niedziela, 17 lutego 2019

Są różne sposoby na emeryturę...

I pewnie każdy dobry jeśli niesie radość emerytowi.
Uwielbiam czytać o aktywnych osobach 60+ bo daje mi to nadzieję na to, że jeszcze dużo przygód przede mną. Moja osobista mama, która na emeryturę się jeszcze pewnie długo nie wybiera, na 60-te urodziny ruszyła wraz z przyjaciółką do Peru. Przez kilka miesięcy będzie tam pracować z niepełnosprawnymi dziećmi. Ta jej wyprawa to niezły prezent też dla mnie - informacja, że się da.
Nie wszyscy mają czas, chęć i możliwość by ruszyć w nieznane, ale sposobów na to, by w każdym wieku robić coś miłego dla siebie i świata jest wiele. Przedstawiam Wam kilka postaci, których pomysły bardzo mnie cieszą. 

Rose Torphy


Ma 103 lata, czyli o trzy więcej niż Park Narodowy Wielkiego Kanionu , w którym niedawno została młodszym strażnikiem.
Podczas ubiegłorocznych wakacji wybrała się na wycieczkę do Parku Narodowego Wielkiego Kanionu. Były to jej drugie odwiedziny w tym miejscu po ponad 40-tu latach. Tym razem odwiedziny zaowocowały olśnieniem: 
"Zaczęłam rozmawiać z ludźmi o programie dla młodszych strażników, ponieważ uczy dzieci, jak chronić Kanion", powiedziała "Good Morning America". "Moi rodzice nauczyli mnie dbać o ziemię, ale nie wszystkie dzieci to mają". Jako młodszy strażnik edukuje na temat ochrony Wielkiego Kanionu. "Teraz jest rzecznikiem parku, gdziekolwiek się udajemy, ludzie pytają ją o jej młodszy numer zwiadowczyni, a ona mówi:" nigdy nie jesteś za stary, by zobaczyć Wielki Kanion! " - opowiada córka pani Rose.

Ed Moseley 

Pan Ed w wieku 86-lat nauczył się szydełkowania, by tworzyć nakrycia głowy dla wcześniaków. Zainspirował go artykuł w lokalnej prasie informujący, że taką akcję, chce przeprowadzić pobliskie ngo. Wcześniej nie miał szydełka w dłoni ale w arkana rękodzieła z entuzjazmem wprowadziła go jego córka. Do tej pory wykonał już ponad 50 maleńkich czapeczek oraz zainspirował sąsiadów, dzięki czemu powstało ponad 300 czapeczek. 

Bożena Danuta Walewska

Dostałam jakiś czas temu przeuroczą wiadomość:
Dzień dobry. Jestem matką trójki dzieci i babcią czwórki wnucząt. Dla najmłodszego z nich napisałam książeczkę o przyjaźni chłopca z dinozaurem. Mój wnuczek jest absolutnym fanem i znawcą w dziedzinie dinozaurów. Szokował nas wiedzą na ten temat w wieku pięciu lat. Chciałam jakoś to uczcić dla niego. W związku z tym mam pytanie, czy na blogu, który bądź co bądź kocha kreatywność dzieciaków, mogłabym zareklamować bajeczkę. Jest dostępna w postaci ebooka za ok. 6 zł. Można przeczytać spory, darmowy fragment na stronie. Dla odważnych dzieciaków od lat pięciu. Podaję link, do strony, gdzie każdy może osobiście sprawdzić, co w trawie piszczy https://ridero.eu/pl/books/skarb_ze_strychu/
Pozdrawiam serdecznie,
Bożena Walewska - babcia
O sobie pani Bożena pisze tak:
"Nie bardzo wiem, od czego zacząć te parę słów o sobie. Ot, takie sobie, zwykłe życie kobiety. Wychowałam trójkę dzieci, mam też czwórkę wnucząt. Staram się dużo podróżować, odrobinkę zwiedziłam kilka krajów europejskich i afrykańskich, poznałam wielu ludzi oraz świat w jakim żyją, ale nie to było dla mnie największym zaskoczeniem. Okazał się nim mój czteroletni wnuczek i jego wiedza na pewien temat. Właśnie o tym postanowiłam napisać."

Antonio la Calva

Pan Antonio przez 42 lata był nauczycielem. Po przejściu na emaeryturę nie chciał rezygnować z dzielenia się pasją do literatury. Przekształcił więc swój trójkołowy wóz w małą mobilną bibliotekę. A by rozpowszechniać radość z czytania wśród dzieci dociera nią na place zabaw i do parków miejskich. Promuje książki jako klucze do innych światów i nowych przyjaciół. Tygodniowo z jego biblioteki jest wypożyczane średnio 450 książek. Zdaniem pana Antonio, brak zainteresowania litearaturą rodzi się w szkole, kiedy dzieci uczą się czytać mechanicznie, bez przekazywania nawet szczypty miłości.
Uczniowie otrzymują
przekaz, że czytanie jest obowiązkiem, a dzieci powinny od razu dowiedzieć się, że czytanie jest przyjemnością, podobnie jak słuchanie opowieści. W jednym z wywiadów poświęconych projektowi pan Antonio wyjaśnił, że idea "Bibliomotocarro" zrodziła się z jego wizji nauczyciela, który powinien być prawdziwym mistrzem ulicy, a także mistrzem życia.
Wózek Bibliomotor jest skierowany przede wszystkim do dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych i gimnazjów, w wieku od 3 do 13 lat. Bibliomotocarro dał i nadal daje magię wielu dzieciom. W świecie, w którym wszystko kręci się wokół technologii, książki mogą być prawdziwym ukojeniem. Wszak jak napisał Wiesław Myśliwski w "Traktacie o łuskaniu fasoli" "Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi"


Doris "Granny D" Haddock

Pani Dorris przez całe życie udzielała się społecznie (m.in w kwestiach ekologicznych). W wieku prawie 90 lat zainteresowała się problemem finansowania amerykańskich kampanii wyborczych i podjęła akcję zbierania podpisów pod petycją przejrzystości rozliczania. Niestety mimo, że zgromadziła przeszło 100 tysięcy podpisów petycja została zignorowana przez władze.
W tej sytuacji Haddock zdecydowała się na bardziej spektakularną akcję. Postanowiła przybliżyć rodakom znaczenie problemu osobiście: w trakcie pieszego przemarszu przez USA. Po rocznych przygotowaniach niespełna 89-letnia Haddock wyruszyła w swoją podróż. Trasa wędrówki wiodła z Kalifornii, przez Arizonę, Nowy Meksyk, Teksas, Arkansas, Tennessee, Kentucky, Ohio, Wirginię Zachodnią, Maryland, Wirginię aż do Waszyngtonu. 

Dziennie aktywistka pokonywała około 10 mil. Po drodze potykała się mieszkańcami mijanych miejscowości. Głosiła przemówienia na temat wagi problemu finansowania kampanii wyborczych i problemu zjawisk korupcyjnych. Jej niezwykła podróż wzbudziła szerokie zainteresowanie mediów. Kiedy dotarła do stolicy kraju po 14 miesiącach 29 lutego 2000, witana była przez kilka tysięcy osób. Ostatniego dnia w marszu na Kapitol towarzyszyli jej także członkowie Kongresu. Po przybyciu do Waszyngtonu Haddock przez kolejne dwa lata nie ustawała w kampanii na rzecz przyjęcia projektu. Organizowała demonstracje i marsze; w czasie jednej z demonstracji była nawet aresztowana. Ostatecznie jesienią 2002 roku doczekała się uchwalenia stosownej ustawy, reformującej amerykański system finansowy kampanii wyborczych. 

Po 90- tych urodzinach, wciąż pełna energii Haddock podjęła kolejną kampanię. Tym razem na rzecz nakłonienia kobiet i mniejszości do udziału w wyborach.


Marian Jaroszewski


Marian to przyszywany dziadek Roszka a na co dzień pedagog w pewnym prestiżowym warszawskim liceum. Niemal co tydzień w weakendy organizuje wycieczki po polskich górach. W przyrodzie uczniom łatwiej się otworzyć, ale i zacisnąć między sobą więzi. Ponadto jest przyroda, przygoda i wyzwanie, czyli wszystko to czego przeciążonym nauką nastolatkom, do elementarnej higieny zdrowa psychicznego potrzeba.

Valdete Cordeiro

Valdete  jest założycielką Meninas de Sinhá, kobiecego kręgu i grupy artystycznej. Brazylijki po dramatycznych przejściach znalazły dzięki niej siłę do życia. W tworzonych wspólnie pieśniach uczestniczki kręgu opowiadają własne historie - ubogie życie robotnic, naznaczone piętnem chorób, uzależnienia i przemocy. 
Na początku lat 80 tych Cordeiro zdała sobie sprawę jak wiele kobiet powodu wieku, koloru skóry, czy niskiego statusu jest wykluczanych ze społeczeństwa. Traktowane jak ciężar często zostają opuszczone również przez własne rodziny. Lekarstwem na wiążącą się z samotnością depresję okazały się cotygodniowe spotkania. Kobiety połączyły rozmowy o podobnych bolączkach, a wkrótce również wspólny taniec i śpiew. Muzyka pozwala wyrzucić dręczący smutek, zamienić go w energię i siłę, obudzić chęć do życia. A nawet je odmienić. Z czasem Meninas de Sinhá stały się w ojczyźnie prawdziwym fenomenem. Pokazują, jak wielką wartość mogą mieć mądrość i doświadczenie starszych ludzi Zdobywają nagrody, są widoczne na kulturalnej mapie kraju. Pomagają też innym. Z repertuarem odwiedzają nie tylko artystyczne festiwale, lecz także szkoły, więzienia, szpitale, w których dzielą się własnymi przeżyciami. Oddziały ruchu powstają obecnie w kolejnych miastach Brazylii.



Józef Krzynówek

Pan Józef w młodości marzył o kolarstwie ale koleje losu nie pozwoliły mu rozwijać tej pasji. Dopiero po 70-tce odnalazł na nowo miejsce w sporcie, jako wolontariusz na wydarzeniach sportowych. Zaczął od pomocy na trasie wyścigu Tour de Pologne. Od tej pory często rusza w Polskę, by wspierać rozmaite wydarzenia, np. na meczach w Lidze Narodów UEFA w Chorzowie, opiekował się niepełnosprawnymi. Za pomoc bywa nagradzany, otrzymał nawet nagrodę od prezydenta Katowic. Jednak swoje trofea zawsze przekazuje na aukcje z których dochód przeznaczany jest na potrzebujących. 

DJ Vika (Wirginia Szmyt)

Blisko 80- letnia pani Wiginia jest najstarszą polską DJ-ką. Przygodę z konsoletą rozpoczęła dopiero na emeryturze. Wcześniej pracowała jako pedagog w ośrodkach wychowawczych. Dziś gra w klubach u boku najbardziej znanych DJ-ów i jest niekwestionowaną gwiazdą międzypokoleniowych dancingów.DJ Wika, a właściwie Wirginia Szmit, to najstarsza w Polsce DJ-ka, która od ładnych paru lat skutecznie rozkręca imprezy międzypokoleniowe. Działa społecznie, głównie na rzecz seniorów i ludzi starszych, bo jak mówi - starość w Polsce ciągle jest czymś brudnym, śmierdzącym i pokracznym. 



Florian Wojciechowski


Pan Florian w wieku 90 lat zadebiutował na scenie Teatru "S" w Zbąszynie. Jakiś czas później miał również debiut w filmie, który został oparty na lokalnej legendzie o białej damie. Pan Florian  wcielił się w rolę starego sługi złego kasztelana. Dziennikarka przeprowadzająca z aktorem wywiad zachwyciła się  wiszącym w jego mieszkaniu planem zajęć:
Poniedziałek - 11.30 gry i zabawy myślowe, 13.30 gimnastyka rehabilitacyjna, 16.30 gimnastyka korekcyjna. 
Wtorek - 17.00 fitness - tańce, 
środa - 18.00  teatr, 
czwartek - 11.00 zebranie seniorów, 
piątek - 17.00 chór Harmonia, 
sobota-niedziela - różne wyjazdy. 

Shapo ba!

Elena Erkhova


Ponad 90- letna Baba Lena urodziła się i wychowała w Krasnojarsku na Syberii. Na życie zarabiała sprzedażą kwiatów. Marzyła o podróżach ale na przeszkodzie stały obowiązki i finanse. W wieku 83 lat, namówiona przez wnuczkę ruszyła w pierwszą samotną podróż. Od tamtej pory na liście miejsc, które zwiedziła znalazły się m.in.: Tajlandia, Wietnam, Izrael i wiele innych.
Na portalach społecznościowych dzieli się relacjami ze swoich podróży. Dzięki popularności w Internecie znaleźli się sponsorzy finansujący kolejne wycieczki. Spokojne spacery po plażach i wizyty w muzeach podróżniczka ceni sobie równie mocno jak jazdę na motocyklu, poznawanie ludzi czy kontakt ze zwierzętami. "Podróże oznaczają nowe życie, ludzi, spotkania. Wspaniale jest się uczyć powitań z różnych miejsc. Najważniejsza rzecz, jakiej dowiedziałam się na temat życia, to że we wszystkich krajach jest mnóstwo fantastycznych ludzi. Nie ma się czego bać, możesz umrzeć tylko raz i to, i tak w końcu nastąpi." - przekonuje Rosjanka.
Zapraszam do odwiedzenia profilu Baby Leny na FB.

Dennis Baker

Emerytowany sprzedawca z miejscowości Burnaby w Kanadzie od ponad 10 lat przywraca do życia zużyte rowery i przy pomocy organizacji Lower Mainland Christmas Bureau, przekazuje je dzieciom z biednych rodzin.
78-latek spędza każdego dnia 3-4 godziny w swoim warsztacie na naprawianiu ofiarowanych, używanych rowerów.
Zaczynał od naprawienia 6- ciu rowerów dla dzieci z sąsiedztwa, obecnie jest w stanie przekazać ponad 100 rowerów w ciągu roku.

Irma Coltro


Pani Irma po 90 - tce udała się na wolontariat do domu dziecka w Kenii. Obecnie wolontariuszka misyjna przebywa już z powrotem we Włoszech, gdzie dzieli się swoimi doświadczeniami z innymi. Wcześniej przez wiele lat wspierała ośrodek finansowo, jednak w pewnym momencie postanowiła sama pomóc na miejscu. 


Janusz Orłowski "Praszczur"


Pan Janusz, w środowisku paralotniarzy znany Praszczurem, pasję do paralotni odkrył tuż przed  70-tymi urodzinami. Obecnie lat ma ponad 90 i jak sam twierdzi, będzie latał do końca. Przed odkryciem paralotni przez wiele lat zajmował się szybowcami. Kiedy po wielu latach przerwy postanowił wrócić do latania, był już w takim wieku, że żadna komisja lekarska nie dopuściła go do latania na szybowcach. Wybór padł więc na paralotnie. Paralotniarstwo to sport ekstremalny, wymaga sporej sprawności fizycznej i czasem zdarzają się trudne sytuacje. Pan Janusz nic sobie z tego nie robi. Latanie jest jego wielką pasją i w powietrzu czuje się po prostu szczęśliwy.




Carmen Herrera
Pani Carmen Herrera ma 104 lata i jest pionierka nurtu zwanego minimalizmem abstrakcyjnym. Nad swoim stylem pracowała przez całe życie ale sukces i sława przyszły do niej po dziewięćdziesiątce. W czasach, gdy świat sztuki promuje młodych i nowicjuszy, ona jest przykładem na to, że nie tak ważne jest uznanie krytyków co tworzenie w zgodzie ze sobą.


John Lowe


Pan John na lekcje baletu zaczął uczęszczać na rok przed 80 -tymi urodzinami. Zainsporowała go córka, profesjonalna tancerka baletowa. Na scenie zadebiutował w roli tancerza baletowego w wieku 88 lat. Jak często podkreślał: "mężczyzna tańczący w balecie nie jest zniewieściały – żeby podołać temu rodzajowi tańca, trzeba być bowiem naprawdę wysportowanym."  .


Helena Norowicz

Pani Helena kilkanaście lat temu przeszła na emeryturę. Praca w teatrze była jej całym życiem, więc musiała wymyślić sobie jakieś inne zajęcie. Oferta nowej pracy była dla niej zaskoczeniem. W wieku 80 lat została modelką. Wzięła udział w dwóch kampaniach polskich marek mody i wciąż pojawiają się kolejne propozycje.  "Zastanawiałam się, czy sobie poradzę. Ale powiedziałam samej sobie: Wzdychasz, jęczysz, że nie masz propozycji aktorskich. Potraktuj to jak aktorskie wyzwanie?. I spróbowałam." opowiada. 

Antoni Huczyński 

"Nazywam się Antoni Huczyński. Mam 91 pełnych lat"  - tak pan Antoni rozpoczyna cykl na YouTubie, w których dzieli się  sposobami na utrzymanie zdrowia i radości życia. Instruuje na temat gimnastyki i rozmaitych zachowań prozdrowotnych.   Jego porady zostały umieszczone w sieci przez wnuka. Do tej pory do Dziarskiego Dziadka zajrzało 200 tysięcy internautów. 

Colette Bourlier


Pani Bourlier w wieku 90 lat obroniła rozprawę doktorską zatytułowaną “Pracownicy napływowi w Besancon w drugiej połowie XX wieku”. Wcześniej kilkadziesiąt lat przepracowała jako nauczycielka geografii i historii. Przewód doktorski otworzyła po przejściu na emeryturę w 1983 roku. W czasie, który wcześniej pożytkowała na aktywność zawodową zaczęła przeprowadzać wywiady z imigrantami w Besancon. Były to głównie kobiety z Algierii, Włoch i Portugalii. Liczącą 400 stron pracę napisała w całości odręcznie. Pytana, dlaczego zajęło jej to tyle czasu, odparła: “Trochę to trwało, bo robiłam sobie przerwy”. Po egzaminie jej promotor przyznał, że wiek nie wpłynął na ocenę komisji. Praca była wzorowa i otrzymała wyróżnienie.
Aleksander Doba  


Pana Olka chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. W porównaniu z wieloma opisanymi tu osobami to młodzieniaszek. Całe życie aktywnie zajmował się sportem: latał na szybowcach, skakał o tyczce i spływał kajakiem. Jednak na prawdę głośno zrobiło się o nim kiedy w wieku 64 lat samotnie i jako pierwszy na świecie wyłącznie dzięki sile swoich mięśni, przepłynął kajakiem Atlantyk . 3 września 2017 w Le Conquet we Francji zakończył po 110 dniach swoją trzecią podróż kajakiem przez Ocean Atlantycki. Dzięki internetowemu głosowaniu na stronie internetowej „National Geographic” zdobył tytuł „Podróżnika Roku 2015”.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Co czynią CzujCzuje (w 2019)?

Z powodu rozmaitych prywatnych smuteczków, kończymy przygodę z edukacją domową w Zawadce Rymanowskiej. To był przepiękny, bardzo owocny czas. Wciąż można kupić LALECZKI, które dziewczynki z Zawadki zrobiły na rzecz swoich rówieśników z Rakki, w Syrii. Poza tym trzeba złożyć i wysłać piękną książkę dla dzieciaków z mołdawskiej Polonii, która powstała na naszych lekcjach. Ech, myślimy o górskiej grupie bardzo ciepło i mamy nadzieję tam wracać. Bardzo polecamy Wam odwiedziny Farfurni. To dobre miejsce, z gospodarzami o wielkich sercach. Idealne by odciąć się od Internetu, polepić z gliny albo nauczyć tworzyć łemkowskie krywulki... No i właściciele gospodarstwa postawili soltrack (czy jak go tam zwać). Dzięki temu pobyt w Farfurni niesie bardzo niską emisję CO2 (nie licząc transportu). Strasznie mnie to kręci!
Na posterunku zostaje wspaniała Inka Brzuzan a my, z pewnym żalem wracamy do Warszawki. 


Ale nie próżnujemy!

Na wiosnę
Jak JUŻ pisałam, chcemy ruszyć z budową Skrzyń Wymiany (zwanych też give boxami) w warszawskich dzielnicach. Zobaczymy na jak dużą skalę się to uda.




W marcu 
Zapraszamy na międzypoglądowe spotkanie Możemy się Nie Zgodzić. Idea jest taka, że każdy może się zgłosić i umówić na rozmowę z osobą, która ma zupełnie inny pogląd na ważną dla nas sprawę: przyjmowanie uchodźców, wycinka puszczy, karmienie piersią, czarny protest... Czy co tam jest dla kogo ważne. Chodzi o to by spotkać się poza komputerem i usłyszeć co druga osoba ma do powiedzenia. Wydarzenie robimy ze Stowarzyszeniem Między Innymi. Więcej informacji TU.



W maju 
Organizujemy ogrodowe SPA dla mam osób niepełnosprawnych. Chcemy by mamy przez chwilę poczuły się jak królewny - będą masaże, dobre jedzonko, fryzjerzy, hamaki i opieka nad dziećmi. Wciąż szukamy wolontariuszy do pomocy. Chętne osoby mogą się zgłaszać do naszych grup organizacyjnych Warszawskiej lub Krakowskiej. Wydarzenie (mamy nadzieję, że cykliczne) organizujemy z Madką Roku.



W czerwcu
Już tradycyjnie wracamy do naszych ukochanych dzieciaków z Sorok. 5 lat temu 12 cioro romskich dzieci pomogliśmy posłać do szkoły. Teraz wracamy, by przez rozmaite projekty wspierać je w tej edukacji. Jeśli macie pomysł na jakąś fajną aktywność, którą możecie się z nimi podzielić i chcecie się przyłączyć, zapraszamy!

fot. Bartek Jędrzejewski

W lipcu

Podobnie jak w zeszłym roku, ruszymy po Polsce z objazdowym teatrzykiem Powsinoga. Idea jest prosta - sami robimy kukiełki, pracujemy nad przedstawieniem, a potem wystawiamy je po wsiach i małych miejscowościach. Do przyłączania się zapraszamy małych i dużych, pełno i niepełno sprawnych, osoby z wszelkich kultur i środowisk. Właśnie taka była nasza zeszłoroczna ekipa i to był strzał w dziesiątkę. Troszkę zdjęć z minionej edycji zobaczycie TU. A tak sobie wyobrażamy tegoroczne występy (niekoniecznie z tańcami na rurze, bardziej chodzi o ogólną energię buntu i radości):


Wciąż szukamy też miejsca, gdzie niedrogo moglibyśmy się rozbić z naszym obozem przygotowawczym. Nie potrzebujemy zbyt wiele: bliskość do Warszawy, dostęp do rzeki (dbamy o to by jej nie zabrudzić!), miejsce na rozbicie namiotów i  rozpalanie ogniska. 

W sierpniu
Zajedziemy z teatrzykiem nieco dalej bo do Mongolii. Byłam tam 10 lat temu i teraz bardzo się cieszę, że będę ją odkrywać razem z Roszkiem i Idą. Już cieszymy się na kolej transsyberyjską i ciekawi jesteśmy jak wyjdą spektakle na stepie, dla mongolskich dzieci (albo jaków).



A po wakacjach? Któż to wie...