poniedziałek, 2 grudnia 2013

Tropy

Nie wertuj w ciąży internetu, dziewczyno!
Natchniesz się na setki obrazków, przedstawiających macierzyństwo jako li gnój i znój oraz opisy porodów, które trwały dwa lata. 
Nie zaglądaj do encyklopedii chorób genetycznych.
Nie czytaj  "Macierzyństwo non fiction".
Zatkaj uszy na teksty "o teraz się dopiero zacznie...", "Do jego osiemnastki się ten koszmar nie skończy", "no to się możesz pożegnać z podróżami" .

Ja wertowałam, czytałam, zaglądałam i uszu nie zatykałam. Koniec końców, przed samym porodem miałam poczucie jakbym stała na jakiejś krawędzi. Za nią nie widziałam bynajmniej mojego synka, tylko laczki, odgrzewany obiad i te wszystkie cudne rysunki z internetu (pewnie solidny wpływ na mój stan, miała także okropna choroba zwana cholestazą ciężarnych i fakt, że przez nią nie spałam, tylko się drapałam. Jeśli przypadkiem tu zajrzałaś i sama właśnie cierpisz na ch. to napisz. Mi nic tak nie pomagało jak rozmowa z tymi, które już to przeszły i rozumiały).

Tymczasem... Poród był super. Roszek jest super.


Przez pierwsze tygodnie "po", byłam na oksytocynowym haju. Miłość po prostu mnie zalewała i czułam, że mogłabym przenosić góry. Pisałam pełne pasji maile do ziomów o "podzielonej na dwoje duszy". Uśmiechałam się entuzjastycznie do innych matek (wszak wszystkie jesteśmy po drugiej stronie rzeki). Najchętniej w ogóle bym nie spała, tylko wpatrywała się okrągłą dobę w Roszkowe liczko. Miałam ochotę wyściskać każdego człowieka na przystanku, ulicy, w metrze- bo on też był kiedyś niemowlakiem.

Potem przyszło to czego się bałam. Na szczęście nie okazało się to, aż taką sforą groźnych psów jak myślałam. Mam tu na myśli zmiany. No bo to faktycznie, zaczyna się nowe życie. Zupełnie nieznany ląd.
Przed ciążą wkurzały i zadziwiały mnie kobiety, które gadały wyłącznie o swoich dzieciach a teraz sama... (Zresztą co tu pisać, ten blog jest najlepszym przykładem tego, jak niektórzy robią się monotematyczni).
Na lewym ramieniu uparcie siedzi, nie znany dotąd rodzaj strachu. Na prawe, nachalnie pakuje się poczucie winy.
No i to zmęczenie. Ono nie wynika nawet z tego, że ciąży mi nawał roboty (bo mam malca-istny-cud, nie wiem jak sobie dają radę kobiety, których dziatki bez przerwy płaczą albo nie śpią po nocach) tylko jest związane z permanentną uważnością i skupeniu na dziecku non stop. Non stop. 

Najciekawsze jest przestawienie się na zupełnie inną intensywność życia. Jeszcze kilka miesięcy temu pomykłam do Kurdystanu a teraz (póki Roszek jest jeszcze taki malutki bo rozliczne przykłady pokazują, że podróżowanie z dziećmi jest możliwe, a Czujczuj to projekt na całe życie) wyjazd do Wólki Kosowkiej to szczyt marzeń, bo wyjście z maluszkiem bywa problematyczną akcją. Ale to nie znaczy, że ten nowy ląd jest mniej ciekawy. Myślę, że cały ambaras, by nie patrzeć na rodzicielstwo jak na udręczenie i poświęcenie, tylko potraktować je jako po prostu, nową ścieżkę rozwoju.  To jak widzenie świata przez lupę. Odkrywanie go na nowo. Towarzyszenie w małych codziennych wzruszeniach: światło odbite w lustrze, frędzle, własna ręka...  Widzieć przygodę tu i teraz, nawet w rutynie. Umieć zgrzebną rzeczywistość sobie zaczarować. 

Szukam tropów na tej nowe ziemi. Ostatnio są nimi teksty tych trzech panów:

1. Julian Kornhauser
Zapamiętać
Masz oczy, więc patrz.
Nie uroń ani listeczka z tego okrągłego świata,
ani jednej żyłki z jego delikatnego naskórka,
patrz i zapamiętaj:
to jest dąb, który nigdy nie opuści ziemi, 

to jest gwiazda trzymająca twe sny na sznurku,
to jest dom, napuszony jak mądra sowa,
a to mama, wyjmująca gorące ziemniaki z garnka.


2. Janusz Korczak
''(...) Wzywam o magna charta libertatis, o prawa dziecka. Może ich jest więcej, ja odszukałem trzy zasadnicze:
1. Prawo dziecka do śmierci.
2. Prawo dziecka do dnia dzisiejszego.
3. Prawo dziecka, by było tym, czym jest .
[...] niespornym jest prawo [dziecka] do wypowiadania swych myśli, czynnego udziału w naszych o nim rozważaniach i wyrokach. Gdy dorośniemy do szacunku i ufności, gdy samo zaufa i powie, co jest jego prawem – mniej będzie zagadek i błędów.(...)''


3.Roger-Pol Droit
Bawić się z dzieckiem
Czas trwania: 30-40 min
Materiały: różne
Efekt:dezorganizujący
Najbardziej porywająca jest zabawa z dzieckiem, które nie mówi wcale lub mówi bardzo mało. Na przykład pomiędzy pierwszym i drugim rokiem życia. W każdym razie z takim, które ma mniej niż trzy lata. Wybierz grę, na której się zna, którą opanowało i którą lubi - i niech się bawi. Masz po prostu za nim podążać, uczestniczyć w grze. Na jego zasadach, nie twoich. Zaakceptuj nie kończące się powtórki, zdumiewające zasady, czas oczekiwania i chwile krańcowej ekscytacji z niepojętych dla ciebie powodów. Doświadczenie polega początkowo na wejściu w ten świat dziecięcych zabaw i pozostawanie z boku - tak bardzo jak to możliwe - świata dorosłych.

Włożywszy odpowiedni wysiłek, przyłożywszy się do tego ile trzeba, z konieczną giętkością lub stanowczością, staniesz się elementem dziecięcych zabaw. Niewątpliwie uda ci się to jedynie po części.  To nieuniknione. Zresztą nie chodzi tu o całkowitą pasywność ale byś się stał- bez względu jak możesz być chwilami zaskoczony- rzeczywistym partnerem tego świata.

Uświadom sobie następnie skutki, które wywrze takie zatopienie w rzeczywistości dziecięcej zabawy na twój powrót do normalnego świata.  Oto istota doświadczenia. Jeśli na wystarczająco długo i w dostatecznie dużym stopniu porzuciłeś spójność własnych myśli (niemających nic wspólnego ze światem dziecięcych zabaw) to masz niewielkie szanse na natychmiastowe jej odnalezienie. To właśnie ten moment zagubienia, czas błądzenia i niezbornych poszukiwań, jeśli uda ci się go doświadczyć, jest w tym wszystkim najbardziej interesujący.

Jak gdyby, ten stosunkowo krótki pobyt w świecie dziecięcych zabaw, tak bardzo cię zdezorientował, że nieodzowna się okazuje praca nad odzyskaniem siebie. Ta rekonstrukcja może trochę trwać. Być może nie od razu odnajdziesz to, co masz do zrobienia, to co zaprząta ci myśli i to co cię cieszy. Zdezorganizowano ci wnętrze i przywrócenie go do stanu używalności wymaga wysiłku, do którego nie od razu jesteś gotów.

To doświadczenie może być punktem wyjścia do rozważań na temat niewielkiego i w sumie niepewnego terytorium , które uważasz za swój ''normalny'' stan psychiczny. 

( ''101 zabaw filozoficznych.Doświadczanie codzienności'' (2004) Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne  )

1 komentarz: