piątek, 27 stycznia 2017

Nasz myk na tanie podróże

Lada moment ruszamy z teatrzykiem na objazdówę po organizacjach polonijnych (jak i Domach Dziecka, teatrach, szkołach i td) w Portugalii i Andaluzji. 
W związku z tym mamy dużo organizowania. Pech (w sumie to nie pech) chciał, że dwa spotkania z dyrektorami teatrów na południu Portugalii, dzielą trzy tygodnie. 
Nie stać nas aby wynająć nad Atlantykiem mały domek. Po prawdzie to i wynajęcie pokoju w Portugalii na taki czas, byłoby sporym wydatkiem. Ale mamy myk na obcięcie kosztów podróży, z którego ochoczo korzystamy. Dobrymi patentami trzeba się dzielić, więc go tu opiszę. 
Nasz sposób to praca na eko farmach. 
W zamian za pielęgnowanie roślinek przez 4 - 5 godzin dziennie (5 razy w tygodniu), dostajemy wyżywienie i nocleg. Ja jestem typem pracoholika, moi aktualni gospodarze wręcz przeciwnie, więc to oni mnie namawiają: "Olga already end of work, now relaxamento". 
Co robić w ramach "relaxamento"? Mamy aż nadto czasu by ogarniać występy teatrzyku, uczyć się tekstu i chodzić na wycieczki.



Gdzie znaleźć takie eko farmy?
Najpopularniejsza jest sieć WOOF, która zrzesza wspomniane farmy na wszystkich kontynentach. Łączy je ekologiczne podejście do uprawy.
Portale takie jak Workaway czy Helpx  dają jeszcze więcej możliwości - chcesz pomóc rodzince z piątką dzieci w Boliwii? Proszę bardzo. A może wolisz uczyć angielskiego Beduina w Jordanii? Uczestniczyć w budowie domu na Jamajce? Lub czesać psy husky w Finlandii?

Co można w ramach robić pracy?
Akurat my po dość emocjonującej pracy psychologa, mamy ochotę na rolnictwo ale propozycje są baaardzo zróżnicowane. Tak jak opisywałam na górze, do wyboru, do koloru.
Najwięcej ofert jest od małych hosteli i osób pragnących podszkolić swój angielski. 

Grzesia praca dziś wyglądała tak:

 Rocha w Meksyku tak:

Na ile można przyjechać?
Wszystko zależy od typu pracy, naszych możliwości i oczekiwań gospodarza. Niektórzy spędzają w jednym miejscu nawet rok. Najkrótsza opcja to chyba tydzień. 
Widziałam, że zdarza się, że rodzice niepełnosprawnych dzieci szukają kogoś do pomocy - wtedy ciężko się spodziewać, że zajrzymy w takie miejsce z doskoku bo cała sytuacja wymaga większego zaangażowania.

Czy to na prawdę opcja dla wszystkich?
Myślę, że dla każdego kto lubi wymianę i nie boi się niespodzianek. Nigdy nie wiadomo na jakiego gospodarza się trafi ale można to traktować jak urok całej akcji. Nasze doświadczenia są bardzo zróżnicowane. Gościliśmy już u m.in - 
weterana wojny w Iraku, który został hipisem,
rodzinki prowadzącej edukację domową,
natchnionego ekologa,
czy
producenta filmowego, który rzucił wszystko by stworzyć farmę pokoju, na granicy jordańsko - palestyńskiej.
Jak to mawiał Forrest Gump "życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co się trafi".

Ale przejdźmy do osób o powiedzmy "szczególnych" potrzebach:

Dla osób z dziećmi - my jeździmy z Rochem. Pierwszy raz z nim byliśmy kiedy miał 1,5 roku, w środku meksykańskiej dżungli. Opisałam to TU. Od tamtej pory odwiedziliśmy z nim podobne miejsca także w Jordanii i Polsce. 
Kiedy my pracujemy nasz synek biega ze zwierzakami, grzebie się w piachu albo bawi się z maluchami gospodarzy (najchętniej wybieramy miejsca gdzie są inne dzieci).



Po prawdzie nie wiem czy z takiego sposobu spędzania wakacji zadowoleni byliby rodzice mocno niepełnosprawnych dzieci, które potrzebują opieki non stop. Myślę, że większość znanych mi miejsc byłaby otwarta również na np. autystycznych gości ale często opór jest w samych rodzicach - niepewnych co do tego jak w zupełnie nowych okolicznościach poradzi sobie ich dziecko, czy podołają dbaniu o pociechę i pracy dla gospodarzy i td.. A chodzi tu o to by czuli się komfortowo.
Być może alternatywą dla nich będzie  sieć camphili. Camphile to osady, w których osoby pełno i niepełnosprawne (głównie intelektualnie) tworzą wspólnotę - razem pracują na polu i w gospodarstwie. Najwięcej tego typu miejsc jest w Skandynawii, Irlandii i na terenie Wielkiej Brytanii. Raczej nie można tam przyjechać na chwilę - wejście we wspólnotę zajmuje trochę czasu. Nie chodzi o to by tworzyć getto - wiele zdrowych osób decyduje się mieszkać w tego typu miejscach. Mam znajomych, którzy mieszkali w camphilach jako dzieci ze swoimi rodzicami. Cudownie to wspominają. Mi też się marzy aby spędzić tak (z moją rodziną) rok. Słabo u nich z internetem ale z tego co wiem prężnie działają. 
TUTAJ lista camhili na całym świecie. Od Finlandii po Afrykę. Jest w czym wybierać.

Dla osób niepełnosprawnych - z pewnością nie każda praca jest dostosowana do osób niepełnosprawnych (jak i niestety warunki) ale wiele ofert się nada, np. nauczanie kogoś języka czy robienie hostelowi strony internetowej. Wszystko zależy od rodzaju niepełnosprawności. Do wielu miejsc z pewnością można przyjechać z asystentem.
Moja przyjaciółka, która sama nie wybierze się w taką podróż bo opiekuje się chorą na SLA mamą (więcej o Kasi TU) zaprosiła wolontariuszy do siebie. W różnych domowych sprawach pomagali jej już goście z m.in. Meksyku, Wielkiej Brytanii i Rumunii. Obie strony bardzo chwaliły sobie tę współpracę.
Sposoby na fajne podróże osób niepełnosprawnych to temat, który mnie ostatnio mocno absorbuje, więc jeszcze zrobię wpis tylko o tym.

Osoby starsze - o ile tylko mają taką ochotę, to nie widzę najmniejszych przeszkód.

Osoby bez kasy - jeżeli chodzi o korzystanie z sieci kontaktów, jaką oferuje portal to płacimy tylko za rejestrację. W wypadku naszej rodziny wyniosło to (na workawayu) 120 zł za dwa lata. Single płacą mniej. W niektórych miejscach (głównie hipisowskich komunach) trzeba się dorzucić do jedzenia ale są to jakieś grosze (my w Meksyku płaciliśmy 50 zł za tydzień). Wówczas pracy jest na prawdę nie wiele. Bywa, że można sobie coś przy okazji zarobić i wówczas logicznie - pracy jest więcej. Nie jest to jednak opcja na zbicie kokosów.
Wszystko jest zapisane w ofercie zapraszającego a jeśli coś jest niejasne to można dopytać przy umawianiu się. 
 

No dobra ale o co w tym wszystkim chodzi?
O to, aby się poznać i wymienić. 
Na portalach takich jak Hospitality Club, Couchsurfing czy Servas ludzie udostępniają sobie miejsce do spania
Na House siting użyczają dom pod swoją nieobecność (cudnie opisało tę opcję nasze kochane 8 stóp.)
W przypadku Workaway, Helpex czy WOOF gościna to dodatkowo okazja, by komuś odrobinę pomóc, a przy okazji spróbować dziedziny, z którą na co dzień mamy niewiele wspólnego.

Słyszałam też o opcji pomocy za nocleg i jadło w kibucach w Izraelu ale nie mam pojęcia jak to działa.

O pracy w podróży piszę też TU.

3 komentarze:

  1. Jesteście niesamowici :). Z chęcią wykorzystam tą opcję, o której nie słyszałam. Kiedyś byłam czynną couchsurfingerką, ale od czasu urodzenia dziecka skapciałam w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki ale to nie my jesteśmy nie my jesteśmy niesamowici bo to nie my wymyśliliśmy te wszystkie myki :) Życzę duuużo wspaniałych wyjazdów z dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czad, a mi się marzy taka ekofarma. Działka już jest...

    OdpowiedzUsuń