piątek, 1 marca 2013

7 razy Tbilisi

1. Dzieciaki 



Jedziemy późnym wieczorem po ruchomych schodach w metrze. Nagle ktoś łapie mnie za ramię i prosi o kasę. Nieźle przestraszona wydarłam się wniebogłosy ale patrzę a to banda około 10-letnich chłopaczków. Zaczęłam krzyczeć tym razem nie ze strachu, tylko ze złości "Jestem w ciąży! Co wy chcecie, aby moja dzidzia mi wyskoczyła przez gardło? Nie straszcie mnie!" (wszystkim muszę opowiadać o moim stanie. Nawet Bogu winnym dziatkom). Kochani chłopcy bardzo się przejęli, zaczęli mnie masować (po małym jeszcze) brzuchu i opowiadać o sobie; przyjechali z Mołdawii, chcą zostać karatekami! 

Nadjechał pociąg. Myślałam, że wejdziemy razem aby kontynuować rozmowę ale chłopcy pobiegli do drugiego wagonu. Przez okno zobaczyłam czemu wybrali inne miejsce. Moje słodkie maluchy zaczęły dziką burdę! Kopali się wymachując nogami w okolicach uszu (przodował w tym zwłaszcza pocieszny grubasek), zwisali z poręczy i biegali po ławkach. Obecni w wagonie ludzie za bardzo nie zwracali na łobuziaków uwagi, odsuwali się tylko by uniknąć kopnięcia przez młodego Bruce Lee. Zmieniliśmy wagon i poszliśmy usadzić kompanię. Patrzę a jakiś mężczyzna, nagrywa rozróbę miast zwrócić maluchom uwagę. Zaczęłam go ochrzaniać- "Co się głupio gapisz? Na yotuba to wsadzisz? Mogliby być twoimi braćmi albo synami! Trzeba im powiedzieć jak się mają zachowywać". Chłopcy stanęli obok mnie, z powagą kręcąc głowami i z wyrzutem patrzyli na nagrywającego. "Czemu ją pan zdenerwował? Ona jest w ciąży". Nastawili ręce do pieczątek, zjedli po kawałku czekolady, którymi poczęstował ich Andrzej i poszli się dalej się bić i odprawiać akrobacje pomiędzy pasażerami. Tylko jeden siedział obok mnie i czuwał bym się nie denerwowała.




2. Dziadek 

Siedzę w metrze, nagle słyszę bębenek i śpiew. No tak, w tbiliskim metrze nie brakuje żebraków i muzyków. Niektórzy śpiewają tak jakby dopiero co zeszli ze sceny. Nagrywam tych, którzy mi się podobają, bo szkoda mi aby takie głosy całkiem przepadły. Czasem wymieniamy się potem kontaktami, i wspólnie snujemy wizje jak to jakiś muzyczny producent wejdzie na mojego blogasa, zachwyci się nieznanym grajkiem i...
Teraz też zaczęłam nagrywać. Nagle jakiś dziadek postukał mnie w ramię i dał mi dwa lari (czyli nasze 4 zł!). Poszłam je wrzucić grającym a kiedy wróciłam do miejsca z którego nagrywałam, słyszę pełne żalu dziadka : "ech dziewuszka, a ja myślałem, że ty będziesz tańczyć..."



3. Namiot 



Idziemy sobie z Rozą- naszą gruzińsko azerską przyjaciółką, po mieście, nagle patrzymy w parku, obok ładnego pomnika stoi wojskowy namiot. Co to może być? Jakiś protest? Manifestacja? Wchodzimy do środka a tam bezdomni. Dostali taką miejscówę na zimę, coby nie pozamarzali. W marcu wracają na ławki. Coś około dziewięciu mężczyzn i dwie kobiety, w tym staruszeczka.
Andrzeja napoili czaczą (podobno przepyszną) a dla mnie znaleźli krzesełko. Zaczęłam spisywać marzenia. "Jak to jakie marzenia? Wszyscy chcemy domu. Tylko babcia szuka męża". Dwóch zdecydowało się opowiedzieć o swoim życiu. Pod nogami chodził nam maleńki piesek, psineczka, którego co i raz brali na ręce i całowali w nosek.
"A to dla was, na szczęście"- powiedzieli na koniec. Dostaliśmy piękną Biblię po gruzińsku. 

4. Impreza 
Trzeci miesiąc mojej ciąży przypadł na Tbilisi. Skończyłam żywot sennego kota i z ogromną energią przemierzam to piękne miasto. I wymiotuję gdzie popadnie (wybaczcie te szczegóły). Dzieci na warsztatach zdjęły buty a ja zwracam śniadanie. Pytamy staruszkę o drogę, bardzo sympatyczna staruszka ale ja (w związku z jej zapachem) w krzaki. No cudnie po prostu. Od wszystkiego mnie mdli; od zapachów, widoków, śpiewania... Nawet od niektórych wspomnień.
Któregoś wieczora ma być impreza u naszych gospodarzy. Obiecaliśmy placki ziemniaczane i polską muzykę. Przyszły trzy dziewuszki. Pięknie wystrojone i wymalowane. Nasi gospodarze jakby przy nich zmężnieli. Dowcipkują, prężą muskuły. No zapowiada się wspaniała prywatka...
Oj ale nie będzie placków, bo oto uroki trzeciego miesiąca znowu dają znać o sobie - klękam nad kiblem i nie będzie mi dane opuścić tej pozycji, przez kolejne trzy godziny. Mdli mnie od samej rozmowy. Płaczę rzewnymi łzami, jest mi tak beznadziejnie. Co ja tu w ogóle robię... ? Śliczne dziewuszki stają nade mną, trzymają mnie za włosy, parzą herbatki i powtarzają: "Och ty szczęśliwa... Będziesz miała takie piękne dziecko. Nie mogę się doczekać jak ja tak będę". 

5. Plac zabaw


Idziemy do naszego Domu Dziecka na warsztaty.  Zawsze mijamy plac zabaw. Nigdy nie wiemy kto tym razem będzie się tam bawił- staruszkowie, kury a może krowy?

6. Prawda Mamuki
-Co same ważne w życiu? To co tylko ty możesz zrobić- mówi Mamuka- urodzić się, zrobić swoje dzieci-bo tylko ty możesz zrobić swoje dzieci.  No i umrzeć.
- No dobrze, a co z ludźmi którzy nie mogą mieć dzieci?
- Jest i dla nich rada. Nikt za ciebie też w więzieniu nie posiedzi.

7. Mój synek 

Okazało się, że moja fasolka to wcale nie fasolka tylko groszek. Czyli Roszek!

♥  Roch czyli po angielsku Rocky. A to znaczy zuch!



2 komentarze:

  1. Powiało optymizmem. Serio ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajne historyjki!

    OdpowiedzUsuń