wtorek, 11 kwietnia 2017

Drużyna Cz

Opowiadałam ostatnio na konferencji w Krakowie, o tym jak to od początku było z CzujCzujem.
Że pracowałam z niepełnosprawnymi intelektualnie wykorzystując ich potencjał.
Że chciałam zobaczyć jak się takie rzeczy robi w innych miejscach.
Zatem rzuciłam się w podróże.
Gdzieś po drodze odkryłam, że dzielenie się tym co umiem najlepiej (praca na emocjach) daje mi zupełnie nowy klucz do różnych światów.
Więc rozszerzyłam działania, nie tylko o te z niepełnosprawnymi. I nikomu specjalnie o tym nie mówiłam. Część roku pracowałam sobie jako terapeutka, część spędzałam na poznawaniu bogactwa innych kultur.

I tak by sobie to pewnie trwało, gdybym nie pojechała do Kurdystanu. Kurdowie prosili by o ich sprawie głośno mówić w Polsce. Założyłam, więc bloga na którym początkowo opowiadałam tylko o nich. 

No i się zaczęła lawina! Lawina zaproszeń, pomysłów, osób, które się chciały przyłączyć a nawet sponsorów. 

Najcenniejsze są dla mnie właśnie te nowe osoby w ekipie. Bo razem można działać znacznie więcej, efektywniej i weselej.
A oprócz tego, że wiele wnoszą do CzujCzuja, to poza nim robią wspaniałe rzeczy. Sami przeczytajcie jakie :)

Czarli
(jedna z założycielek CzujCzuja wieki temu) od kilku miesięcy działa z Malunkami Muzycznymi.




Projekt odbędzie się w kilku małych miejscowościach w różnych regionach Polski. Zakłada powstanie ściennych malowideł zainspirowanych lokalnymi historiami związanymi z muzyką ludową danego regionu. Prace nad malowidłami poprzedzą warsztaty z mieszkańcami oparte na tych historiach.
  • Grześ i Zosia (najwspanialsi budowniczy placu zabaw, mocno zaangażowani w akcję laleczkową) dzielnie poczynają sobie w Innym Wyjściu






W ramach większej grupy osób, które mają podobne podejście do edukacji, organizują warsztaty dla dzieciaków. O przyrodzie w przyrodzie. O dzikich miejscach, które są blisko. O historii człowieka przez serię eksperymentów. Nawet o urbanizacji, antropologii i architekturze. Przede wszystkim wszystko na własnej skórze.
  • Magda twierdzi, że to inspiracja CzujCzujem przyczyniła się do powstania jej fundacji  i nazywa mnie matką chrzestną GOANDACT .


 
Ogroooomnie to miłe zważywszy ile (i jak!) robią. A w bardzo dużym skrócie: prowadzą projekty dla dzieci z zakresu edukacji dla pokoju, międzykulturowej, globalnej, ekologicznej. Wszystko we Wrocławiu i okolicach. Uczą studentów o etycznym podróżowaniu. Specjalizują się w szerzeniu wiedzy na temat Praw Dziecka. Dzieciaki w ramach ich warsztatów robiły m.in. prezenciki na naszą Dziecięcą Wymianę Międzykulturową. Mój ulubiony ich projekt to Alejka Dzieci.


  • Natalka (która stoi m.in za naszym teatrzykiem cieni) dzieli się swoją wiedzą i pomysłami na temat upcyklingu na fanpage NatLan Handmade



Warto do niej zajrzeć po garść inspiracji np. na prezenty lub gadżety do domu: jak zrobić magnes ze starej zakrętki? Czy plastikowa butelka może być - dizajnerską - solniczką? Czemu szkoda wyrzucać puszki po napojach? Kto chce może również zaprosić Natalkę na warsztaty.

  • Z Olgą (główną pomysłodawczynią akcji fotograficznej w Sorokach) od dawna marzymy by połączyć ternu z kinem objazdowym z mobilną przychodnią dla zwierząt. W ramach takiej przychodni, weterynarz leczyłby a przede wszystkim sterylizował bezdomne psy na terenie Mołdawii i krajów Bałkańskich. Bo ich los jest często bardzo ciężki. Na razie pomysł stoi w miejscu ale Olga ruszyła z inną wspaniałą akcją. Razem z Sekcją Antropologii Zwierząt badają przyjaźnie ludzko - nie-ludzkie wśród bezdomnych opiekunów zwierząt i ich czworonożnych przyjaciół. W przyszłości chcieliby ułatwić takim osobom dostęp do fachowej opieki weterynaryjnej. Być może powstanie też film o ludziach i zwierzętach, współtworzony przez osoby bezdomne. Ta inicjatywa nie ma póki co strony w internecie ale co nieco na ten temat można przeczytać na fanpage Koła Naukowego UJ Antropologia Zwierząt, gdzie Olgucha bardzo aktywnie działa.



  • Kasia miała z nami pojechać do Meksyku.

Uszkodziła sobie kręgosłup i miast wystawiać z nami teatrzyk musiała się rehabilitować. Bilet przepadł, wydawało się, że to okropne nieszczęście. Kilka miesięcy później okazało się, że dzięki temu, że opuściła meksykański wyjazd miała ostatnie chwile na to by nacieszyć się zdrową mamą. Bo jej mama zachorowała na SLA. Kasia opiekuje się nią 24 godziny na dobę, jest jej rękami, nogami, głosem... I w ogóle nie traci animuszu. W ramach workaway zaprasza do siebie pół świata. Wolontariusze z Karaibów, Indii, Rumunii pomagają jej przy mamie. Ponad toapisała projekt wsparcia dla osób w podobnej sytuacji. Lepi cuda z papierowej wikliny. Mimo masy trudności zarażają optymizmem i ciepłem. To dopiero sztuka czucia i emocji!
O Kasi pisałam już nie raz. Troszkę więcej TU.

  • Basia (autorka naszego loga, nazwy i dobry duch wszystkiego co robimy) oraz Grześ (bez którego nie byłoby większości placów zabaw i Rocha ;) ) gdzie mogą tam grają. I to nie byle na czym tylko na kapuście i arbuzie. Są bowiem perkusistami w warzywnej kapeli Paprykalaba.

 
Podczas organizowanych przez zespół koncertów i warsztatów można się nauczyć grać na paprykach, marchewce, cukinii... I grać covery m.in ukraińskiego zespołu Perkalaba. A potem wszystko ląduje w zupie!
  • I na koniec coś z zupełnie innej beczki.

Nasz ulubiony piłkarz na świecie to niejaki Tomek Stranc. Trenował dzieciaki w ośrodku dla uchodźców w Kurdystanie, wymyślił piłkarską odnogę CzujCzuja czyli KopKopa. Przede wszystkim jednak niejeden projekt by się nie odbył bez jego pomysłów i (telefonicznego, często o przedziwnych godzinach) wsparcia. No więc Tomek nie jest już piłkarzem. Przez długi czas trenował (motorycznie) piłkarzy w klubie Rozwój Katowice a kilka tygodni temu przeszedł do ekstraklasy! Czyli do Piasta Gliwice. Brawo, brawo! Wywiad (mocno filozoficzny :) ) z Tomkiem na temat jego kariery można przeczytać TU.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz