czwartek, 10 listopada 2016

Brakuje mi w słowniku

Na co dzień pracuję z emocjami, często też o nich rozmawiam z przyjaciółmi. Często mierzę się z tym, brakuje nam słów na określenie niektórych stanów np.
  • Słodka obojętność, którą odczuwamy gdy coś co nas wzburzało, już nie ma na nas wpływu. Albo kiedy już nic nie czujemy do kogoś, kogo kochaliśmy bez wzajemności.
  • Ten moment kiedy już został przekroczony jakiś  limit, kiedy zostanie powiedziane o jedno słowo za dużo by można było pozostać obojętnym.
  • Emocja towarzyszące potrzebie zaimponowania komuś konkretnemu (np. uczucie z którego wynika strojenie się, kiedy wiemy, że zobaczy nas były chłopak)
  • Wyczerpanie przeżywaniem intensywnych emocji.
  • Słowo na określenie emocjonalnej zdrady  (nie w przypadku kiedy nasz partner zakocha się w kimś innym, tylko gdy bliski jest wobec nas nielojalny).
  • Chwilowa jedność dusz, co to ją możemy czuć w sumie z każdym o ile będziemy się nie oceniać i się na siebie otworzymy.
  • Pomieszanie irytacji i ciężaru, że nie wyraziliśmy wszystkiego co nam leży na wątrobie.
  • Rodzaj poczucia winy po dniu, którego się dobrze nie wykorzystało.
  • Słowo określające rytuały, które ma się z najbliższymi albo z samym sobą, gdy nikt nie widzi.
  • Radość wywołana surrealizmem tragicznej sytuacji. Tak strasznie i dziwnie, że aż śmiesznie.
  • To co czujemy gdy wszyscy zachwycają się czymś co naszym zdaniem jest strasznie płytkie i głupie. 
  • Dojmująca tęsknota za naturą.
I tak dalej i dalej... Mogłabym tak w nieskończoność ale to w sumie dość osobiste. Samo zastanawianie się nad takimi nienazwanymi stanami bardzo polecam.

Niektórzy robią nawet krok naprzód i tworzą słowniki takich słów 

A mój ulubiony Balthus je w moim odczuciu malował:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz