaga walczyć ze zmorami.

4. Dworcowa Szkoła Demokratyczna w Brześciu



Na dworcu w Brześciu koczują całe czeczeńskie rodziny. W polskiej prasie niewiele poświęcono im uwagi. O tym z jakich powodów znaleźli się w takiej sytuacji nie ma prawie nic. A tak się składa, że uciekli przed prześladowaniami, przed torturami. W grudniu odwiedziliśmy ludzi z brzeskiego dworca by wspólnie tworzyć laleczki, na których panie mogły troszkę zarobić. My pojawiliśmy się tam na chwileczkę. Znacznie więcej czasu spędzają tu dwie niesamowite kobiety z MIHu. Marina Hulia prowadzi dla dzieciaków dworcową szkołę demokratyczną. Przepracowuje ze swoimi uczniami lęki, pracuje nad złością i agresją (w ramach zajęć dzieci tworzyły np. portret wesołego pogranicznika). Wraz z Marią Książek dostarcza rodzinom odzież i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Robią wiele innych pięknych i potrzebnych rzeczy, o których możecie poczytać TU.


5. Chlebem i Solą w Serbii

 


Chlebem i Solą to w moim odczuciu najbardziej ludzka twarz informowania o uchodźcach. Nie tylko nagłaśniają ale i promują rzetelną wiedzę o uchodźcach i solidarne postawy. Jak się okazuje ich rola nie ogranicza się tylko do tworzenia ludzkiego miejsca w internecie dotyczącego migracji. Od kilku już miesięcy ich delegacja , wraz z niezależną, międzynarodową grupą wolontariuszy Fresh Response, pomaga uchodźcom i migrantom w rejonie Suboticy, przy granicy serbsko-węgierskiej.
W okolicznych lasach, opuszczonych budynkach i wagonach kolejowych przebywa stale od 120 do 200 osób. Niektórzy docierają tu bez pieniędzy, ciepłej kurtki, a czasem nawet bez butów. Chcą jechać dalej do swoich rodzin i przyjaciół we Włoszech, Niemczech czy Austrii, ale do oficjalnej procedury azylowej dopuszcza się obecnie kilka osób dziennie, a dla niektórych narodowości np. Afgańczyków jest ona praktycznie niedostępna. Dlatego niektórzy z nich miesiącami koczują w okolicy pozbawieni podstawowych środków do życia.
Chlebem i Solą codziennie odwiedzają miejsca, gdzie uchodźcy śpią, i w miarę możliwości zorganizują to, czego najbardziej potrzeba im do przetrwania. Czasem pomagają naładować telefon, skontaktować się z rodziną, dotrzeć do szpitala. Czasem opatrują chłopców pogryzionych przez psy i pobitych przez węgierską straż graniczną, a potem siedzą z nimi przy ognisku i słucha opowieści. Ponadto dostarczają też jedzenie, ubranie, opał, czasem zabawki dla dzieci.

Żeby kontynuować działalność, potrzebują wsparcia finansowego.
Dzienny koszt zakupów, paliwa i wynajmu magazynu to od 300 do 400 euro.
Najprościej przekazać im pieniądze za pośrednictwem tej platformy: https://goo.gl/is9SV7

Więcej informacji na temat działań Fresh Response, sytuacji na miejscu i potrzeb znajdziecie w opisie wydarzenia: Chlebem i Solą na granicy serbsko-węgierskiej. Prosimy o $!


6. Ateńskie sanktuarium dla uchodźczyń i imigrantek




Nigdy tam nie byłam i jedyne co wiem to ów ARTYKUŁ. To co mnie zachwyciło to zdanie: "Powstał wtedy, kiedy założycielki Melissy coraz wyraźniej zaczęły sobie zdawać sprawę z tego, że pomoc humanitarna, choć bardzo potrzebna, czasem oznacza ubezwłasnowolnienie. A ich celem było przecież empowerment – upodmiotowienie. Kobieca sztama, globalne sisterhood – nie litość." Właśnie o to chodzi, nie?


7. Sailros without borders


 

Kolejna incjatywa, która zapiera dech, którą tworzą Polacy... A o której w polskich mediach nie ma praktycznie nic. W ogóle ciężko cokolwiek o nich znaleźć. Z różnych źródeł słyszałam jednak, że działają i to dziarsko. Może po prostu są skromni (albo nie mają czasu na promocję?). Oto co piszą sami o sobie : "Jesteśmy grupą żeglarzy, którzy chcą pomóc uchodźcom. Nasz plan jest do patrolowania wód na Morze Śródziemne i uratować tych, którzy toną."
TUTAJ wywiad z młodym Niemcem, który robi dokładnie to samo.

W Polsce
 
8. Wszelkie działania Ocalenia
 
Z uchodźcami i migrantami działają od wielu, wielu lat. Doradzają, udzielają pomocy psychologicznej i prawnej. Wielu uchodźców znajduje w Fundacji pracę. Dla mnie są ogromnym autorytetem i przykładem na to jak działać efektywnie i wielowymiarowo.


9. Akcje solidarności z właścicielami kebabiarni


 
Kuchnia może łączyć na wiele sposobów :) Gotowaniem można pokazać swoje poparcie.

Początek roku zaczął się od rasistowskich ataków na kebabiarnie. Punktem zapalnym była tragedia w Ełku ale już wcześniej rozmaite prawicowe media nawoływały do dnia bez kebaba, odwiedzania kebabów prowadzonych wyłącznie przez Polaków i tp. Ruszyła więc dramatyczna fala wybijania szyb i podpalania barów prowadzonych przez Arabów. Na szczęście w niektórych miejscach doszło do aktów solidarności. I tak np. we Wrocławiu ledwie dwa dni po ataku na lokal przy ulicy Prusa przeprowadzono akcję, w której uczestniczyło wielu mieszkańców miasta. Wstawiona została nowa szyba wybita w środę przez wandali. Wrocławianie wsparli właściciela (Egipcjanina Alego) zarówno finansowo, jak i mentalnie - było ciasto, kawa, herbata i wyraźny znak, że spora część Wrocławian nie zgadza się na rasizm. W lokalu zebrało się kilkadziesiąt osób – mieszkańcy Wrocławia, ale również miejscy i wojewódzcy urzędnicy i wykładowcy z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ponadto w całej Polsce na znak solidarności ludzie deklarują na fejsie „zjem dwa kebaby”. Z pewnością jednodniowa akcja nie zmieni, nie polepszy sytuacji ekonomicznej wszystkich imigrantów. Przede wszystkim chodzi tu o działanie symboliczne. Przede wszystkim może być dla sprzedawców sygnałem, że ich obecność nie przez wszystkich jest tutaj źle widziana i przyjmowana. Ponadto w świecie wirtualnym i mediach społecznościowych, akcja pomaga zjednoczyć siły, odszukać podobnie myślących, a może i faktycznie umówić się na kebaba.

10. Noise For Refugiees



Akcji zbierania kasy (śpiworów, swetrów, kredek) dla uchodźców od jakiegoś czasu jest mnóstwo. Ta urzekła nas z powodu jakiejś wyjątkowej szczerości. Rzadko się zdarza by ktoś sam pisał o sobie: "Nie łudzimy się, że nasze działania wpłyną na jakiekolwiek systemowe zmiany, zlikwidują rasizm i sprawią, że kapitalizm stanie się miły i sprawiedliwy, ale wierzymy, że uda nam się w sposób skuteczny pomóc garstce osób w sytuacji, w której sami nie chcielibyśmy się znaleźć."  

Poza tym doceniamy fakt, że oprócz zbiórki coś oferują. Bo zbiórek (i potrzeb) jest cała masa. Czy wesprzeć dzieci z rakiem, dorosłych autystów, ofiary trzęsienia ziemi w Nepalu czy walkę ze smogiem? To bardzo trudny wybór. Zbiórki na słuszny cel, przy okazji zdarzeń, na które i tak chciałoby się trafić pomagają podjąć decyzję. Przypadkiem trafiliśmy na jeden z organizowanych przez Noise for Refugiees koncertów, wzięliśmy udział w loterii i zapałaliśmy do nich sympatią. Przedstawiają się tak:
"Jesteśmy grupą osób wkurwionych na falę ksenofobii i rasizmu skierowanych w stronę uchodźców. Do końca listopada zaplanowaliśmy szereg koncertów i wydarzeń, gdzie będziemy zbierać kasę, którą następnie przeznaczymy na pomoc dla uchodźców na granicy bądź w jednym z obozów już na terenie Europy."


A my? My sami w tej chwili robimy inne rzeczy, niezwiązane z uchodźcami choć temat wciąż jest nam bliski. Powróciliśmy do pracy z Romami i Polonią i do marca jeździmy po Portugalii i Andaluzji ze skierowanym do nich teatrzykiem i warsztatami.

Ponadto troszkę wspieramy uchodźczynie mieszkające w Polsce sprzedając lalki ich autorstwa a po powrocie znów ruszamy z Historiami Kuchennymi. Ponadto dostaliśmy propozycję by może i tutaj coś zrobić...Zobaczymy :)

sobota, 7 stycznia 2017

Shadow theater in Portugal and Andalusia

We are a four-person theatre group from Poland called „Czujczuj”.
We use shadow puppet theatre technique. Puppets are animated live during the performances. Light and colour play a big part in the visual aspect of the performances. It is accompanied by live narration and dialogues, as well as live music. There are many interactions with the audience as we try to use the play as a start for a discussion about universal topics, such as emotions, tolerance, justice and others. After the performance we often show children how to make a shadow puppet show by themselves.


In 2017 we will be performing two plays:

1) The Legends of Warsaw


2) The Snow Queen (by H. Ch. Andersen)


Both performances are 30-40 minutes long. The target audience is 4-12 year-old, but teenagers and adults are welcome as well.
We are available in Portugal and Andalucia between 7th and 28th of February. We are looking for schools, orphanages, small theatres and cafe-clubs where we could perform. The salary is negotiable, depending on your funds. Sometimes we perfom just in exchange for accommodation and food.
Technical requirements: a dark room, access to electricity, two tables, four chairs (optionally a microphone and speakers, when the audience is big)


 little movie:





 I szczegóły po polsku:

Kim jesteśmy
Jesteśmy trupą teatralną CzujCzuj. Nasz 4- osobowy zespół tworzą psychologowie i artyści. W podróżach towarzyszy nam 3 letni synek naszego muzyka i narratorki.

Co oferujemy
Technika, którą się posługujemy to teatr cieni z muzyką na żywo.
Poprzez poruszane w spektaklach tematy, staramy się pobudzić widownię do rozmowy o ważnych dla nas sprawach: emocjach, tolerancji, szukaniu swojej drogi i odpowiedzialności człowieka za świat.
Po Portugalii i Andaluzji będziemy jeździć z dwoma spektaklami:

  • „Legendy warszawskie” 

  • oraz „Królowa Śniegu”.

Pierwszy przybliża polski folklor oraz jest pretekstem do rozmów o tolerancji.
Drugi mówi o radzeniu sobie z trudnymi emocjami.

Jeden spektakl trwa około godziny.
Nasze spektakle skierowane są głównie do dzieci w wieku 4 – 12 lat ale staramy się by dorośli również dobrze się bawili.
Jeśli jest na to czas i miejsce to spektakl chętnie poszerzamy o warsztaty z edukacji emocjonalnej, teatralne lub recyklingowe. W pracy z dziećmi mamy kilkunastoletnie doświadczenie zdobyte w pracy w kilkudziesięciu krajach (m.in. Meksyk, Irak, Jordania, Ukraina, Gruzja, Indie).
Czas warsztatów dostosowany jest do potrzeb grupy.

Nasze plany
W dniach 1 – 15 lutego będziemy w Portugalii,
Potem od 16 lutego do 1 marca zamierzamy pojechać do Andaluzji.
Szukamy:
Szkół,
Domów Dziecka,
Przedszkoli,
Świetlic,
Kameralnych teatrów,
Kawiarni
I tp.
które mają ochotę na wyprawę do świata teatru cieni.

Na jakich zasadach można nas zaprosić
Warunki finansowe są do ustalenia, w zależności od możliwości organizatora. Jesteśmy otwarci na to by występować za nocleg i wyżywienie.
Aby móc wystawić spektakl potrzebujemy dostępu do prądu (aby móc podłączyć nasz rzutnik) oraz wyciemnionej sali (jeśli na zewnątrz świeci słońce).

Kontakt
Można do nas napisać na projekt.czujczuj@gmail.com
Lub na fb projekt czujczuj

Projekt jest współfinansowany przez Instytut Adama Mickiewicza

czwartek, 5 stycznia 2017

Na zimę

W połowie stycznia jedziemy z naszym teatrzykiem do Portugalii a od połowy lutego do Andaluzji. Chcemy wystawiać przede wszystkim dla dzieci romskich, bo sytuacja Romów w tych krajach (zwłaszcza w Andaluzji) wielce ciekawa. Mamy do odwiedzenia kilka teatrów i domów dziecka ale wciąż jesteśmy otwarci na propozycje. 



Jest na 5 i pół (licząc Rocha i Fasolkę)
Jeśli znacie jakieś 

  • Domy Kultury, 
  • szkoły, 
  • przedszkola,
  • świetlice
  •  i td., 

które mają ochotę na świat teatru cieni i historię pięknej miłości...

To z radością damy się zaprosić !





ps. A może ktoś chce zaprosić nasz teatro na dobranockę dla swoich dzieci albo na urodziny?

ps2. A jak ktoś chce nas zobaczyć w Polsce to zapraszamy 
11 stycznia o 18.00 do Klubokawiarni Życie Jest Fajne.

ps3. Projekt w Portugalii i Andaluzji jest współfinansowany przez Instytut Adama Mickiewicza
 

Uczta dla trollów i krasnali

Co jakiś czas zdarza się, że nasz projekt atakuje jakiś portal albo bloger o innych poglądach. Przyłączają się zazwyczaj do niego czytelnicy takowego (którzy zwykle mają duuużo czasu aby siedzieć przed komputerem i komentować). Przez kilka dni (krótko - jest przecież tyle ciekawszych tematów do skrytykowania) mają używanie. Pewnie każdy kto publikuje cokolwiek w internetach się z tym mierzy. U mnie zresztą skala jest malutka bo i ja z moimi treściami staram się trafić tylko do garstki, której mogą być one bliskie. Jakby nie były kiedy hejterzy przerzucają się na gdzie indziej zostaję z dziwnym uczuciem - mieszaniną fascynacji i niepokoju. Powinnam w ogóle tych bzdurek nie czytać - radzą mądrzy i doświadczeni ludzie. Nie potrafię. Czy to masochizm czy magnetyzm egzotyki płynącej z nieznanego mi rozumowania - śledzę jak zahipnotyzowana te wszystkie:
"Dziwka, na pewno sypia z cyganami"
"jak wynajmie pokój Czeczenom to jej się odechce multikulti" (zabawnie się zbiegło - kiedy padł ten komentarz właśnie pomieszkiwał w moim lokum Czeczen)
"te całe eko farmy, na które ona jeździ to kuźnia kadr dla czerwonych"
i td.
Niepokój nie wynika z tego, że ktoś mi źle życzy albo komuś nie podoba się jak żyję. Lubię pogadać z ludźmi, którzy mają inne zdanie, to wzbogacające. Przy atakach przez internet nie ma miejsca na dialog. Nie potrafię rozmawiać z kimś kogo nigdy nie widziałam, z kim nie mogę zboczyć z tematu, z dziwnym bytem który każdą pauzę na namysł odczytuje przeciwko mnie. Poza tym to ślęczenie przed ekranem to taka koszmarna strata czasu... Dziecko, słońce, praca - mam wyrzuty sumienia jak się zawieszę na fejsie, mam trwonić minuty czekając na lewy sierpowy? To już wolałabym się spotkać na ringu. A najlepiej przy dobrej herbacie.
Mnóstwo razy proponowałam - o ile był mail zwrotny albo prawdziwe konto na FB -  spotkanie. Może uznali to za nie szczere bo nikt nie przyjął. (Albo średnio wierzyli w moje zdolności kulinarne). Szkoda.
Na kanwie tych przemyśleń, pieląc grządki pod portugalskim słońcem, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Utopijny i naiwny bardziej niż obrazki Louisa Vivina. Ale sama taka wizja mnie koi.
  Jacob Jordanes

Pewien ekscentryczny milioner urządza ucztę - zaprasza na nią hejterów i hejtowanych. Załóżmy wspaniałomyślnie, że wszyscy przychodzą. Na zaproszeniu było zapowiedziane jaki jest cel spotkania - aby się wreszcie na prawdę poznać, aby spojrzeć sobie w oczy.
W klimatycznych wnętrzach (Styl rustykalny? Barokowy? A może szwedzka prostota?) spotykają się sheitowane gwiazdy (Owsiak, Komorowski, Tokarczuk) i takie szare myszki jak ja (sporo nastolatków). Z drugiej strony tak samo - poczytni blogerzy, trolle zawodowe i ludzie, którzy na prawdę wierzą, że robią komentarzami dobrą robotę. Że to na kształt misji. Zresztą co ja mówię, jakie strony - nie ma jasnego podziału. 
Wszyscy się z początku troszkę obwąchują. Na wizytówkach na stole nie ma nicków z netu, czy nawet imienia i nazwiska. Jest za to zdjęcie z dzieciństwa. Nie wiem, czy to się u wszystkich sprawdza ale mi myśl, że kolo który mi życzy "niech cię zgwałci armia ciapatych" był kiedyś niewinnym, pyzatym bobasem, bardzo pomaga na serce i wątrobę. 
 
Aleksander Orłowski

Niezręczną ciszę, chrząkania, myśli "a po diabła tu przyszłam" przerywa mowa gospodarza. Jak już wspomniałam jest ekscentryczny ale bardzo zabawny, w bezpiecznym stylu. Nie jest powiedziane, że rozbawi każdego ale atmosfera się oczyszcza. 
Następny punkt:  jedzenie. Sprawa znowu sporna (ktoś nie je mięsa, inny uparcie patrzy za wieprzowiną) - więc może postawmy na szwedzki stół. Trochę z Polski, trochę ze świata - aby wszystkim dogodzić. 
A potem co?
Czy sam fakt, że racząc się kopiastym talerzem sałat, zagaję do sąsiada, coś zmieni? Nie musimy przecież od razu wchodzić na tematy sporne (tydzień temu stwierdził, że w lalkach od Czeczenek na pewno przemycam heroinę). Możemy wymienić uwagi na temat temperatury powietrza, głośności muzyki, ponarzekać na korki... Żal i nieufność siedzą nam na ramionach ale nim się na siebie rzucą może zdążymy dojść do tego co nas łączy? Oboje oglądaliśmy w dzieciństwie Bolka i Lolka? Ups, oby nie skojarzyło się z innym Bolkiem). Może wkurza nas że lato nie chce nadejść? (Póki co jest tak miło, że żadne nie schodzi na temat zmian klimatu).
Cudownie gdyby - może za sprawą życzliwych mediatorów, którzy krążą po sali niczym promienne hostessy - doszło do głębszej rozmowy. Byśmy (my i wszyscy inni na sali - ci którzy nazywali ryjem twarz Marii Peszek, śmiali się z tragedii Filipa Chaizera, odgrzebywali Wałęsie przodków i td.) umieli na chwilę zobaczyć w sobie kogoś więcej niż ofiarę i oprawcę. Byśmy (ta hejtowana strona) choć trochę zrozumieli do jakiej tragedii musiało dojść (i w czyjej głowie), że ta miła pani w haftowanym swetrze życzy Natalii Przybysz śmierci w męczarniach. Co przeszedł niepozorny facecik z bródką, że zapraszam uchodźców do obozów w Auschwitz.
Ta nić zrozumienia, ten zalążek współczucia to oczywiście wersja optymistyczna. Może doszło by do dzikiej scysji. Tylko nadejście czujnych ochroniarzy uchroniłoby przerodzenie się uczty w krwawą jatkę. 
Nie wiem. Pielenie grządek się kończy a ja kończę snuć swoją wizję.
Nie znam ekscentrycznego milionera. 
Ale moje zaproszenie hejter (czy po prostu każdy kto ma zupełnie inne zdanie, zacznijmy powiedzmy od kwestii uchodźców) przyjąć może. Spotkajmy się na neutralnym gruncie, nie przekonujmy tylko razem wysłuchajmy swoich racji. Bardzo o tym marzę. Nie dlatego, że jestem taka dobra i otwarta choć pewnie przyjemnie było by w ten sposób o sobie myśleć. Nie, po prostu boli mnie, że ludzie , którzy wiedzą o moim istnieniu od dwóch dni piszą z czego żyję, ilu ojców mają moje dzieci i tak dalej. Na prawdę chciałabym zrozumieć się bierze taka złość i nieufność. Bo sama zaczynam się złościć i mi z tą złością bardzo trudno. I dlatego, że cenię działania na rzecz dialogu, wzajemnego poznania a mam obok siebie grupę, która jest sfrustrowana, potężna i z którą nie mam możliwości na poznanie.